(© fot. Paweł Nowak)
2010-04-11 14:10:31, aktualizacja: 2010-04-11 14:12:22
Debata sportowa mogłaby stać się wielce satysfakcjonującym wydarzeniem, gdyby tylko... pofatygowali się na nią zaproszeni łódzcy radni. Podkreślała to większość biorących udział w dyskusji oraz jej obserwatorów. Choćby dlatego, że to od radnych zależy: na co i jak będą wydawać nasze pieniądze
Błażej Moder
Teraz będzie tu widać oś podziału między mną, a panem redaktorem Kukuciem. Ja się z tym zgadzam: że jako podatnicy jesteśmy zirytowani, gdy słyszymy o przeznaczaniu przez miasto ogromnych pieniędzy na inwestycje sportowe czy turystyczne albo rekreacyjne, a potem okazuje się, że ten strumień inwestycji jest nietrafiony albo te inwestycje są niedokończone, albo mamy zwracać jakieś środki. Lub gdy słyszymy, że został przygotowany wniosek aplikacyjny do Euro 2012, z którego śmiała się cała Polska, już nie mówię o UEFA. I narasta w nas frustracja. Bo nie można odmówić łodzianom, że chcą na to pieniądze dawać. Ale jeśli się potem okazuje, że urzędnicy robią to nieudolnie, to narasta frustracja i sprzeciw. I potem się okazuje, że stadion budowany jest w stolicy czy Gdańsku albo Wrocławiu za pieniądze centralne i samorządowe, ale nie w Łodzi.
To, co powiedziałem: odpowiedzialność za pieniądze publiczne jest i musi być ogromna. Bo jeśli przeznaczamy je na infrastrukturę, to nie wydajemy ich tym samym na system stypendiów, wynagrodzenia dla nauczycieli wf, i tak dalej.
Sponsorzy prywatni pojawiają się w Łodzi. W Widzewie mamy inwestora prywatnego, z którego każdy klub by się cieszył. Mamy Organikę, gdzie wchodzą inwestorzy. Wiem, że to są jaskółki, ale nie możemy mieć takiego przeświadczenia, że wchodzi nam w łódzki sport paternalistycznie samorząd i jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej znikają problemy. Tak się nie stanie.
Paweł Domarecki
Nie jestem dziennikarzem sportowym, a ekonomicznym. W swoim czasie sporo pisałem o hali Arena. I coś mnie tam tknęło. Coś, co się wiąże z tematem naszej dyskusji. Jak na coś nie ma pieniędzy, to czasem oznacza, że wcześniej wydano je na coś innego. Hala Arena kosztowała poniżej 300 milionów, mówi się, niekiedy, że to mało, bo w innych miastach Polski to będzie więcej. Spokojnie, każdy w tych miastach będzie miał swoich dziennikarzy, którzy o tym napiszą. Natomiast ja widziałem halę w Rydze. Za około 160-170 milionów złotych. Hala większa od naszej Areny. Standardowa. Z projektu, który jest powielany. Wszystkie te same funkcje co u nas, łącznie z hokejem. Oczywiście infrastruktura wokół, parkingi i tak dalej. Ceny produkcji budowlano-montażowej na Łotwie w tym czasie - podobne jak w Łodzi. Wynagrodzenia w budowlance mniej więcej porównywalne. Zaczęto ją budować rok po naszej, skończono przed nami. Dlaczego? Bo myśmy robili prototyp, jedyny taki na całej kuli ziemskiej, a prototypy są z zasady znacznie droższe od produktów seryjnych.
Druga kwestia związana z naszą halą. Utrzymanie jej. Na ten rok ile dopłaci do tego budżet Łodzi? Cztery miliony? Osiem? Żeby się Atlas Arena samofinansowała, musi mieć 50 - 60 imprez, naprawdę dużych, rocznie. Czyli co pięć-sześć dni wypełnienie po brzegi. Ma ich tymczasem, tych dużych, góra kilkanaście. Zarządza tym spółka miejska. Jak zarządza, tak zarządza. Harmonogram imprez w takiej hali robi się z dwuletnim wyprzedzeniem... I już wiemy, dlaczego miasto musi i do tego dopłacać.
