Najwięcej radości w życiu przynoszą mi kochająca rodzina...

    Najwięcej radości w życiu przynoszą mi kochająca rodzina oraz praca w firmie

    Alicja Zboińska

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Aliną Szmich, współwłaścicielką firmy Delia Cosmetics, zwyciężczynią w działalności biznesowej
    Alina Szmich nie wyobraża sobie życia bez pracy i pomagania innym

    Alina Szmich nie wyobraża sobie życia bez pracy i pomagania innym ©archiwum prywatne

    Została Pani Kobietą Przedsiębiorczą Województwa Łódzkiego 2015, natomiast Pani mąż to Menadżer Roku Województwa Łódzkiego 2015. W małżeńskiej rywalizacji jest 1:1?

    To kolejny już tytuł mojego męża, mój natomiast jest pierwszy. Mam więc jeszcze dużo do nadrobienia. Tak naprawdę to mąż zawsze brylował w plebiscytach i konkursach, ja się szczególnie nie udzielałam.

    Do udziału w tym plebiscycie zachęcili mnie pracownicy, a w firmie jest ich około 350. Zaznaczyli, że ja też muszę wziąć udział i nie chcieli mnie słuchać, gdy mówiłam, że wystarczy jedna osoba, która zdobywa laury. Miałam na myśli męża, który ma zresztą w tym duże doświadczenie. Był też m.in. nominowany do tytułu złotej statuetki Lidera Polskiego Biznesu 2015 w ogólnopolskim konkursie organizowanym przez Business Center Club, a to duże osiągnięcie.

    Pani wystartowała po raz pierwszy i od razu okazała się najlepsza. Co to dla Pani oznacza?

    Mam ogromną satysfakcję z tego, że zajęłam pierwsze miejsce. Pokazało to, że ludzie we mnie wierzą, doceniają mnie, kibicują temu, czym się zajmuję. To także dowód na to, że to, co robię, jest właściwe.

    Bardzo długo nie wierzyłam w to, że mogę wygrać ten plebiscyt, uwierzyłam dopiero ostatniego dnia głosowania. Początkowo udział traktowałam jako rodzaj zabawy, nie śledziłam dokładnie przebiegu głosowania.

    Gdy ostatniego dnia głosowania zobaczyłam wynik, dający mi zwycięstwo przy tak silnej konkurencji, stwierdziłam, że coś w tym życiu osiągnęłam.

    Był to dla mnie dowód na to, że cieszę się zaufaniem, ludzie mnie doceniają, lubią. Już po zakończeniu głosowania, gdy odbierałam gratulacje, to słyszałam, że przecież wynik nie mógł być inny.

    Rodzina, moi bliscy, przyjaciele i pracownicy bardzo zaangażowali się w plebiscyt i nie mieli wątpliwości co do wyniku. Moja starsza wnuczka też mnie dopingowała, mówiła, że muszę być pierwsza, bo przecież jestem najlepsza! Bardzo mi kibicowała.

    A jak Kobieta Przedsiębiorcza Województwa Łódzkiego 2015 ocenia przedsiębiorczość mieszkanek naszego regionu? Kobiety wychodzą z męskiego cienia?

    Biorę udział w różnych biznesowych spotkaniach czy imprezach i ciągle spotykam znacznie więcej mężczyzn niż kobiet, choć te proporcje powoli się zmieniają. Kobiet w biznesie jest coraz więcej i mam nadzieję, że ten trend się utrzyma.

    Na pewno w biznesie jest miejsce dla pań. Sama zaczynałam pracę w firmie nieco z boku, z doskoku. Zajmowałam się domem, wychowywaniem dzieci, a firmę rozwijał mąż. Równolegle pracowałam najpierw na Politechnice Łódzkiej, później na Uniwersytecie Łódzkim.

    Firma powstała 18 lat temu i początkowo mąż prosił mnie o rady, ale mocniej się w jej działalność nie angażowałam. W tym roku minie 10 lat, odkąd silniej związałam się z firmą.

