Wulkan energii i mistrzyni organizacji, dla której zawsze...

    Wulkan energii i mistrzyni organizacji, dla której zawsze najważniejszy jest uczeń

    Magdalena Grajnert

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Beata Trochonowicz ze swoimi wiernymi kibicami - uczniami Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Skierniewicach

    Beata Trochonowicz ze swoimi wiernymi kibicami - uczniami Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Skierniewicach

    Rozmowa z Beatą Trochonowicz, pedagogiem i działaczką społeczną (3. miejsce w kategorii społecznej)
    Beata Trochonowicz ze swoimi wiernymi kibicami - uczniami Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Skierniewicach

    Beata Trochonowicz ze swoimi wiernymi kibicami - uczniami Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Skierniewicach

    W plebiscycie „Dziennika Łódzkiego” - Kobieta Przedsiębiorcza Województwa Łódzkiego 2016 w kategorii działalność społeczno-kulturalno-oświatowa - zajęła Pani pierwsze miejsce w regionie i trzecie w województwie łódzkim. Czy tak wysokie miejsce to dla Pani zaskoczenie?

    Świetny wynik zawdzięczam przede wszystkim swoim uczniom. To dobry moment, żeby podziękować, więc dziękuję za głosy mojej rodzinie, sąsiadom, znajomym, koleżankom i kolegom z pracy, rodzicom dzieci, które wychowuję, a przede wszystkim uczniom.
    To oni, specjalnie na tę okoliczność, założyli konto na Facebooku, przeklejali i rozsyłali linki z „Dziennika Łódzkiego”, żebym mogła wygrać. Zaś szczególne podziękowania kieruję do Pączka. On już będzie wiedział, dlaczego.

    Jest Pani niezwykle aktywna i pełna energii. To z pewnością pomaga w wykonywaniu zawodu nauczyciela.

    Od zawsze wiedziałam, że chcę uczyć. Dzieci z podwórka były moimi pierwszymi wychowankami, miałam własnoręcznie zrobiony dziennik i prowadziłam lekcje. Ukończyłam pedagogikę w Akademii Podlaskiej w Siedlcach, natomiast pierwszą pracę dostałam w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Skierniewicach, gdzie pracuję do dziś. Wtedy podjęłam studia podyplomowe z zakresu oligofrenopedagogiki i rozszerzyłam swoje kwalifikacje. W szkole prowadzę pracownię ceramiki, gdzie uczniowie zgłębiają tajniki tworzenia w glinie.

    Czego dzieci z niepełnosprawnościami uczą się na Pani zajęciach?


    Lepienie w glinie rozwija sprawność manualną i koordynację wzrokowo-ruchową. Pod moim kierunkiem powstają ciekawe wyroby użytkowe i dekoracyjne. Prowadzę zajęcia przysposabiające do pracy w szkole zawodowej i arteterapię, pracuję z uczniami z niepełnosprawnością intelektualną w różnym stopniu. To przede wszystkim zadania manualne, usprawniające młodzież. Zaczynamy od projektu, w zależności od okazji wykonujemy np. anioły z okazji Świąt Bożego Narodzenia czy kwiaty albo serca na Dzień Matki. Praca ceramiczna to kilka etapów, najpierw produkt wypalamy na biało, później kolorujemy szkliwami, a na końcu pracujemy nad obróbką. Tak powstają m.in. zawieszki czy korale, kiedy dodajemy rzemyk i można te glinianą biżuterię skonstruować.

    Czy prace Pani podopiecznych można gdzieś oglądać, czy są prezentowane tylko na terenie szkoły?

    Oczywiście robimy wystawy, co moich uczniów bardzo cieszy. Organizujemy je na terenie miasta, w takich miejscach jak kinoteatr Polonez czy Izba Historii Skierniewic. Dołączamy się także do różnego rodzaju kiermaszy.

    Trzeba przyznać, że praca z dziećmi, które mają szczególne potrzeby wychowawcze, nie należy do łatwych. Czy nie miewa Pani trudniejszych chwil?

    Ja tę pracę po prostu uwielbiam i nie mam momentów, że jestem nią zmęczona, albo z jakiegoś powodu sfrustrowana. Poza tym jestem tak aktywną osobą, że po prostu się do tej pracy nadaję. To jest tak, że te dzieci naprawdę na mnie czekają, a praca z nimi jest szczególnie satysfakcjonująca. Są wdzięczne i potrafią pięknie podziękować. Do tego mają niesamowitą wyobraźnię twórczą, chcą samodzielnie wykonywać różne rzeczy i bardzo się cieszą z wypracowanego efektu.

    Naturalną koleją rzeczy po jakimś czasie nauczyciel traci kontakt z wychowankiem. W Pani przypadku jest jednak inaczej.


    Rzeczywiście, jestem mocno związana ze swoimi uczniami i utrzymuję z nimi kontakt, nie tylko telefoniczny, ale też osobisty. Wiedzą, że zawsze mogą do mnie zadzwonić i opowiedzieć mi o swoich problemach, a ja im zawsze pomogę, o ile tylko będę mogła. Jeżeli nie mają rodziny, zapraszam ich do siebie na święta. Jedną z takich osób jest mój 27-letni podopieczny, który w tej chwili mieszka w domu pomocy społecznej, daleko od Skierniewic. Jednak wie, że zawsze jest dla niego miejsce w naszym domu i co roku przyjeżdża do nas na święta Bożego Narodzenia, oczywiście z osobiście wykonanym prezentem. Mam na ścianach kilka aniołów, które dla mnie wykonał w ramach prezentu - oczywiście z gliny.

    Z reguły w święta najchętniej spędzamy czas we własnym gronie, a to jednak ktoś obcy. Jak reaguje Pani rodzina na takiego gościa?