Kwestia trzecia. Lada moment będzie i po takich zarobkach. Bo powstanie znacznie większa hala w Warszawie. A wtedy pewne imprezy, te największe, do naszej łódzkiej hali nie przyjadą, bo bilety w Łodzi musiałyby być o połowę droższe niż w znacznie większej hali warszawskiej, a wtedy popyt na nie nie satysfakcjonowałby organizatorów naprawdę poważnych wydarzeń sportowych czy artystycznych. Dziś zatem na świecie robi się z powyższych powodów hale widowiskowo-sportowe albo na 18-20 tysięcy, albo na góra siedem. Dlaczego na siedem? Bo do tego mniej więcej poziomu są one zdecydowanie tańsze w budowie i w utrzymaniu od tych hal na 12-13 tysięcy widzów. Czyli takich jak w Łodzi.
Ostatnia sprawa, a propos tych hal na siedem tysięcy. Był taki przykład w Niemczech, podawany w swoim czasie nagminnie przez byłe władze Łodzi, w kontekście, jak to się miastu budowa naszej Areny opłaci. Nazywa się ten niemiecki przykład Porsche Arena. Kosztowała bodajże 27 albo 37 milionów euro, przeznaczona jest dla mniej więcej 7500 osób. Sponsor dał bodajże jedną czwartą czy jedną trzecią kosztów budowy za wieloletnie używanie nazwy tej hali z jego właśnie logo. A u nas ile dał sponsor Areny, czyli Atlas? Milion złotych rocznie, nie mylę się? Przez bodajże pięć lat. (...) Czy my pewnych rzeczy w Łodzi od lat nie sprzedajemy za tanio, a nie kupujemy za drogo?
A potem się jeszcze zastanawiamy i dziwimy, że brakuje pieniędzy a to na budowę stadionu, a to na stypendia, a to na wspieranie sportowców. No bo jak się wywali kilkadziesiąt co najmniej milionów złotych za dużo na coś, co powinno kosztować o tyle właśnie mniej - bo się uparło, że się zrobi prototyp - no to się ma to, co się ma!
Bogusław Kukuć
Mam taką refleksję, że to jest miasto, w którym w swoim czasie najbardziej gorliwie zrealizowano postulaty solidarnościowe: żeby zacząć od likwidacji wszystkiego, co w sporcie było, a jak przyjdą lepsze czasy, to się znajdą pieniądze i odbudujemy. Nie ma gorszej metody! (...) W sporcie to nie jest tak, że się wstrzyma na trzy lata finansowanie, a potem się to odbuduje. Sport wymaga ciągłości, prawie takiej jak religia. Jak się to zepsuje przez rok czy dwa, to jest po wszystkim. Nie odrodzi się to nigdy (...). Musimy się z tego wydobyć, musimy walczyć o wyczyn.
Artur Partyka
W latach 80.-90. mieliśmy po prostu do czynienia w sporcie z czymś takim jak emisja pustego pieniądza w gospodarce. Jak potem trzeba było znaleźć jego realną wartość, to wszystko upadało. I teraz jest na takim poziomie, na jakim realnie powinno być. Dopiero teraz przeżywamy moment tego urealnienia. Nie najlepiej sobie w Łodzi radzimy z tą budową. Proponowałbym, żebyśmy jednak już tak nie narzekali, ale żebyśmy stąd wyszli z ośmioma-dziesięcioma punktami programu pozytywnego dla łódzkiego sportu.
Sugeruję ponownie, żeby pytać o to samorządowców. Dla mnie najważniejszy jest komfort pracy w perspektywie 3-4 lat. A nie co roku aplikowanie o środki. Oczywiście miasto ma prawo zażądać od klubu przejrzystego programu wykorzystania tych środków, a potem to rozliczyć. Czyli pierwszy mój postulat: wydłużenie okresu finansowania sportu. (...) I oczywiście jasne kryteria: spadacie z ligi, macie mniej pieniędzy.
