Transport okazał się jednym z najtrudniejszych tematów poruszanych w naszym cyklu "Forum Łódź". A dokładniej - transport w Łodzi.
A przecież jak łatwo było dotyczącą go debatę, w kontekście tego, co dzieje się ostatnio z zimową pogodą - zakończyć jasną i prostą konkluzją. A jeśli już o dostrzegalnych dla wszystkich wnioskach. Czy zauważyliście Państwo, jak po kilku dniach śnieżyc znikają na wielkich przestrzeniach Łodzi korki - nękające ją w czasie pięknej aury i suchych nawierzchni? Owszem - pierwsze dni ataku zimy były koszmarne. Zasypane drogi wyjazdowe z osiedli. Jeden wielki korek na trasach dojazdowych do centrum. Godziny w autach stojących bez ruchu. Setki stłuczek...
Ale po tygodniu takiego przyspieszanego oduczania nas przez zimę od indywidualnej motoryzacji - wyraźnie mniej pojazdów na centralnych trasach Łodzi.
Zatem - szybsze przejazdy dla zmotoryzowanych twardzieli. Głównie taksówkarzy i aut służbowych.
Za to dużo więcej pasażerów w komunikacji miejskiej. W której prym zaczęły wodzić punktualniejsze od autobusów i bardziej od nich niezawodne tramwaje. Co zadziwiające, choć samochodów mniej (a może właśnie dlatego) ludzie docierający na czas do pracy. Sam też wybrałem łódzki tramwaj. I nie żałuję!
Ot, mały eksperyment, który udowodnił, że pokrywanie Łodzi siecią dodatkowych obwodnic, przelotówek dla aut, parkingów i innych udogodnień dla indywidualnych czterech kółek - niekoniecznie musi się sprawdzić, gdy zastosujemy tę ideę bez starannego przemyślenia - gdzie oraz ile tego budować. A zważywszy przykłady ze świata, np. Detroit (przykład tego miasta wziąłem z doskonałego tekstu o zrównoważonej komunikacji pióra Tomasza Bużałka) - może się to okazać wręcz niebezpieczne.
Nasza debata o łódzkim transporcie i komunikacji udowodniła jedno: trzeba to wszystko raz jeszcze starannie przemyśleć (zwłaszcza obecnie konsultowane Studium Uwarunkowań), a potem konsekwentnie realizować i budować ten nasz miejski transportowy system niezależnie od politycznych zmian na najwyższych regionalnych stołkach. Stawiając na komunikację zbiorową i odpowiedni rodzaj transportu w odpowiednim miejscu. Oraz unikając marnotrawstwa, bo na to już na pewno nas w Łodzi nie stać.
Ale jeśli chcemy (bo musimy!) rozwijać komunikację zbiorową - to głównie tramwaj. Nie, niekoniecznie ten regionalny, choć i on powinien być dokończony, ale tramwaj wszędobylski, dostępny, nowoczesny, łączący miejskie sypialnie z centrum Łodzi (Olechów i Janów!), docierający po nowoczesnych cichych i równych szynach do wnętrza łódzkich kwartałów i zapewniający pokrycie siecią niezawodnego transportu całego miasta. A nie tylko niektórych jego rejonów. Zrozumiały to już inne europejskie, ale i polskie aglomeracje, widzą to także uczestnicy naszej siódmej debaty o przyszłości Łodzi.
A była ona wielce interesująca z jeszcze jednego powodu. Otóż już na jej wstępie okazało się, że... w tym jednym jedynym momencie nie ma pod czyim adresem dedykować wynikających z niej wniosków i postulatów. Bo oto poprzedni prezydent Łodzi odszedł, a nowego - jeszcze nie ma. Dyskutantom nie za bardzo wypadało więc narzekać na indolencję władz, musieli z miejsca proponować pozytywne rozwiązania, co z góry skazywało ich na wykazywanie się należytymi kompetencjami. Kto się nimi wykazał, a kto nie - sprawdzicie Państwo już na następnej stronie. Na pewno doskonale sprawdziła się nasza publiczność, w tym osoby mające naprawdę dobre pomysły na łódzki transport. Na tyle dobre, że jednego spośród obserwatorów zaprosiliśmy do (wielce udanego) udziału w niniejszym wydaniu Forum Łódź. Mnie osobiście, równie skutecznie jak obecna zima, przekonał on do korzyści wynikających z podróżowania po mieście tramwajem i do rozwijania w Łodzi tego środka lokomocji zbiorowej. Jestem za. Liczę, że podobnie przekonanych, zwłaszcza wśród miejskich władz i łódzkiej opinii publicznej, będzie wkrótce znacznie więcej.