Tamto wyburzyć, to uratować

    Tamto wyburzyć, to uratować

    Paweł Domarecki

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    O wielkiej katastrofie, która grozi starym łódzkim kamienicom i o tym jak je ocalić przed rozpadem z prof. Ewą Kucharską-Stasiak z Uniwersytetu Łódzkiego rozmawia Paweł Domarecki
    Łodzian i ludzi kierujących naszym miastem czekają w najbliższym czasie dramatyczne wręcz wybory. Dlaczego?

    Budynki w Łodzi pochodzą w dużej mierze sprzed pierwszej i drugiej wojny światowej. To zasób stary, a w dodatku po macoszemu traktowany w całym okresie Polski Ludowej. Każdy z nas, gdy wysiada na dworcu jakiegoś miasta, ocenia je poprzez budynki, a te w Łodzi są po prostu bardzo zaniedbane. Już 20 lat temu resortowy Instytut Gospodarki Mieszkaniowej ujawniał, że na 49 województw, nakłady z budżetu państwa na techniczne utrzymanie budynków w przeliczeniu na metr kwadratowy w województwie łódzkim były na przedostatnim miejscu. W związku z tym w Łodzi mieliśmy przez dziesięciolecia do czynienia z przyspieszoną dekapitalizacją.


    Jest aż tak źle?

    Po zmianie systemu gospodarczego okazało się, że Łódź znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji. Eksperci z Instytutu Gospodarki Mieszkaniowej, obecnego Instytutu Rozwoju Miast, wręcz stwierdzili, że samodzielnie Łódź sobie z tą spuścizną nie poradzi. Dlatego zasługujemy jako miasto, żeby mieć dobrą, długofalową strategię polityki mieszkaniowej. I to szybko. Nie wszystko bowiem warto remontować. A tam, gdzie środki są niewystarczające, trzeba wiedzieć z góry - co, jak i gdzie ratować. No i za co.

    Czyżby groziła nam katastrofa?

    IGM szacował już w końcu lat 80. XX w., że 10 procent zasobów śródmieścia Łodzi nie nadaje się już do remontu. Już wtedy był to obraz alarmujący. Jeśli chodzi o lata obecne, odwołam się do badań IRM z 2005 r. z sześciu miast Polski: Bydgoszczy, Łodzi, Gdańska, Krakowa i Wrocławia. Przeciętna dla tych miast wyniosła 51 procent. W Łodzi sytuacja była najgorsza - aż 75 proc. budynków w Łodzi ma zły stan techniczny. W Bydgoszczy ten wskaźnik wynosił tylko 6 procent, w Gdańsku - 50 procent, w Krakowie - 27 procent, w Poznaniu - 5 procent, we Wrocławiu - 34 procent.

    To są przerażające dane.

    Owszem. Budynków w średnim stanie technicznym (przy średniej dla tych miast równej 38 proc.) - jest w Łodzi już tylko 14 proc. Poznań ma ich 93 proc., Wrocław - 63 procent. A przy tym na tle innych miast udział dotacji miejskich w kosztach utrzymania budynków jest w Łodzi bardzo niski. No i koszt utrzymania zasobów komunalnych - także wg porównania z 2006 roku - też jest marny: w Łodzi - 3,69 zł za 1mkw miesięcznie, w Poznaniu - 4,61 zł, Toruń - 4,71 zł...

    Co to oznacza w praktyce?

    Że ten łódzki zasób wymaga jak najszybciej strategicznego podejścia. Czyli - mówiąc brutalnie - wyboru co się da uratować, bo już nie wszystko. I wskazania kolejności co ratować, bo środki są ograniczone, a potrzeby sięgają grubych miliardów złotych.
    1 3 4 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry