Co prawda, piwniczne czworonogi, zwane czasem dla odmiany dachowcami, wciąż wygrzewają się na samochodach - co uwidaczniają rano przy odpalaniu silników dziesiątki śladów małych łapek na maskach - ale jednocześnie są zdecydowanie bardziej aktywne. Przekonuje mnie o tym również to, że kociaki wobec podrzucanego im przez stałych dokarmiaczy kotów jedzenia stały się bardziej wybredne... A propos łapek na maskach aut - zauważyliście, że kocia intuicja podpowiada kotom, iż najprzyjemniej biega się po samochodzie tuż po jego umyciu? Mieszkańcy ulicy Piotrkowskiej, parkujący swoje pojazdy w podwórkach kamienic, mogą na ten temat wiele powiedzieć...
Na szczęście na maski samochodów nie wskakują jeszcze nagminnie psy, te wolą bowiem trawniki.
Pozostałości, jakie tam jednak pozostawiają, bywają trudniejsze do usunięcia niż ślady po kocich łapkach - w dodatku przylegają do butów. Teraz, gdy śniegi stopniały, w parkach, na skwerach i jakichkolwiek fragmentach tego, co wiosną ma się zazielenić trawą, mnożą się dowody psiego istnienia. Przy przemieszczaniu się między nimi slalom gigant we mgle w Vancouver, to pan Pikuś. Właściciele psów, którzy po swoich pupilach nie sprzątają, robią g... robotę. Jak rozumiem, traktują oni parki i trawniki jako przestrzeń publiczną, czyli ciągle w mniemaniu większości Polaków niczyją, a skoro to niczyje, to można to... zafajdać. Może jakieś bojówki ekologiczne wyśledziłyby po smyczy niesprzątających właścicieli psów i w ramach podziękowania regularnie fajdały przestrzeń publiczną tuż przed domami, klatkami schodowymi czy obok aut psich posiadaczy?
A, i jeszcze jedno o zwierzętach. Symptomatyczne zdaje się wobec tego, co się w Łodzi dzieje, że w łódzkim zoo pojawiło się więcej sępów...