Z Romanem Ludwiczukiem, prezesem Polskiego Związku Koszykówki, rozmawia Marek Kondraciuk
Niepokojąco, bo już o prawie 3 miesiące przedłuża się termin wyboru trenera reprezentacji Polski koszykarzy. Czyżby nikt nie chciał prowadzić naszej kadry?
Cały czas intensywnie pracujemy nad tą sprawą. Nie chodzi przecież o to, żeby to był szybki wybór, ale dobry wybór. Kandydaci są, a nazwisko selekcjonera podam prawdopodobnie do końca miesiąca. Na razie mogę ujawnić tylko tyle, że rozważamy kandydatów z Litwy, z krajów bałkańskich i z południa Europy.
W środowisku pojawiają się głosy, że reprezentację powinien poprowadzić polski szkoleniowiec.
Tak, tylko jak ogłosiliśmy konkurs, to zgłosiło się zaledwie dwóch polskich trenerów Tomasz Służałek i Mariusz Karol oraz na drugiego trenera Radosław Czerniak.
Dużego wyboru środowisko nam więc nie dało. Przyjęliśmy zatem opcję powierzenia drużyny narodowej trenerowi zagranicznemu.
Czy proponował Pan objęcie kadry Tomasowi Pacesasowi, który w polskiej koszykówce, zarówno jako zawodnik, jak i trener, zapracował na miano "człowieka sukcesu"?
Nie, nie dostał takiej propozycji. Pacesas ma inne ważne zadanie do wypełnienia - awans z Asseco Prokomem do Final Four Euroligi i na tym niech się skupi.
"Na giełdzie" pojawiły się nazwiska Litwinów Ramunasa Butautasa i Valdemarasa Chomiciusa, trenera Uniksu Kazań. To są liderzy wyścigu po stanowiska selekcjonera naszej reprezentacji?
Nie ma lidera, a więc Butautas i Chomicius też nimi nie są.
Pierwszym problemem nowego trenera będzie to, czy uda się na sierpniowe eliminacje zebrać wszystkich najlepszych polskich koszykarzy.
Pracujemy nad tym, żeby się udało. Już wkrótce, 25 lutego, lecę na Florydę i spotkam się z Marcinem Gortatem. Będziemy rozmawiali o przyszłości reprezentacji, o strategii polskiej koszykówki męskiej, o koncepcjach funkcjonowania kadry, o przyszłych imprezach promujących basket - oczywiście z udziałem Marcina. Po powrocie odwiedzę w Rosji Maćka Lampego, a wybieram się też do naszych "Włochów". Wszyscy potencjalni kadrowicze dostali już informacje o kalendarzu, o przygotowaniach, ale oczywiście z każdym muszę porozmawiać. Także w kraju czeka mnie wiele rozmów z kadrowiczami.
Czy David Logan nadal będzie występować w reprezentacji Polski?
Mam taką nadzieję. Będziemy o tym rozmawiać już wkrótce i wierzę, że dojdziemy do porozumienia.
Innego rodzaju problemy są w żeńskiej koszykówce. Od dwóch miesięcy jest nowy selekcjoner Dariusz Maciejewski, ale czy ma Pan już wizję, w których miastach odbędą się finały EuroBasket Women 2011?
Jestem już po rozmowach z prezydentem Katowic i faza finałowa, tak jak w 1999 roku, odbędzie się w "Spodku". Dwie grupy eliminacyjne i jedna półfinałowa rywalizować będą w Bydgoszczy, z gospodarzami której także już uzgodniliśmy wszystkie szczegóły. Przyjmujemy koncepcję, żeby mistrzostwa Europy zorganizować w trzech miastach.
Jakie szanse ma Łódź, która dysponuje najnowocześniejszą halą w Polsce, a w ubiegłym roku zebrała wysokie oceny za organizację męskiego EuroBasketu i mistrzostw Europy siatkarek?
Do przyjęcia dwóch grup eliminacyjnych i półfinałowej, do której mają szansę trafić Polki, kandydują Gdańsk i Łódź, bo tylko te dwa miasta zgłosiły swoje oferty do PZKosz. Czekamy na stanowisko komisarza Łodzi Tomasza Sadzyńskiego, z którym niebawem spotkam się. Oba miasta mają wiele atutów jako potencjalni gospodarze, więc decyzja na pewno nie będzie łatwa.