Wybory w kołach Platformy Obywatelskiej na pierwszy rzut oka pokazały, że w partii nic się nie zmienia. Szefami zostali ci co zawsze, ale... Mało kto zwrócił uwagę na to, że kilku znanych wiceszefów straciło stanowiska.
W zarządzie Koła Aktywności nie ma już posła Jarosława Stolarczyka, na Widzewie stołek wiceszefa przegrał radny John Godson, w zarządzie tego koła nie ma już także europosłanki Joanny Skrzydlewskiej. Choć na sali była, nikt na wiceszefa koła jej nie zgłosił, a fotel ten zajmowała od 2006 r. Jednak Elżbieta Królikowska-Kińska, szefowa widzewskiego koła, nie widzi problemu.
- Nikt nie zgłosił Joanny, bo ona w ogóle nie szukała poparcia - mówi przewodnicząca. - Nie bywała na zarządach, z nikim nie rozmawiała, więc kto miał ją poprzeć? Ma po prostu dużo obowiązków.
W PO są jednak politycy, którzy uważają, że Joanna Skrzydlewska oddala się od partii.
Przed referendum w sprawie odwołania Jerzego Kropiwnic-kiego oświadczyła, że się na nie nie wybiera. Tłumaczyła, że służy ono tylko doraźnym interesom SLD. Postąpiła wbrew stanowisku partii, chciano ją nawet wyrzucić. Potem PO twierdziło, że "nie ma sprawy Joanny Skrzydlewskiej". Deputowana nigdy nie ukrywała szacunku dla Jerzego Kropiwnickiego. Dziś w PO pojawiają się głosy, że niedźwiedzią przysługę wyświadcza jej ojciec - Witold Skrzydlewski. Biznesmen i radny, niegdyś PO, dziś niezależny. Wspierał byłego prezydenta, a w jesiennych wyborach poprze Włodzimierza Tomaszewskiego, jego prawą rękę. - Sympatia Skrzydlewskich do środowiska Jerzego Kropiwnickiego powoduje, że Aśka przestaje się liczyć w partii. Europarlament to dla niej polityczna emerytura - mówi jeden z polityków PO. - Rozliczne zajęcia w parlamencie to nie argument. Jacek Saryusz-Wolski ma więcej na głowie, a działa w zarządzie regionu.
Skrzydlewska jest też p.o sekretarzem regionu PO w Łódzkiem. W kwietniu nie zamierza ubiegać się o tę funkcję.
W Platformie nie wszyscy mnie lubią
Z Joanną Skrzydlewską, łódzką europosłanką PO, rozmawia Marcin Darda
Czuje Pani, że w łódzkiej PO się kończy?
Bo nie zgłoszono mnie na wiceszefa koła? Praca w zarządzie wymaga stałej obecności. Pogodziłam się z tym, że koło Widzew nie jest jakimś wielkim sympatykiem mojej osoby, łódzka Platforma Obywatelska też. Ale nie odczuwam, że się kończę politycznie, dlatego że nie ma mnie w zarządzie koła. Nie chciałam tego, bo w Łodzi prawie mnie nie ma.
Mówią, że europoseł Jacek Saryusz-Wolski jest jeszcze bardziej zajęty od Pani, ale bez problemu działa w partii.
Pan Saryusz-Wolski jest w zarządzie regionu, ja zresztą też. Region obraduje w soboty i to jest jego wielka zaleta. Koła spotykają się w tygodniu, dlatego praca tam wymaga ciągłego pobytu w Łodzi. Dla mnie to nierealne.
A poglądy ojca nie złamią Pani kariery w PO?
Tata jest dorosłym człowiekiem, sam odpowiada za to, co robi. Ale dyskusję na te tory sprowadzają ci działacze PO, którzy mają z moją obecnością w partii jakieś problemy. A to ich problem.