Druga sprawa - sporty indywidualne. Za chwilę poucieka nam kilku zawodników. Chodzi mi również o związanie ich umowami promocyjnymi. Coraz częściej widzimy różnego rodzaju osobowości, które promują regiony. Aktorzy już trochę się zgrali. Coraz częściej robią to więc sportowcy i drużyny sportowe. I to mogłoby być korzystne dla Łodzi, żeby kontrakt z takimi właśnie osobowościami zawrzeć.
Trzecia możliwość - jest już w Polsce kilka różnego rodzaju imprez masowych, ulokowanych w różnych miejscach. Mają szanse i chęci ekspansji do innych regionów i miast. Jest kilka imprez masowych, które chciałyby w naszym mieście wylądować. Trzeba i o to bardzo mocno zabiegać.
Mówimy, że pieniądze na promocję, sport to sześć milionów złotych. Myślę, że wiele z tych wydatków trzeba zweryfikować. Wiele idzie na nie wiadomo co. Pan redaktor wspomniał o tej inwestycji - hali na Łotwie. Myślę, że w naszym budżecie miasta, a sięga on 2,8 miliarda złotych rocznie, jest tyle, że tam spokojnie można zaoszczędzić przynajmniej kilka procent, by potem pieniądze te poszły czy to na promocję, czy to na infrastrukturę sportową.
Tak więc trzeba jeszcze raz przejrzeć, zweryfikować te wydatki w budżecie na 2011 rok, bo wydaje mi się, że tam jest bardzo wiele rezerw. I na koniec - szkoda, że zaprzepaściliśmy szansę na wejście inwestorów do sportu w Łodzi w sposób, który podał redaktor Kukuć. (...) Gdyby związać takich inwestorów na 10-15 lat, bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu. Myślę jednak, że nadal na to jest szansa.
Błażej Moder
Mogę tylko powtórzyć to, co powiedziałem na początku. Priorytetem dla miasta jest wspieranie budowy i zarządzanie infrastrukturą dla sportu masowego. Racjonalne wydawanie przy tym środków publicznych. Im bardziej będzie ta infrastruktura efektywnie wykorzystywana, tym większe będzie jej oddziaływanie, tym więcej klubów będzie z niej korzystać, tym lepiej wpływać to będzie na miasto. To zatem podstawowy kierunek działania dla miejskich władz. Trzeba go więc posprawdzać i w odpowiednim obszarze kontrolować. Bo jeśli będzie dobra infrastruktura, dobre propozycje imprez sportowych dla młodzieży, dzieci, to będą się też pojawiali sponsorzy. Którzy potem zaczną szerzej wchodzić w sport kwalifikowany. Nie myślę, że pieniądze publiczne stanowią remedium na rozwój sportu wyczynowego w naszym mieście, tym bardziej że mamy szereg przepisów ograniczających możliwość takiej ingerencji publicznej w ten rodzaj sportu. Dlatego powinniśmy się skupić na tym, za co samorząd odpowiada: gdzie ma kompetencje, władzę, i za co będzie rozliczony.
Filip Kenig
Wszystko jest policzalne. Jako przedsiębiorca, zanim w coś zainwestuję, powinienem sprawdzić, czy mi się to opłaca, czy nie. Tak samo powinno być z miastem. Jeśli Łódź zakłada w swoim budżecie wydatkowanie pieniędzy na promocję, to są odpowiednie narzędzia, firmy, które mogą policzyć, czy na przykład Festiwal Czterech Kultur, sylwester na placu Wolności z Dodą, technoparada, Camerimage czy Widzew grający w lidze mistrzów - co z tego będzie najbardziej efektywnym narzędziem promującym Łódź w Polsce i na świecie. I przez co Łódź osiągnie największy efekt promocyjny. Jestem daleki od tego, by przymusowo ileś milionów złotych w ten łódzki sport pompować, bo wiadomo, że zawsze ich będzie brakowało. Trzeba ustalić jasny model wyliczania korzyści. Także po to, by kluby wiedziały, za co będą nagradzane. To samo odnosi się do sponsorów: sponsor patrzy, czy dana drużyna wygeneruje taką wartość medialną, czy nastąpi tyle a tyle kontaktów z odbiorcą masowym, i to dopiero decyduje o konkretnych krokach finansowych. To wszystko jest do wyliczenia.
