Szykuje się wojna na linii rząd - związki zawodowe. Wicepremier Waldemar Pawlak zażądał od prezesów spółek Skarbu Państwa ujawnienia kosztów działania związków w ich firmach. Działacze nazywają to zamachem. Według szacunków, działalność związków w sześciu firmach energetycznych regionu łódzkiego może pochłaniać pięć milionów złotych rocznie.
Na związki państwowe firmy wydają 51 mln zł. Rekordzistą jest grupa energetyczna Tauron z Katowic (9 mln zł), tuż za nią plasuje się koncern KGHM (8,5 mln zł). Dane te są jednak zaniżone - nie uwzględniają Polskiej Grupy Energetycznej, w skład której wchodzą kopalnia i elektrownia w Bełchatowie, cztery łódzkie spółki energetyczne i cała masa innych firm ze wschodniej Polski. PGE może być faktycznym rekordzistą.
Niestety, spółka nie odpowiedziała na ankietę, danych nie ujawniła także nam.
W sześciu spółkach PGE z naszego regionu działa aż 27 związków zawodowych, skupiających 8911 osób. Przyjmując, że średni koszt utrzymania związku w polskich spółkach to 200 tys. zł, można szacować, że w naszym województwie związki u energetyków kosztują przynajmniej pięć mln zł. W bełchatowskiej kopalni i elektrowni działa 13 związków zawodowych. Większość ma działaczy oddelegowanych do pracy w związku - w obu spółkach w sumie kilkanaście osób. Mają pensje, które otrzymywali na stanowiskach sprzed oddelegowania, a pracują dla związku. Spółki dają im pomieszczenia, telefony, komputery, opłacają delegacje na związkowe wyjazdy i szkolenia.
- Tak jest w całej zachodniej Europie, dlaczego w Polsce ma być inaczej? - pyta Zbigniew Matyśkiewicz z "S" w kopalni. - Niech rząd sprawdzi, ile kosztują radny nadzorcze spółek albo rady pracodawców. Dopiero się okaże, ile pieniędzy idzie w błoto. Jeśli związki wyjdą z zakładów, to kto obroni pracowników?
Matyśkiewicz mówi, że nie ma pojęcia, ile kosztuje kopalnię utrzymanie jego związku. O koszty utrzymania związków chcieliśmy zapytać Jacka Kaczorowskiego, prezesa kopalni i elektrowni. Obiecał oddzwonić, ale tego nie zrobił. Jeden ze związkowców z elektrowni przyznaje, że 200 tys. rocznie jako koszt utrzymania jednego związku to kwota realna. - Skoro oddelegowanych jest dwóch, a mają pensje po 6 tys. zł brutto, to z ZUS i premiami mogą kosztować 180 tys. zł - tłumaczy związkowiec. - Pozostałe 20 tys. to koszty techniczne. Gdyby zrezygnowano z delegowania związkowców, spółki na plusie byłyby tylko o koszty techniczne.
Pomysł "podliczenia" związków pochodzi od Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", która podczas komisji trójstronnej poprosiła jej szefa W. Pawlaka o pomoc. Ten prośbę spełnił.
Jeremi Mordasewicz z "Lewiatana". - 8-9 mln zł w skali wielkiego koncernu to niedużo. Zrozumiałbym taki wydatek, gdyby związki pomagały w dialogu pracodawców z pracownikami i rozwoju firmy - mówi Mordasewicz.
- Ale związki są roszczeniowe, przyczyniają się do nieuzasadnionych kosztów. W woj. łódzkim działają spółki energetyczne z silnymi związkami. Ich działacze wiedzą, że mogą ostro negocjować, np. podwyżki płac albo własne przywileje. Po cichu przyznają, że zatrudnienie w tych spółkach jest dwa razy za duże. Jednak ich firmy są niemal monopolistami , więc wyższe koszty działalności można przerzucić na klientów. Politycy się na to zgadzają, kupując sobie spokój. Ale dlaczego podatnicy mają się na to godzić - komentuje Mordasewicz.
Związkowcy uważają, że rząd szykuje zamach na prawa pracowników. - To cios poniżej pasa - denerwuje się Waldemar Krenc, szef "Solidarności" w regionie łódzkim. - Ta akcja jest próbą zrzucenia cudzych grzechów na związki. Na miejscu premiera bym się zastanowił, czy nie zlikwidować finansowania działalności partii - mówi Krenc.
Janusz Skibiński, szef "S" w ŁZE: - Zgodnie z ustawą, związkowi, który ma 150 członków, przysługuje jeden etat, powyżej 500 osób są dwa etaty, a powyżej 1000 - trzy . Nie są tworzone specjalnie stanowiska związkowe. Po prostu któryś z pracowników jest zwolniony z normalnych obowiązków. Pracuje dla związku, zachowując etat.
Dział Sprzedaży Domowej 90-532 Łódź ul. ks. I. Skorupki 17/19 pn-pt 8.00 - 17.00 tel.: 0-42 66-59-360, fax: 0-42 637-75-11 e-mail: prenumerata@dziennik.lodz.pl
Reklama:
Dział Sprzedaży Reklam
Łódź 90-532 ul. ks. hm. I. Skorupki 17/19 tel. 0-42 66-59-430 fax: 0-42 66-59-437
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikLodzki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.