    Z wykształcenia jestem inżynierem elektrykiem, skończyłam studia na Politechnice Warszawskiej. Firma produkuje kosmetyki, więc ta zmiana była dla mnie dużym wyzwaniem. Nie miałam wyjścia, Delia Cosmetics się rozrastała, mąż potrzebował kogoś do pomocy. Początkowo byłam w jego cieniu, choć nie bałam się wyzwań.

    Trudno było pani inżynier elektryk opanować produkcję henny do włosów czy pomadek?

    W firmie przeszłam wszystkie szczeble. Zaczynałam od spraw kadrowych, by następnie zająć się zaopatrzeniem. Potem zajmowałam się magazynem i produkcją. Przez cały czas pomagałam mężowi, radziłam się go w kluczowych sprawach. Mąż odpowiadał natomiast za sprawy finansowe.

    Nagle zostałam rzucona na głęboką wodę, mąż miał wypadek, pojawiły się duże kłopoty z kręgosłupem i ze wszystkim zostałam sama. To był dla mnie ogromny wstrząs. Zatrudnialiśmy wówczas ok. 80 pracowników i nagle ze wszystkim zaczęli przychodzić do mnie.

    Mąż wspomagał mnie co prawda telefonicznie, ale niektóre decyzje trzeba było podjąć natychmiast. Był to dla mnie prawdziwy chrzest bojowy i dowód na to, że kobieta - jak musi - to poradzi sobie ze wszystkim. Z firmą związał się także nasz syn Karol, stało się to, gdy z kolei ja zachorowałam.

    Były to bardzo trudne chwile, ale się nie poddawałam. Po chemioterapii wracałam do pracy, robiłam wszystko, by nie myśleć o chorobie. Praca bardzo mi pomogła.

    Jakie przeszkody muszą pokonać panie, które chcą zaistnieć w biznesie?

    Kobiety ciągle za mało wierzą w siebie. Z drugiej strony, patrząc na Delię Cosmetics, to 80 proc. załogi stanowią kobiety zatrudnione także na eksponowanych stanowiskach. Może to jednak wynikać z tego, że jesteśmy firmą kosmetyczną. Moim zdaniem byłoby też więcej kobiet w biznesie, gdyby mężowie pomagali kobietom w domu i opiece nad dziećmi.

    Trudno jest prowadzić firmę, która działa w branży kosmetycznej?

    To jest trudna branża, a konkurencja jest bardzo silna. Niełatwo jest się przebić, wymaga to ogromnych nakładów na stworzenie produktów, które zaakceptują konsumenci.

    Trudno walczyć też z konkurencją - wielkimi koncernami kosmetycznymi, które dysponują ogromnymi funduszami przeznaczanymi na reklamę. Zaczynaliśmy 18 lat temu, później niż inne polskie duże firmy. Kiedyś kosmetyki sprzedawało się dużo łatwiej niż teraz. Nie było dużych graczy, wielu marek, niemal była gwarancja, że produkt się sprzeda.

    Dużą część produkcji wysyłaliśmy na Wschód. Sytuacja zmienia się cały czas - odkąd nastał tam kryzys, to eksport w ten rejon został znacznie ograniczony. Obecnie eksportujemy nasze produkty do 65 krajów.

    Pomaga szeroka gama produktów. Eksportujemy m.in. do krajów arabskich. Arabowie to wymagający klienci, używają wielu kosmetyków. Dla mężczyzn z tego rejonu stworzyliśmy hit - linię farb do brody i wąsów. Panie natomiast kupują nasze kremy, pomadki, mascary, hennę do brwi i rzęs, fluidy.

    Polki to wymagające klientki?

    Na pewno coraz bardziej świadome. Bardzo dbamy o jakość produktów, choć trzeba pamiętać o tym, że zawartość kosmetyku to tylko 10 procent jego wartości, a cała reszta to marka, reklama.

    Kosmetyk żyje średnio dwa, trzy lata, obowiązuje moda na składniki, po tym czasie trzeba coś zmienić w składzie. Niezmiennie popularny jest kwas hialuronowy, używany zresztą od lat, ale on sam nie wystarczy. Trzeba być na bieżąco, nie ma takiej sytuacji, że raz stworzy się dobry produkt i będzie się go sprzedawało zawsze.