Ktoś, kto inwestuje w sport, musi widzieć w tym interes. Jeśli miasto widzi, że sport jest narzędziem promocji i zapewnia przy tym, nie ukrywajmy, spokój i dobry byt polityczny, bo sport zawsze rozgrzewa głowy mieszkańców, to zastanawia się, jak w to inwestować. Co do inwestycji w obiekty sportowe - zgadzam się tu z Błażejem Moderem. W mieście potrzebny jest stadion miejski. A nie znalazł się jeszcze inwestor prywatny, który by w to włożył środki, bo to nigdzie na świecie nie jest opłacalne. Co do Hali Arena, to jest za duża dla naszych zespołów. A to co jest dla nich w Łodzi nie za duże - napawa nas naprawdę wstydem.
Bogusław Kukuć
Posługujemy się tu liczbą sześciu milionów. Ta kwota nawet jako tako wygląda. Ale w praktyce to przedstawia się tak, że... Tu siedzi kolega z ChKS. Oni w oparciu o własnych wychowanków, bez żadnych transferów, doszli do pierwszej ligi. Są aktualnie najsilniejszą sekcją piłki ręcznej w Łodzi, w oparciu o własnych wychowanków. Czyli spełniają ten postulat, żeby sport w Łodzi robiła nasza własna młodzież. Otrzymali w tamtym roku może 50 tysięcy złotych. Siedzi tu trener drużyny rugby, który w zeszłym roku zdobył i mistrzostwo i Puchar Polski, czyli dublet w swojej dyscyplinie. Konkuruje teraz z zespołem z Trójmiasta, który ma taki stadion, że nawet Francuzi pozazdrościli. Ale wstydzę się dowiadywać, ile dostał w tym roku, bo pewnie mniej niż w poprzednim. Jest tu trener młodego sportowca-akrobaty, który wykonuje specjalistyczne ewolucje, mogące go zaprowadzić na podium olimpijskie, i dostaje może 600 złotych miesięcznie...
Longina Lefik (głos z sali)
Nieprawda! To jest wsparcie, które otrzymuje z budżetu miasta do swojej pensji. Ponieważ klub jest jego pracodawcą. To jest to, o czym mówił pan Partyka. Że zmieniły się trochę realia. Ja też mam coraz lepszą pamięć retrospektywną i pamiętam, co było 30 lat temu, ale to były naprawdę inne czasy. Dzisiaj mamy w Łodzi 340 klubów sportowych. Promocja, o której państwo tutaj cały czas mówią, to tak naprawdę jest dla 15-16 klubów. Ponad 100 klubów to jest dziewięć milionów złotych, które dzielimy na różne zadania. Szkoda że pan przed dyskusją nie porozmawiał na przykład z wydziałem sportu urzędu miasta. O programach dla młodzieży: programie trenera osiedlowego, za środki, które pozyskujemy z akcyzy. Gdzie w Łodzi ileś tysięcy dzieci z tego może korzystać. I to jest życie dla klubów.
Oczywiście w tragicznym stanie jest nasza baza sportowa. Ale rozmawiałam z pływakami - w końcu tego basenu 50-metrowego to nam się nie udało tu zbudować przez ostatnie 40 lat. Budowało się hale i inne rzeczy, ale basenu nie było. To jest też kwestia środowiska. To jest też to, o czym tu mówiono - utwórzmy fundację. Powstała ta fundacja? No chyba nie.
