Mobbing na uczelniach
W11 (gość)
10.03.10, 17:01:47
Mobbing na uczelniach ma szczególnie korzystne warunki rozwoju ze względu na feudalną strukturę nauki polskiej zagwarantowaną prawem, no i aprobatę tej struktury przez demokratyczną większość. Powszechny konformizm społeczności akademickiej i brak mediatora (rzecznika) akademickiego dla rozwiązywania problemów w obrębie korporacji uczelnianej sprzyja mobbingowi. Ktoś kto nie pasuje do układów, kto chce zachować niezależność myślenia i działania, kto ujawnia patologie, uczelniane przekręty, ten jest mobbingowany. Poziom merytoryczny pracownika nie ma znaczenia. Na ogół im bardziej utalentowany i lepiej zorganizowany pracownik, tym dla niego gorzej - zagraża innym, a jak się go pozbędą to miejsce się zwalnia dla miernot, konformistów, oportunistów. Mobbing jest jednym z najważniejszych przyczyn kiepskiej kondycji nauki i edukacji w Polsce i ucieczki młodych z instytucji naukowych.
Mobbing na uczelniach i w instytucjach naukowych jest jednak bardzo słabo poznany. Nie ma badań nad mobbingiem ani w skali kraju, ani nawet w skali wybranych uczelni czy instytucji naukowych. Niewiele o nim można znaleźć w mediach. Niekiedy można przeczytać w internecie. Przypadki mobbingu są tuszowane przez władze uczelni a same uczelnie, szczególnie te najważniejsze, przedstawiane sa jako 'Wszechnice Cnót Wszelakich'. Prawda o uczelniach jest inna. Obraz prezentowany w mediach to najczęściej fałszywy obraz rzeczywistości. To na ogół obraz tworzony przez trzymających władzę i trzymających z mobberami. Obraz uczelni w oczach osób mobbingowanych jest niemal nieznany. Uczelnie są w mediach niekiedy współudziałowcami, często media są patronami obchodów, uroczystości uczelnianych a dziennikarze-absolwenci uczelni tworzą stowarzyszenia aby przedstawiać ich uczelnie jedynie w korzystnym świetle.
Jeśli o mobbingu na uczelni nic nie słychać to nie znaczy, że go nie ma. To znaczy, że jest zamiatany pod dywan. Jeśli dywan jest gruby i dobrze pod niego zamieciono to NIC NIE SŁYCHAĆ!
'Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszył przełożonego' - z ukazu cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 r.
Nie ulega wątpliwości, że mobbing jest zjawiskiem powszechnym w środowisku akademickim i szkodliwym dla nauki i edukacji w Polsce. Jest to jedna z poważnych patologii polskiego życia akademickiego. Kierowanie spraw o mobbing do sądu kiedy pracownik zniszczony psychicznie przestaje, lub już przestał pracować, niczego nie rozwiązuje, a co najwyżej bardzo rzadko może przynieść pewną rekompensatę finansową za krzywdy mu wyrządzone.
Niezłomni nie nadają się na złom !
Krótki tekst Profesor na dziewięciu etatach Metro, 2010-01-14, zawiera taki zestaw informacji, że trzeba by napisać szereg artykułów, a gruncie rzeczy co najmniej sporą książeczkę, aby odbiorca poznał kontekst i rzeczywistość akademicką, taką jaka ona jest.
Póki co skoncentruję się tylko na jednym zdaniu „ Uczelnie godzą się na takich pracowników, bo naukowców brakuje. „ objaśniającym konieczność zatrudniania wieloetatowców i tolerowania fikcji akademickiej.
Otóż to nie jest objaśnienie tylko wyprowadzenie czytelnika w pole. Na takich pracowników nie godzą się uczelnie, tylko rektorzy, bo to rektorzy zarządzają uczelniami.
I to rektorzy godzą się na siebie samych mimo, że są często wieloetatowcami, współtwórcami fikcji akademickiej ! Czyli inaczej mówiąc – są fikcjonariuszami, zamiast funkcjonariuszami służby publicznej /społecznie użytecznej.
