Oficjalnie PO wprowadza nowoczesne procedury wyłaniania kandydatów. Nowoczesność w Platformie poczekałaby jeszcze z jedną kadencję, ale skoro Donald Tusk nie kandyduje na prezydenta, to nowoczesność czekać nie musi, a nawet nie powinna. Kandydata na prezydenta mógłby demokratycznie wskazać Donald Tusk, ale ryzyko jest zbyt duże. A nuż okazałoby się, że namaszczony przegra wybory? Ktoś mógłby powiedzieć, że szef partii nie dość, że odpuścił sobie wybory, to jeszcze wskazał złego kandydata. A tak, w razie przegranej odpowiedzialność rozłoży się równo na wszystkich, a w razie wygranej ojców sukcesu i tak nie zabraknie.
Prawyborczy wyścig wygląda dziwnie.
Radek Sikorski od razu poszedł w galop, podczas gdy Bronisław Komorowski sprawia wrażenie, jakby dopiero szukał wyjścia ze stajni. Do tego powstaje wrażenie, że kontrkandydatem Sikorskiego nie jest Komorowski, tylko wiecznie niespełniony Janusz Palikot. Niewinny wpis na blogu sprawił, że nagle od wyścigu między Bronisławem Komorowskim a Radkiem Sikorskim ważniejszy stał się problem, jak ukarać Palikota. Nawiasem mówiąc, trudno wyjaśnić tak gorące poparcie Palikota dla Bronisława Komorowskiego. Widocznie Janusz Palikot nie doczytał, że nawet gdyby Komorowski wybrał prawybory i wybory, to polska konstytucja nie przewiduje stanowiska wiceprezydenta.
Jak na razie prawybory w Platformie z największą ciekawością obserwują w PiS. Nie, żeby powtórzyć u siebie, ale posłuchać, co tam na siebie wylewają obaj kontrkandydaci w PO. Takie rzeczy mogą się później przydać w prawdziwej kampanii wyborczej. Jak na razie obserwatorów z PiS spotyka jednak zawód. Radek Sikorski zaczął od efektownego strzału, ale w stronę Lecha Kaczyńskiego. Słowa, że prezydent może być niski, ale nie mały, wywołały spodziewane poruszenie. Tylko czy od tego sam Sikorski stał się większy? Nawet jeśli nie, to dał znać, że jeśli wygra wyścig z Komorowskim w Platformie, to podczas prawdziwych wyborów nie będzie żałował ostrej amunicji.