Ja rozumiem, że ważny jest pomysł, ale już nie będę mówiła o pomysłach. Kiedyś jeden z trenerów mówił o perspektywach. Że jak ktoś ma takie świetne perspektywy, to jemu lornetka jest potrzebna. A niekoniecznie pieniądze z kadry narodowej. I tu jest podobnie. Rozumiem, że ta sytuacja klubów jest trudna. Ale jeśli chodzi o ligi, mamy najsilniejszą ligę amatorską w koszykówce. Mamy dosyć silną ligę siatkówki. Mamy rozgrywki szkolne. Myślę, że zawodów dla dzieci, imprez sportowych w Łodzi jest bardzo dużo. Rzeczywiście staje przed nami problem wypracowania formuły: jak wesprzeć sport wyczynowy. W różnym zakresie. Ale też to nie jest tak, że inni dają, a my nie dajemy. Proszę wejść sobie na portal Nasze Miasto. Kajakarka Aneta Pastuszka za srebrny medal olimpijski dostała od Poznania 15 tysięcy złotych. My chyba więcej daliśmy i Bednarkowi, i Kędzi, i Dąbrowskiemu. Chociaż są sytuacje takie, że można dać im nie wiadomo co, a oni i tak sobie pójdą. Za trenerem kadry, na przykład, bo się zawodnik pokłóci ze swoim trenerem. Albo jak Dąbrowski. Pójdzie, bo dostanie etat w wojsku i za 20 lat emeryturę.
My nie mamy w Łodzi takiej możliwości. Nie mamy tu klubu wojskowego. Na pewno brakuje przepisów na wspieranie sportu wyczynowego. Zgadzam się, że piłka nożna sobie poradzi. Ale inne dyscypliny, na przykład piłka ręczna - już nie. Inna sprawa: czy dyscyplina ta wykorzystuje w tym celu swoje sukcesy? Chodzi także o przepisy. Dlatego dziwię się jednej rzeczy: dlaczego tu nie ma łódzkich radnych? Dlaczego tu nie ma nikogo z łódzkich parlamentarzystów? My jako urzędnicy jesteśmy ograniczeni gorsetem przepisów. Gdzie tu są radni, posłowie?
Lech Leszczyński
Miałem w Łodzi przypadek z prezesem AZS-u Gorzów, który, kiedy jego zawodnicy grali w Łodzi, bał się, że mu się sufit na głowę zawali. To są poważne sytuacje i na to muszą się znaleźć pieniądze. Już nie mówię o budowie tej trzytysięcznej hali, w której graliby i łódzcy siatkarze, i koszykarze. Ale musimy o tym mówić. Nie ma tu radnych, owszem, ale jak nam ktoś mówi, że się nie da, to po prostu idziemy piętro wyżej. A już całkiem poważnie: te złe emocje wokół owych 5 milionów 700 tysięcy złotych z promocji, jakimi miasto chce zasilić kluby sportowe. (...) Poruszaliśmy tu różne przykłady... Nie mówię, czy się nie da, ale musimy zapytać władze miasta, radnych: czy stawiamy na bilard, kręgle, żeglarstwo, czy na pływanie, lekkoatletykę i dżudo. Na przykład. Musimy sobie odpowiedzieć, także jeśli chodzi o gry zespołowe, czy chcemy mieć piłkę ręczną w ekstraklasie, czy nie. Ja znam odpowiedź na to pytanie. Tylko że my rozmawiamy tu we własnym gronie. My jesteśmy do tej rozmowy przygotowani, ale wydaje mi się, niestety, że nie wszyscy są przygotowani podobnie. Na przykład łódzki miejski samorząd.
Longina Lefik
Chciałam podać jedną rzecz odnośnie tej hali. Dlaczego tutaj potrzebni są radni. Bo remontowanie czy modernizacja hali na ŁKS moim zdaniem mija się z celem. Ale mamy przecież halę na ul. Skorupki. Która jest po remoncie, termoizolacji, w której jest widownia na osiem tysięcy osób. Jest potrzebna na mniej widzów. I sala do koszykówki. W Hali Arena mamy za dużo miejsc. Ale co do hali na Skorupki, to właśnie radni podjęli uchwałę, że w Łodzi potrzebne jest centrum targowe. Więc ono powstaje. I to jest właśnie to, o czym mówiliśmy. Wyznaczanie pewnych kierunków. Dlatego tu są potrzebni przede wszystkim radni. Bo w tej chwili nie wiemy, czy ta hala pójdzie na rzecz sportu, czy pod cele targowe, bo ktoś uzna, że tam może trzeba by za dużo włożyć pieniędzy.
