PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

czwartek 09 września 2010 r. imieniny obchodzą: Aldona, Piotr, Sergiusz

Tramwaje, co bez konia chodzą...

Tramwaje, co bez konia chodzą...

(© fot. archiwum)

Dziennik Łódzki Marek Niedźwiecki

2009-12-23 07:11:29, aktualizacja: 2009-12-23 07:12:22

Na dzień przed wigilią, na ulice Łodzi, jako pierwszego miasta w zaborze rosyjskim, wyjechały elektryczne tramwaje. Rok wcześniej magistrat łódzki podpisał umowę z grupą przemysłowców łódzkich, dotyczącą rozpoczęcia i warunków eksploatacji sieci tramwajowej na terenie miasta. Tramwaje - taka była idea - miały przewozić za dnia pasażerów, a w nocy - towary do fabryk.

A w maju zwykłem jeździć, szanowni panowie, na przedniej platformie tramwaju! Miasto na wskroś mnie przeszywa! - nie krył swego entuzjazmu dla nowego środka lokomocji Julian Tuwim. Łódzki poeta miał zapewne na myśli jazdę na nieosłoniętym pomoście wagonu tramwajowego typu Herbrand GE-58, którym można było podróżować przez miasto od roku 1910 aż po 1958, kiedy zakończył pasażerską służbę, przechodząc jeszcze na trzy lata do obsługi technicznej. Dziś starszego bratanka Herbranda GE-58, Herbranda VNB-125 - który zapoczątkował historię łódzkiej elektrycznej komunikacji - możemy spotkać już nie na szynach, a na kołach, kiedy jako atrakcja turystyczna

majestatycznie przemierza ulicę Piotrkowską.

Oczywiście, przyjemnie podróżowało się herbrandami w maju. Gorzej - zwłaszcza motorniczemu - gdy dokuczały mróz, deszcz i wiatr. Bowiem nie dosyć, że nieosłonięte, wagony nie były ogrzewane, kierujący nie miał nawet - wprowadzonego dopiero w 1936 roku - trójnożnego metalowego stołka z drewnianym siedziskiem. Musiał więc stać i marznąć przez całą drogę. Co więcej, innych użytkowników miejskiego ruchu nie mógł ostrzegać mechanicznie (takie "nożne" rozwiązanie wprowadzono dopiero po I wojnie światowej w polskich silnikowych wagonach tramwajowych, m.in. typu Lilpop), a używał tylko ręcznego dzwonka, osadzonego na korbie hamulca.

Na długiej ławce, tyłem do okna

Wybierając się w podróż tym eleganckim, jak tamte czasy, pojazdem, siedzieć musieliśmy na drewnianych długich ławkach, usytuowanych pod ścianami wagonu, tyłem do okien. Obok mogło zasiąść 19 innych pasażerów, miejsc stojących wystarczało dla 24 kolejnych. Wnętrze wagonu po zmroku oświetlały żarówki elektryczne. Tramwaje były dwustronne, co umożliwiało motorniczemu na końcu trasy przesiadkę, czyli zajęcie miejsca po drugiej stronie wagonu i ruszenie w drogę powrotną. Ten manewr był konieczny, ponieważ dopiero w latach 40. pojawiły się pierwsze krańcówki (typowe łódzkie słowo na określenie pętli tramwajowej - od słowa "kraniec", czyli koniec), umożliwiające zakręcenie i powrót na trasę.

Tramwaj na Gwiazdkę 1898 r.

Rozsiedliśmy się w Herbrandzie GE-58 - jednym z pierwszych, ale oczywiście nie premierowym łódzkim tramwaju elektrycznym. Bowiem te pojawiły się w Łodzi - jako pierwszym z miast zaboru rosyjskiego! - już 23 grudnia 1898 r. W Warszawie jeszcze przez 10 kolejnych lat kursowały tramwaje konne! Rok przed tym, gdy mieszkańcy Łodzi otrzymali nowoczesny gwiazdkowy prezent, magistrat łódzki podpisał umowę z grupą przemysłowców łódzkich o rozpoczęciu i warunkach eksploatacji sieci tramwajowej na terenie miasta.
strona: 1 z 2 »

Sonda

Które miasto zasługuje na miano Europejskiej Stolicy Kultury?

Reklama

Dziennik Łódzki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy