20 marca łódzka PO wybierze swego szefa, datę zjazdu zatwierdził wczoraj zarząd miejski partii. Na razie nikt się nie wychyla z deklaracjami startu, jednak w PO powoli zaczyna przeważać doktryna, że szefem powinien zostać polityk, który jesienią będzie kandydował na prezydenta Łodzi.
Dlatego jest pewne, że prezesury nie utrzyma Jan Mędrzak, a posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, która nie wykluczała potyczki o szefostwo partii w Łodzi, prezydenckich ambicji nie ma, zatem jej start w takiej konfiguracji byłby pozbawiony sensu.
Kluczowym argumentem jest fakt, że kandydata ma osobiście ogłosić premier Donald Tusk, trudno zatem wyobrazić sobie sytuację, że szef rządu namaszcza radnego, komisarza miasta czy nawet marszałka województwa, choć dla PO Łódź jest ważna także z tego względu, że jest jedynym z wielkich miast, gdzie przed czterema laty wygrał kandydat PiS. Tusk będzie miał jednak świetny argument uzasadniający np.
rekonstrukcję rządu. Premier zmiany w rządzie zapowiadał na maj, także minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski w rozmowie z "Polską Dziennikiem Łódzkim" powiedział, że w maju lub czerwcu nazwisko kandydata PO nie będzie już tajemnicą. Puzzle zaczynają więc układać się w logiczną całość i sugerują, że szefem łódzkiej PO, a potem kandydatem na prezydenta, zostanie Kwiatkowski.
Ten polityk najważniejszą misję swego resortu, czyli oddzielenie prokuratury od ministerstwa, właśnie wykonał, a drugi z łódzkich ministrów - Cezary Grabarczyk, aby przyszłoroczną kampanię parlamentarną PO zamienić w sukces, musi dopilnować budowy autostrad.
Andrzej Biernat, szef PO w regionie, także stawia znak równości między nowym szefem partii w Łodzi i kandydatem na prezydenta miasta. - Kibicuję ministrowi Kwiatkowskiemu, wiem, że chce kandydować na prezydenta i trzeba jeszcze tylko zgody premiera - mówi bez ogródek.
Sam Biernat 24 kwietnia wystartuje w wyborach na szefa regionu. Poseł PO ma bardzo poprawne relacje z sekretarzem partii Grzegorzem Schetyną i szefem PO Donaldem Tuskiem, nie wchodzi też w drogę ani Grabarczykowi, ani Kwiatkowskiemu. Nie wiadomo, czy będzie miał kontrkandydata, choć mówi się, że może nim być marszałek Włodzimierz Fisiak. Połowę członków konwencji stanowić będą delegaci z Łodzi, dlatego Fisiak szuka wsparcia w województwie, a rozmowy z działaczami terenowymi prowadzi podobno Mariusz Koziński, do niedawna asystent, a od kilku dni szef kancelarii marszałka.
- Nie namawiam do popierania marszałka, tylko odpowiadam na pytania samorządowców, czy marszałek zdecydował się na start na szefa Platformy w naszym województwie - odpowiada Koziński, który od października należy do PO. - Co im mówię? Że rozważa start, a decyzję podejmie na przełomie marca i kwietnia, po tym jak zakończą się zjazdy powiatowe PO.
Jeśli jednak szefem PO w Łodzi zostanie Kwiatkowski, to Fisiak raczej nie ma szans na przywództwo w regionie. Podobno, gdy marszałek szukał poparcia na szefa regionu w grudniu 2008 r. (Grabarczyk jako członek rządu musiał abdykować z tej funkcji i szefa PO w Łódzkiem wybrano przedterminowo), nie bardzo palił się do zapewnienia poparcia Kwiatkowskiemu na prezydenta Łodzi. Koniec końców Fisiak wycofał się przed głosowaniem, głośno chwaląc Biernata jako "najlepszego kandydata". Zwolennicy Fisiaka powiadają, że nie chciał rozłamu w PO i dlatego ustąpił, jego adwersarze zaś, że obawiał się dotkliwej porażki, bo Biernat miał poparcie wicepremiera Schetyny.