Łodzianka urodziła Kajtusia na zamówienie bezdzietnej pary. Wzięła za to pieniądze. Jednak podczas ciąży pokochała rozwijające się w brzuchu dziecko. Kajtusia straciła zaraz po urodzeniu. Zabrało go małżeństwo z Warszawy. Zdesperowana kobieta rozpoczęła walkę o odzyskanie dziecka.
- Pani Beata nie jest pozbawiona władzy rodzicielskiej, dlatego nie widzę przeszkód, by widywała się z Kajtusiem - mówi mec.
Maria Wentlandt-Walkiewicz, reprezentująca surogatkę.
Zdanie pełnomocniczki podzielają łódzcy adwokaci niezwiązani ze sprawą. - W polskim prawie nie ma takiej możliwości jak urodzenie dziecka na zlecenie. Skoro matka biologiczna nie straciła władzy rodzicielskiej, ma prawo do widzeń z synem. Może nawet wystąpić do sądu o zwrot dziecka - mówi mec. Jarosław Szczepaniak.
Zgadza się z nim mecenas Monika Zbrojewska. - Skoro w akcie urodzenia pani Beata figuruje jako biologiczna matka, to ma prawo do kontaktu z dzieckiem. Sąd po przeanalizowaniu sprawy wyznaczy dni, godziny i miejsce spotkań - mówi Zbrojewska.
Wojna o dziecko dopiero nabiera tempa. Tymczasem Beata Matys-Wasilewska, łódzki psycholog, alarmuje, że dorośli robią takim zachowaniem ogromną krzywdę dziecku.
- Kajtuś nie ma jeszcze roku, więc świadomie nie uczestniczy w tym, co się wokół niego dzieje. Jednak uczestniczy emocjonalnie. Rośnie w poczuciu, że coś jest nie tak, ale nie wie co - opowiada psycholog. - Niedobrze się dzieje, kiedy dorośli nie zachowują sie jak dorośli i nie respektują ustalonych wcześniej przez siebie zasad. Zrozumiałe, że surogatka zapałała miłością do dziecka, które dziewięć miesięcy nosiła pod sercem. Niestety, Kajtuś jest traktowany jak towar, czyli tak, jak był traktowany przed urodzeniem.
Matys-Wasilewska podkreśla, że rodzina, do której trafił Kajtuś, bez względu na wyrok sądu powinna umożliwiać biologicznej matce kontakt z chłopcem.
- Dziecko musi znać swoje korzenie. Zafałszowanie historii będzie miało negatywny wpływ na jego dalsze życie - zaznacza.