Bez trudu można w internecie znaleźć informacje jak to senat uczelni kierowanej przez jednego, czy drugiego rektora, udziela zgody temu rektorowi, aby nie tylko uczelnią kierował, ale dorabial sobie na innej uczelni, czy gdzieś na innym boku. Wiadomo, że rektor zarabia najwięcej na etacie w swoim miejscu pracy i nie jest to mało, ale skoro chce zarabiać jeszcze więcej, podobnie jak i inni, to zgodę otrzymuje, bo to on z kolei decyduje komu pozwoli, a komu nie, z tej kadry na dorabianie. Układ jest czytelny i funkcjonuje bardzo dobrze w przeciwieństwie do uczelni.
Klasyczyne uzasadnienie tej patologii –
1. wieloetatowość musi być bo płace są małe
2. brak jest naukowców, a studentów coraz więcej
Rzecz w tym , że to jest prawda, ale inaczej, jak się pozna kontekst tej prawdy.
Skoro wieloetatowcami są najczęściej najlepiej zarabiający to widać, że większe zarobki nie likwiduja wieloetatowości tylko ją potęgują!
Można twierdzić, bez większego ryzyka o pomyłkę, że wzrost zarobków przy zachowaniu obecnego prawa i pozostałych parametrów zwiększy, a nie zmniejszy wieloetatowość !
Niewątpliwie stosunek liczby naukowców do studentów zmnieszył się znacznie w ostatnich 20 latach, ale robiono wiele, jeśli nie wszystko, aby tak było, żeby mieć znakomity argument do zachowania, a nawet wzrostu wieloetatowości. Gdyby naukowców przybyło wtedy trzeba by pracować solidnie na 1 etacie, bo i ten by można było stracić. Jeśli jednak utrzymamy liczbę naukowców na stałym poziomie, a zwiększymy ilość studentów, to na wieloetatowość będzie stałe zapotrzebowanie ! i argument – jacy to jesteśmy potrzebni, bez nas uczelnie upadną i tylko zapaść cywilizacyjna nastąpi!
Dlaczego kadr brakuje nie jest przedmiotem żadnych badań, żadnej analizy, a jedynie się podkreśla, że jest niechęć do kariery naukowej, bo tam mało płacą !
Rzecz w tym, że ci którzy mimo małej płacy decydują się na taką karierę nie są chętnie widziani, a nawet są usuwani z uczelni jeśli tylko pracę i obowiązki potraktują poważnie, podważając tym lipę profesorską/rektorską ! Do usuwania/nieprzyjmowania nie potrzebne są żadne merytoryczne argumenty.
Najlepszy jest argument o niewłaściwym chrakterze, bo jak ktoś ma charakter i do tego niezłomny, po prostu nie nadaje się na nasze uczelnie – matecznik konformistów, oportunistów, serwilistów, ludzi bez twarzy, bez kręgosłupa, bez charakteru – beneficjentów systemu PRL, który takich przez kilkadziesiąt lat promował i wypromował. Tak zostało i po formalnym upadku PRLu , bo na uczelniach PRL bynajmniej nie upadł i złomowane kadry PZPR, tow. i TW znakomicie na nich prosperują, wykluczając niezłomnych, ze względu na niewłaściwy charakter, preferując i promując osobników o charakterze, tak jak oni – złomnym – nadającym się na złom.
Zarządcy uczelni – rektorzy, odgrywają rolę zbieraczy złomu – ściągają do siebie złom, bo złom jest cennny, szczególnie złom akademicki.
Z niezłomnych pożyku nie ma – tylko kłopot. Na złom się nie nadają !
To tłumaczy dlaczego kadry akademickie są takie jakie są i dlaczego brak jest naukowców na poziomie, którzy by chcieli/potrafili formować/zatrudniać innych naukowców, aby stosunek naukowców do studentów wzrastał, a nie zmniejszał się.
http://blogjw.wordpress.com/2010/01/15/niezlomni-nie-nadaja-sie-na-zlom/
0 / 0
zgłoś naruszenie
odpowiedz