Uwidoczniło się to, gdy zniknął śnieg. W magistracie nie wiedzą, kto poranił drzewa.
- Najpewniej zrobili to podczas odśnieżania miasta - ocenia sieradzanin Witold Nawrocki. - Jedno naprawili, drugie zepsuli!
Innego zdania jest przysłuchująca się rozmowie pani Anna. - Wygląda to tak, jakby ktoś siekierą dokonał zniszczenia. Wszędzie są kamery, miasto wydało podobno na nie kilkaset tysięcy złotych i nie można ustalić, kto to zrobił? - dziwi się sieradzanka.
- Nie złapaliśmy nikogo za rękę - twierdzili Alicja Wilczyńska z sieradzkiego magistratu. - Odśnieżaniem zajmowała się nasza spółka Przedsiębiorstwo Komunalne. Tam jednak twierdzą, że nie okaleczyli lip.
W przeciwnym razie naliczylibyśmy im kary. Są tak surowe, że mogłyby pogrążyć przedsiębiorstwo.
Urszula Pająk, kierownik referatu ochrony środowiska w mieście przytakuje: - Rozmawialiśmy z przedstawicielami PK, ale spółka absolutnie nie przyznaje się do tej dewastacji. Wystąpiliśmy też do Straży Miejskiej, czy zostało zarejestrowane to zdarzenie, ale kamery nic nie widziały. Musiało to się odbyć wieczorem, albo nocą. Żaden z mieszkańców nas też nie powiadomił, że doszło do takiego spustoszenia lip, bo moglibyśmy natychmiast reagować, a nie kilka dni po zdarzeniu.
Na zlecenie miasta drzewa zostały posmarowane leczniczym środkiem chemicznym, który ma im pomóc się zabliźnić. Specyfik nazywa się funaben. W najgorszym stanie jest lipa rosnąca przy sklepie spożywczym.
- Będziemy lipy obserwować - deklaruje Urszula Pająk. - Mamy nadzieję, że zgodnie z zapewnieniami fachowców, uszkodzenia się zagoją. Nie pamiętam, aby w naszym mieście doszło do podobnej dewastacji.