Najpierw trzeba przetrwać początek i "nakręcanie" akcji. Potem należy nie dać się ponieść wrażeniu, że oglądamy melodramat (lub co gorsza: operę mydlaną) udający dzieło z wyższej półki poprzez poprzestawianie chronologii wydarzeń.
W końcu trzeba sobie, będąc widzem płci męskiej, wmówić (lub jak kto woli: przypomnieć), że kobiece problemy, a raczej kobiece reagowanie na problemy i traumy, też można zrozumieć i się nim zainteresować.
Gdy się pokona te wszystkie trudności, film "Granice miłości" Guillermo Arriagi, zaskakująco kobiecy w swoim spojrzeniu na opowiadaną historię, można zaakceptować. Pozostając przy męskiej wrażliwości i męskich schematach, ciężko wytrwać do końca projekcji.
Tym bardziej, że rozwój wypadków (poza jednym, za to kluczowym, zaskoczeniem) jest dość przewidywalny.
Arriaga opowiada historię trzech kobiet. Każda nosi swoją traumę, każda inaczej ją odreagowuje. Sylvia - atrakcyjna, samotna kobieta - sypia z każdym nowopoznanym mężczyzną, ale nie pozwala sobie na słabość uczuć. Ucieka przed miłością, choć jednocześnie desperacko jej pragnie. Gdy w chwili ostatniej nadziei wyciąga rękę do jednego z mężczyzn, ten okazuje się charakterologicznym mikrusem. Sylvia chce zapomnieć, ale okalecza się, by pamiętać. Tak naprawdę to, czego najbardziej potrzebuje, to przebaczenie.
Poznajemy też Ginę - spokojną mężatkę z prowincji w średnim wieku. Gina niegdyś zachorowała na raka, w konsekwencji straciła pierś. Przestaje akceptować swoje ciało, podobnie reaguje jej mąż, dla którego przestała być atrakcyjna seksualnie. Pewnego dnia Gina poznaje beztroskiego Meksykanina, ojca rodziny, z którym "odpływa" w szalony romans. Kochanek ujmuje kobietę tym, że akceptuje ją i kocha taką, jaka jest. Tak po prostu.
Jest jeszcze młoda Mariana, którą do miłości doprowadza wspólna śmierć jej matki i ojca jej wybranka w pożarze. Pozostali przy życiu ojciec dziewczyny i matka chłopca nie potrafią zaakceptować ich związku. Młodzi decydują się więc na ucieczkę.
Arriaga nie tylko przestawia chronologię zdarzeń, ale stara się też jak najbardziej nanizać na wspólną nić losu poszczególne historie. Udaje mu się to od strony formalnej, jednak od strony emocjonalnej, zwłaszcza dla widza - i tu znowu odwołam się do płci - któremu trudno znaleźć płaszczyznę współodczuwania i współreagowania z kobiecymi bohaterkami, jest to film zaskakująco beznamiętny. Właściwie jedyne emocje wzbudza tu los jeszcze jednej bohaterki, kilkunastoletniej dziewczynki, której ojciec, pilot samolotu rozrzucającego nawóz nad polami, ulega wypadkowi. Ranny mężczyzna prosi swego przyjaciela, by ten, wraz z dziewczyną, odnalazł jej matkę, która porzuciła dziecko dwa dni po urodzeniu.
Dobrze w tym filmie odnalazły się aktorki - Kim Basinger w wyciszonej, precyzyjnej kreacji oraz Charlize Theron, która kolejny raz gra wbrew swemu hollywoodzkiemu wizerunkowi pięknej kobiety, choć w dużej mierze powtarza elementy swych kreacji z "Monster" i "Snu na jawie".
Guillermo Arriaga lubi wielowątkowe historie, które zbiegają się w jeden punkt. Pokazał też, że wie, co czują kobiety. Teraz może czas na skupione na treści kino dla mężczyzn?
Granice miłości, USA, dramat, 111 minut, reż. Guillermo Arriaga, wyst. Charlize Theron, Kim Basinger, Jennifer Lawrence, dystr. Best Film