    Z kosmetykami jest tak jak z ubraniami, obowiązują trendy, mody, trzeba być cały czas na bieżąco. W marcu organizowane są targi kosmetyczne w Bolonii, to największa impreza branżowa. Tam prezentowane są nowości, kształtują się trendy.

    Z początkiem każdego sezonu pojawia się nowa kolekcja lakierów do paznokci, pomadek itp. Trzeba podążać za modą. To także zadanie pracowników działu marketingu, którzy śledzą nowinki nie tylko podczas targów. O dziwo, podczas tegorocznych targów w Bolonii nie było żadnego nowego wiodącego produktu.

    Testuje Pani firmowe kosmetyki na sobie, czy sięga także po wyroby konkurencji?

    Praktycznie używam tylko wyrobów produkowanych przez Delię Cosmetics, testuję je na sobie, a moje zdanie bardzo się w firmie liczy, jeśli chodzi o jakość. Nie zajmuję się jednak tylko testowaniem, nadzoruję też dział obsługujący produkcję kontraktową dla firm zewnętrznych - pod ich markami. Zajmuję się marketingiem.

    W Pani zgłoszeniu nadesłanym do naszego plebiscytu padło zdanie, że bez Pani wiele rzeczy by się w firmie nie udało. Czego by bez Pani nie było?

    Nie mam pojęcia, nie jestem aż tak zarozumiała, by sądzić, że beze mnie czegoś byśmy nie osiągnęli. Należę do osób skromnych. Zgłoszenie było wysyłane, gdy byłam akurat za granicą i widocznie moi pracownicy, którzy przygotowali zgłoszenie, napisali to, co o mnie myślą. To dla mnie bardzo miłe.

    Znajduje Pani czas na pasję, czy przeważnie wypełnia go praca?


    Nie można żyć tylko pracą. Lubię podróżować, wybieramy się z mężem w dalekie podróże, ostatnio do Wietnamu czy Tajlandii. Nie jest to moja jedyna pasja, drugą jest pomaganie innym ludziom. Pomaganie daje mi ogromną satysfakcję, lubię się dzielić.

    Firma wspiera liczne fundacje i organizacje, tym się zajmuję. Szczególnie cieszy mnie współpraca z fundacją Gajusz z Łodzi. Wytypowaliśmy jeden produkt - najbardziej rozpoznawalny i najlepiej się sprzedający. Padło na hennę do brwi i rzęs. Nawet z badań wynika, że Delia Cosmetics kojarzy się z henną. Na konto Gajusza przekazujemy znaczącą część przychodu z jej sprzedaży.

    Czasami nasza pomoc polega na przekazaniu produktów, innym razem są to pieniądze. Nie odmawiamy praktycznie nikomu. Poprzez organizacje, np. Caritas, wspieramy biedne rodziny, domy pomocy społecznej, domy dziecka, szczególnie kierując pomoc dla niepełnosprawnych dzieci.

    Czy Kobieta Przedsiębiorcza Województwa Łódzkiego 2015 myśli już o emeryturze?

    Nie sprawdziłabym się na emeryturze, nie potrafiłabym być w domu. Za bardzo zaangażowałam się w życie firmy, brakowałoby mi jej bardzo. Ale raz w tygodniu robię sobie dodatkowy dzień wolny. Przypada on w środę, wówczas mam czas tylko dla siebie. Mogę wybrać się na masaż, daje mi to wytchnienie w środku tygodnia.

    Bardzo kocham też moje wnuczki: Dominisię i Tosię, z przyjemnością poświęcam im czas. Obie mnie uwielbiają, co sprawia mi ogromną radość. Nie można być też stale w podróży, wyjazdy są dobre, ale tylko jako odskocznia od codzienności. Najwięcej radości przynosi mi rodzina i praca w firmie.

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Gmina na Szóstkę

      Gmina na Szóstkę