Paweł Domarecki
Rozumiem, że gdyby teraz zbudowano w Łodzi tę postulowaną przez wiele osób kolejną nową mniejszą halę, tym razem na góra siedem i pół tysiąca widzów, to wszyscy byliby szczęśliwi, bo ona byłaby sportowa i pełna, a nie widowiskowa i pusta. Oddaję głos dyskutantom na sali.
Ireneusz Jabłoński (głos z sali)
Cieszę się, że wszyscy tak żywo dyskutowali na ten temat. Oprócz tego, że interesuję się sprawami miasta, to jeszcze przez 16 lat uprawiałem sport, cztery razy tygodniowo, co najmniej... Pierwsza moja refleksja jest taka, że upadek sportu w Łodzi nie jest tylko wynikiem braku pieniędzy, bo ich mamy dzisiaj znacznie więcej niż kiedyś, tylko zmian kulturowych.
Ad vocem pana redaktora Kukucia - duże wyniki w czasach realnego socjalizmu były obarczone tym, że mieliśmy fiata 126p i staliśmy w kolejkach po kiełbasę, ale za to wybitni sportowcy korzystali z czegoś innego. Reasumując: nie ma tu punktu odniesienia, bo tamten model sportu upadł wraz z tamtym systemem i szczęśliwie, że tak się stało. Poza tym ówczesny system nijak się miał do rozwoju talentu Bońka, Smolarka czy Młynarczyka. Oni po prostu mieli talent i chcieli go wykorzystać, tak jak dzisiaj ci, którzy odnoszą sukcesy nie ze względu na politykę prezydenta miasta, ale własny talent i ciężką pracę. Ostatni przykład pani Justyny Kowalczyk, która odniosła sukces nie dlatego, że była obsypywana stypendiami i pieniędzmi, ale dlatego, że nie była. Więc zacisnęła zęby i pokazała, że jest sportowcem i człowiekiem wysokiego formatu.
Druga sprawa - mit promocji. Jestem ogromnym entuzjastą sportu. Uprawiam go, popieram, ale wydanie kilkuset tysięcy na sekcję, która będzie zajmowała końcową pozycję środkowej tabeli, jest mitem i nie ma nic wspólnego z promocją. Promocja miasta ma określony cel. Nie jest po to, żeby grupa nawet sympatycznych chłopaków i dziewczyn pobiegała sobie po prowincjonalnych boiskach i halach, ale cel jest taki, żeby ściągnąć tutaj, do Łodzi, określoną grupę docelową, więc nie należy mylić pojęć.
Inną sprawą że można lub nie wspierać sport wyczynowy, to jest kwestia wyboru, ale zawsze z ryzykiem, że jeżeli będą na to kierowane pieniądze publiczne, to podatność na korupcję i na orientację na cele działaczy, którzy z tego żyją, będzie znacznie większa niż wtedy, kiedy będziemy mieć do czynienia z pieniędzmi prywatnymi. A więc postulując coś takiego, nie można być naiwnym pięknoduchem, trzeba pamiętać o tym, że obszar korupcji jest i może być bardzo ryzykowny i bardzo bolesny. Czego dowody mamy w postaci braku sukcesów sportowych, i nie tylko sportowych, dwóch naszych największych klubów piłkarskich przed kilku laty. Mamy swoje własne doświadczenia w tym zakresie.
Dlatego z ogromną starannością należałoby wypowiadać się na temat tworzenia takiego obszaru, który może skończyć się tak, jak historia niedawnych właścicieli czy też sponsorów tych dwóch klubów. Natomiast rzeczą, która tu zniknęła z dyskusji, a szkoda, bo początkowo w niej była, jest to, co jest istotą sportu. Bo trzeba sobie powiedzieć, po co ma być prowadzona polityka sportowa przez państwo czy miasto. Czy po to, żeby mieć gladiatora, który będzie cieszył nasze oczy i rozwiewał nasze kompleksy na arenach międzynarodowych - z większym i mniejszym skutkiem? Czy raczej po to, żeby mieć zdrowe i zorientowane na sport społeczeństwo, które wykreuje wybitnych sportowców nie dlatego, żeby chcieli być współczesnymi gladiatorami, tylko dlatego, żeby z odniesienia sukcesu czerpali satysfakcję. Tak jak inni czerpią satysfakcję z pracy zawodowej czy tworzenia, jak artyści ze sztuki. Jeżeli będzie ten rodzaj satysfakcji, wynikający z procesu rozwoju młodego człowieka, to będziemy mogli śmiało patrzeć w przyszłość. (...)