    To dla mnie nie jest obca osoba, opiekowałam się nim od dziecka, także kiedy mieszkał w internacie, gdzie pracowałam. Bardzo polubił moje zajęcia i w mojej pracowni spędzał każdą wolną chwilę. Teraz kontynuuje naukę w Warsztacie Terapii Zajęciowej i tam też zajmuje się ceramiką. Uwielbia to robić! Jeżeli chodzi o rodzinę, to zarówno mój mąż, jak i moi synowie, są do takich gości przyzwyczajeni. Nasz dom był od zawsze otwarty i pełen ludzi, więc moi podopieczni ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego przy świątecznym stole to nic niezwykłego.

    Sporo czasu poświęca Pani także Fundacji Pomocy Społecznej Chodźmy Razem, będąc członkiem zarządu.

    W fundacji opiekuję się przede wszystkim rodzinami, które mają trudności materialne. Pozyskuję dla nich sponsorów, rozwożę paczki na święta i współorganizuję Dzień Dziecka. Praca społeczna to bardzo ważna część mojego życia i daje mi mnóstwo satysfakcji.

    Posiada Pani uprawnienia pilota wycieczek międzynarodowych i wakacje też ma Pani bardzo pracowite. Od lat organizuje Pani wycieczki.

    Wszystko się zaczęło 13 lat temu, od wyjazdu z dziećmi ze Szkoły Muzycznej w Skierniewicach. Wtedy okazało się, że organizowanie takiego wyjazdu i zajęć daje mi mnóstwo radości i świetnie wychodzi. Dzieci się nie nudziły, a ja oczywiście musiałam im organizować zajęcia artystyczne, więc zamiast kupować pamiątki na straganach, wykonały je samodzielnie i zabrały do domów. Połknęłam bakcyla i później odważyłam się na pierwsze zagraniczne wyjazdy. Byliśmy w Grecji, Chorwacji, Hiszpanii, na Węgrzech, ale najczęściej jeździmy do Włoch. W tym roku oczywiście też planujemy pracowite wakacje, będą trzy turnusy z podziałem na grupy wiekowe. I tak do Hiszpanii pojadą dzieci

    14-letnie i starsze, do Chorwacji w przedziale 10-14 lat i najmłodsze, do 10 lat, zabieramy na Węgry. Każdy turnus potrwa 10 dni.

    Na Pani wyjazdy nie brakuje chętnych. Jaka jest recepta na sukces udanego wypoczynku?


    Tajemnica jest jedna - pogoda, dlatego niestety nie jeździmy już do Polski. Zdecydowanie ciekawiej można czas spędzać na świeżym powietrzu, zamiast zastanawiać się, jak nie dać się nudzić dzieciom w zamkniętym pomieszczeniu. Uwielbiam zwiedzać i organizując wyjazd, planuję go tak, żeby dzieci jak najwięcej mogły skorzystać. Oczywiście najważniejsze jest bezpieczeństwo, dlatego bardzo starannie dobieram kadrę na takie wyjazdy. Musi być doświadczona, żeby sobie poradzić z każdą sytuacją. Są to ludzie, którzy mają doskonały kontakt z dziećmi, bo przecież wakacyjny wyjazd to ma być dla nich przede wszystkim przyjemność.

    Słyszałam, że na takie wyjazdy z reguły zabiera Pani swoich podopiecznych, których nie stać na opłacenie zagranicznej wycieczki z własnej kieszeni...

    Faktycznie, co roku staramy się razem z mężem sfinansować wyjazd któregoś z uczniów. Mam też kilku sponsorów, do których zawsze mogę się zwrócić z taką prośbą i wiem, że mi nie odmówią. Nawet trudno wyrazić słowami, jak bardzo szczęśliwe są te dzieci i jak bardzo przeżywają taki wyjazd.

    Czy po pracy w szkole wraca Pani prosto do domu?


    Oczywiście, że nie. Od lat prowadzę własną działalność, mam pracowników i każdego dnia muszę zajrzeć do firmy. Prowadzę sklep muzyczny i szkołę edukacji artystycznej, w której dzieci uczą się gry na instrumentach klawiszowych i gitarze elektrycznej. Mogą też rozwijać swoje talenty wokalne.

    Wydawać by się mogło, że przy tak napiętym planie dnia o czasie dla siebie nie może być mowy.


    Jestem osobą bardzo dobrze zorganizowaną i mam czas i dla siebie, i dla rodziny, i dla przyjaciół. Naszą rodzinną pasją są wyjazdy, na które wybieramy się wspólnie. Jednym z ulubionych kierunków są polskie góry zimą i obowiązkowe, białe szaleństwo na stoku. Nie mamy jednego, ukochanego miejsca i co roku wyjeżdżamy gdzie indziej. Znajduję też czas na książki, szczególnie te o tematyce wojennej. Pasjonuje mnie druga wojna światowa, głównie czytam książki o holokauście. Rzecz jasna, w tak muzykalnej rodzinie nie może zabraknąć koncertów, których z przyjemnością słuchamy wszyscy.

    A możemy się dowiedzieć czegoś o prywatnym życiu Beaty Trochonowicz?


    Najważniejsza jest dla mnie rodzina: mój mąż i nasi dwaj synowie. Piotr ma 18 lat i jest uczniem technikum informatycznego. Jest też 13-letni Tomek, pasjonat zwierząt. W domu mamy patyczaki, straszyki, drewnojady, świerszcze, żuki z różnych stron świata, gekony lamparcie i kota. Natomiast ja i mój mąż stanowimy zgodny duet, w którym nikt nie walczy o dominację w związku. Wszystko robimy razem, a jeśli mamy wolny czas, pomagamy sobie w obowiązkach.

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo