Po czwartym zwycięstwie z rzędu, dziesiątym w tym sezonie i czwartym na swoim boisku przed siatkarkami Organiki Budowlanych otworzyła się olbrzymia szansa awansu na trzecie miejsce w sezonie zasadniczym PlusLigi Kobiet.
Byłaby to wyborna sytuacja przed play off rokująca uzasadnione nadzieje na medal i awans do europejskich pucharów. Siatkarska Łódź tęskni za pierwszym od 21 lat medalu (brąz ŁKS 1989). Byłby to pierwszy medal zdobyty przez beniaminka ekstraklasy od 1997 roku, kiedy na podium stanął nowicjusz Dick Black Andrychów trenera Jerzego Matlaka (srebro). Rok wcześniej takiego wyczynu dokonał inny beniaminek, Augusto Kalisz z Małgorzatą Niemczyk w składzie.
Medal to jednak jeszcze sfera marzeń i cel dość odległy. Najbliższym jest pokonanie w Mielcu Stali (niedziela, godz. 14.45), a kolejnym zwycięstwo tydzień później w Łodzi nad MKS Dąbrowa Górnicza. Najważniejsze, że losy drużyny Organiki Budowlanych są już tylko w jej rękach i nie zależą od wyników innych drużyn.
- Wbrew pozorom mecz w Mielcu może być bardzo trudny - ocenia ostrożnie Marcin Chudzik, prezes spółki Organika Budowlani SA. - Trzeba się spodziewać, że mielczanki, walczące o awans do play off zagrają z determinacją, bo mecz z nami to ich ostatnia szansa. Kończą sezon zasadniczy u mistrzyń w Muszynie, a tam trudno liczyć na choćby punkt.
Warto przypomnieć, że w Łodzi Organika przegrała ze Stalą 2:3, co może być ważnym aspektem psychologicznym.
Łodzianki uskrzydlił znakomity mecz z Centrostalem (3:0) i wcześniejszy, uznany za jeden z najlepszych w całych rozgrywkach PlusLigi Kobiet z PTPS Piła (3:2). Tymi zwycięstwami podopieczne trenera Wiesława Popika rozprawiły się z mitem o paraliżującej presji własnego boiska. - Wreszcie zagrałyśmy w domu taki dobry mecz, jakie zdarzały nam się na wyjazdach i to jest największa, dzisiejsza zdobyć - powiedziała z wyraźną ulgą w głosie Małgorzata Niemczyk po poniedziałkowym spotkaniu z Centrostalem.
Bydgoszczanki teoretycznie mogą jeszcze poprawić komfort łódzkich siatkarek, bo w sobotę grać będą w Dąbrowie. Nie niespodziankę trudno jednak liczyć, bo zespołu trenera Piotra Makowskiego chyba jednak nie stać na nawiązanie walki z MKS.
Makowski wystąpił w Łodzi w podwójnej roli. Przede wszystkim jako trener Centrostalu, ale także jako asystent selekcjonera reprezentacji Jerzego Matlaka. Poprosiliśmy go więc o ocenę łódzkich kandydatek do kadry: Katarzyny Zaroślińskiej i Karoliny Kosek. - Kasia zagrała dynamicznie, skutecznie, widać, że ustabilizowała formę - powiedział Makowski. - Nawet w tak dobrych meczach, jak dziś zdarzają jej się jeszcze błędy, które jest w stanie wyeliminować. Na pewno będzie poważną kandydatką do kadry, ale sprawa powołań, to już gestia trenera Matlaka. Karolina, po dwóch latach - można powiedzieć zmarnowanych - w Bielsku i Białymstoku, efektownie odrodziła się, jest dziewczyną z fajnym charakterem i na pewno ma perspektywy gry w reprezentacji.
Dodajmy jeszcze, że po niedawnych rozmowach trenera Matlaka z Julią Szeluchiną łódzka Ukrainka też ma szansę na grę w naszej reprezentacji, jak tylko uzyska polskie obywatelstwo.