Paweł Domarecki
Z prof. Andrzejem Rudnickim, kierownikiem Katedry Systemów Komunikacyjnych Politechniki Krakowskiej, jednym z czołowych ekspertów usprawniających transport publiczny w największych aglomeracjach kraju,o tym, jak się dziś buduje system nowoczesnej komunikacji zbiorowej rozmawia Paweł Domarecki
Panie Profesorze, najpierw kilka zdań wyjaśnienia. Rozmawiamy w okresie, w którym w Łodzi trwają konsultacje społeczne w sprawie nowego Studium Uwarunkowań. W studium tym widzimy, że planiści postawili na budowę i rozbudowę wewnątrz Łodzi wielu tras szybkiego ruchu, obwodnic dla ruchu samochodowego. Za to nie widać większych zmian, jeśli chodzi o transport zbiorowy. A jeżeli nawet - to na gorsze. Tymczasem dziś w wielu miastach Unii, ale i Polski, mówi się coraz głośniej: przede wszystkim komunikacja zbiorowa i tramwaje! Zwłaszcza w miastach, które zderzyły się z lawinowo narastającym ruchem drogowym. Dlaczego?
Trendem dominującym obecnie w aglomeracjach Europy Zachodniej i coraz liczniej w polskich miastach jest postawienie na rozwój komunikacji tramwajowej. Dlaczego tramwaj może spełniać uniwersalną, a przy tym wystarczającą rolę w miastach kilkusettysięcznych? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze - ruch tramwajów prowadzony na wydzielonych torowiskach daje się tym samym w sposób naturalny oddzielić od ruchu pozostałych pojazdów, czyli nie grzęźnie w korkach. Po drugie, łatwo jest zapewnić liniom tramwajowym priorytet na ciągach ulic z sygnalizacją świetlną, pozwalający pokonywać skrzyżowania bez dodatkowych strat czasu.
Jednak to wszystko przecież kosztuje. I to niemało. Nowoczesna sieć tramwajowa, jej budowa, to są, jak widzieliśmy w Łodzi przy okazji projektu Łódzkiego Tramwaju Regionalnego - setki milionów złotych. A ponadto niesłychanie skomplikowane jest przygotowanie takiej inwestycji: organizacyjnie i finansowo.
Przede wszystkim sieć tramwajowa jest wystarczająco wydajna a przy tym relatywnie tania: koszt budowy kilometra linii tramwajowej to około 20 milionów złotych, natomiast kilometra metra - co najmniej pół miliarda złotych.
Jednak u nas mieszkańcy nadal wolą samochody. Łódzki Tramwaj Regionalny nie zmienił na razie nastawienia łodzian do transportu zbiorowego.
Żeby tramwaj spełniał swoje zadanie w mieście, musi istnieć odpowiednio gęsta sieć tras tramwajowych. Pozwoli to tworzyć w centrum strefy ruchu uspokojonego, rozładowywać korki na ulicach, i tak dalej.
I to rzeczywiście działa? Termin "uspokojenie ruchu" mnie osobiście kojarzy się obecnie raczej z wprowadzaniem opłat za parkowanie w centrum i z zamykaniem dzielnicy centralnej dla pojazdów indywidualnych użytkowników...
Na przykład w Zurychu w pełni świadomie wprowadza się tramwaje nawet do wąskich uliczek śródmiejskich, dzięki czemu... unikają ich samochody. I to rzeczywiście oddziałuje na zmniejszenie ruchu samochodowego. Czerpiąc doświadczenia z miast zachodnich wiemy, że wprowadzanie do centrów miast coraz większego ruchu samochodowego - to poważny błąd.
Zwyczajny mieszkaniec Łodzi, poruszający się samochodem, powie teraz: nie rozumiem. Przecież więcej dróg to dla mnie ułatwienie...
Powtarzam - to błąd. I oby ten błąd nie powtórzył się w Łodzi w wyniku wprowadzenia planowanych tras ułatwiających samochodom dojazd do śródmieścia lub przejazd przez śródmieście. Poniesie się przy tym ogromne koszty budowy tych tras, a wbrew oczekiwaniom, zatłoczenie ulic zamiast maleć - będzie rosnąć, prowadząc do degradacji przestrzeni publicznej.
Dlaczego? Nam w Łodzi tłumaczy się raczej ostatnio, że miastu brakuje tras drogowych pod taką komunikację. A może obwodnice wewnętrzne to co innego niż zewnętrzne? Słowem - nie wszystkie są złe?
Działa to, opisując w uproszczeniu, nastepująco: ruch samochodowy odciąga od komunikacji zbiorowej pasażerów, a ona wówczas degraduje się w wyniku spiralnego narastania takich negatywnych oddziaływań. Natomiast rzeczywiście - warto budować obwodnice zewnętrzne, żeby przeprowadzić samochodowy ruch tranzytowy poza miastem. Powtarzam: najskuteczniej udrażnia współczesne miasta właśnie rozwój w nich komunikacji zbiorowej.
No dobrze, jednak tego wszystkiego nie zrobi się jedną decyzją w kilka czy kilkanaście miesięcy. Takie systemy, nowoczesne i wydajne, komunikacji zbiorowej, muszą rozwijać się latami, w oparciu o powszechnie zaakceptowane społecznie plany długoterminowe. Żeby można było mówić o faktycznym leczeniu oraz usprawnianiu miejskiego transportu. Jak Pan Profesor myśli - od czego powinno się zacząć? Jaka główna zasada powinna stać się podwaliną takich projektów?
Zasada podstawowa: aby uniknąć zatkania miast przez rosnący ruch samochodowy, trzeba tak konstruować wieloletnie plany inwestycyjne, by wzrost nakładów na transport zbiorowy wyprzedzał wzrost nakładów na infrastrukturę dla ruchu samochodów osobowych. Im więcej mieszkańców będzie jeździć doinwestowaną komunikacją zbiorową, tym luźniej może być na ulicach. Bez tych działań próby okiełznania ruchu samochodowego okażą się nieskuteczne.
I ktoś to rzeczywiście robi? W Polsce, bo o przykładach europejskich piszemy w tym numerze wiele. Zurich, Kopenhaga, Helsinki...
Obecnie w Polsce w budowie nowoczesnej komunikacji tramwajowej przodują Kraków i Poznań. Dobrze by było, aby formuła szybkiego tramwaju na wydzielonych trasach, z uprzywilejowaniem na skrzyżowaniach, wyjątkowo prowadzona na krótkich odcinkach w tunelu, objęła wszystkie duże polskie miasta.
Ale nam powtarza się nieustannie, że nie ma na to środków, że to niemożliwe, że inni nie chcą, że po prostu się nie da... W efekcie wnikliwi obserwatorzy zauważają w planach rozwoju naszego miasta raczej cięcia systemów komunikacji zbiorowej, a nie ich rozwój.
Moim zdaniem - Łódź może być naprawdę dobrym polem do unowocześnienia i rozbudowy sieci tramwajowej. Innym się to przecież udaje.