Dlaczego upadły starożytne olimpiady? Z tego samego powodu, dla którego upadają dzisiaj. Bo miasta zaczęły kupować zawodowych sportowców, którzy również wtedy się szprycowali i byli sportowcami "przechodnimi“ - z miasta do miasta. Czyli sport z rywalizacji arystokratycznej, a później obywateli miejskich, stał się rywalizacją gladiatorów wynajmowanych przez miasta. Zatem stracił swój sens. Tak może być i dzisiaj. Zatem mówiąc o sporcie, trzeba się uwolnić od chęci bycia dumnym z tego, że mamy zawodowych, zazwyczaj kupionych, zawodników czy zespół, bo z tego poza jednotygodniową albo jednosezonową satysfakcją, nie ma żadnej wartości dodanej.
Wartość dodana jest w tym, żeby tak jak to było jeszcze nie tak dawno, rzesze młodzieży biegały po ugorach. A dzisiaj mają orliki, bo wbrew temu co państwo twierdzą, dziś infrastruktura jest o niebo lepsza niż kiedyś, kiedy ja trenowałem. A mimo to dwa łódzkie zespoły w piłce ręcznej chodziły w pierwszej lidze, a nasz sport akademicki potrafił się sezon czy dwa utrzymać w drugiej lidze. Zatem nie brak tej hali na trzy albo siedem tysięcy widzów jest dziś decydujący. Decydujący jest duch sportowy i polityka kształtująca tego ducha. Jeżeli szukać gdzieś aktywnej roli miasta, to zwłaszcza w tym obszarze. W kształtowaniu ducha i postaw sportowych wśród młodzieży. I selektywnym wspieraniu tych przedsięwzięć, które mają sens również w wymiarze komercyjnym.
Krzysztof Lipiński (głos z sali)
Cieszę się, że mój przedmówca zmienił klimat tego spotkania, bo przyznam, że czułem się z minuty na minutę coraz gorzej.(...) W życiu nigdy nie jest tak, że mamy tylko czerń i biel. Do wystąpienia pana Jabłońskiego na tej sali wszystko było w kolorze czarnym. Proponowałbym, żebyśmy nie porównywali sobie, ile kosztuje benzyna w Rumunii, czy butelka wody na szczycie Mount Everestu. Bo nie o to chodzi. Wróćmy do naszych realiów. Pamiętam, ile dyskusji i emocji, niekoniecznie pozytywnych w Łodzi, zaistniało w momencie rozpoczęcia budowy Hali Arena. Wielu było przeciwników, nikt nie wierzył w sukces, a dziś dzięki temu obiektowi, i ja nie chcę oceniać, czy była za tania, za droga, czy to była optymalna kwota, ale dzięki temu obiektowi Łódź może gościć największe imprezy sportowe w Polsce i Europie. W ubiegłym roku bez specjalnego zadęcia, ale z ogromnym sukcesem, w naszym mieście odbyły się dwie imprezy rangi mistrzostw Europy. I te dwie imprezy zostały bardzo pozytywnie ocenione przez uczestników i obserwatorów spoza Polski. A w Łodzi było niezadowolenie. Miałem okazję, jako jeden z organizatorów, być wewnątrz tych imprez, rozmawiałem z gośćmi, którzy przybyli w tym czasie do Łodzi i nie spotkałem się z negatywną oceną. (...) Mało tego, Łódź dzięki temu obiektowi otrzymała cztery ważne i prestiżowe nagrody. I nie możemy o tym zapominać. To są te białe kolory.
Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedno: żeby mógł dobrze funkcjonować sport, potrzebne są pieniądze. I te pieniądze zdominowały życie społeczeństw na całym świecie, czy nam się to podoba, czy nie. (...) Ale same pieniądze z takiego młodego człowieka mistrza nie uczynią. Zatem potrzebni są jeszcze oddani działacze, zwłaszcza nauczyciele szkolni. Potrzebne nam jest także w Polsce i Łodzi dobre prawo, które pozwoli samorządom i Łodzi na to, by bez żadnych skoków i figur znaleźć sposób, by wpompować społeczne pieniądze z rozwagą i starannością oraz transparentnie - w sport. Dziś samorządy muszą szukać sposobów. Dziwna walka. Niby wszyscy chcemy w Polsce przeżywać ogromne emocje związane z wysłuchaniem Mazurka Dąbrowskiego, ale z drugiej... Ale ten system powinien być jasny, nie pokręcony. (...)
Maciej Sikorski (głos z sali)
Jestem przedstawicielem agencji marketingu sportowego Seven Green Promotion. Przysłuchuję się tej dyskusji z dużym zainteresowaniem, bo rozmawiamy o tym, co sport cechuje oprócz wyników i rywalizacji, czyli o dużym biznesie. (...) Mam okazję współpracować z wieloma samorządami, w tym łódzkim i zgadzam się, że on nie może odgrywać roli jedynego sponsora klubów. Na całym świecie miasto jest partnerem biznesowym klubów sportowych: czy to poprzez wynajem obiektów, czy w inny sposób. ŁKS ma ten problem, że od wielu lat sekcja piłki nożnej, koszykówki, żąda tylko i wyłącznie pieniędzy. A jeśli mówimy o wizerunku, to w Polsce śmieją się już z owego tajemniczego inwestora, który do ŁKS już od 1998 roku miał przybyć i ciągle go nie widać.
Kolejna rzecz: radni Łodzi. Była taka debata - jak dzielić pieniądze z promocji miasta. Skontaktowaliśmy się z przewodniczącym Rady Miejskiej Łodzi, któremu zostało przedstawione, non-profit, jak należy biznesowo przygotować taką ofertę i jak z takich środków korzystać. Nikt z radnych nie skorzystał z naszej pomocy, więc widocznie radni Łodzi mają lepszy sposób i większe doświadczenie w marketingu sportowym niż ludzie się tym zawodowo zajmujący. Ale tu nie należy winić urzędników magistrackich, bo mogę potwierdzić ich dzisiejsze spostrzeżenia, że naprawdę nie jest ze sportem w Łodzi tak źle, jak my tu sobie rysujemy.
Kończąc, sport to przede wszystkim biznes i dziwi mnie tu wypowiedź Filipa Keniga, który twierdzi, że tak trudne jest pozyskanie sponsorów komercyjnych. Na pewno nie jest to łatwe i nie jest to coś, co potrafi każdy, ale można przecież korzystać z pomocy wyspecjalizowanych agencji czy firm badawczo-doradczych, które potrafią doskonale przygotować taką ofertę. Z doświadczenia wiem, że kluby mają duże problemy z przygotowaniem oferty sponsorskiej, definiującej sponsoring jako transakcję dwustronną, bilateralną. I to jest ich duży problem.(...) Otwierajmy się tu na zawodowców także w marketingu sportowym. A już na koniec: to, że Atlas Arena została sprzedana, a dokładniej jej nazwa, za pięć milionów, a nie za 34 miliony - to dlatego, że prowadziły to dwie różne agencje.
Wojciech Wieczorek (głos z sali)
Reprezentuję środowisko akademickiej Łodzi. A przynajmniej tej jej części, która zajmuje się kształceniem przyszłych animatorów sportu. Pracuję na Uniwersytecie Łódzkim i w jednej z prywatnych szkół, szkolących instruktorów sportu. (...) Wydaje mi się, że szarpiemy się w Łodzi w tych działaniach, nie ma usystematyzowanych działań systemowych. Brakuje mi pogłębionej diagnozy sytuacji - i to zarówno jeśli chodzi o odniesienie się do potencjału szkoleniowego, oczekiwań społecznych, jak i tej młodzieży. Nie prowadzi się przekrojowych badań, które dałyby obraz sprawności fizycznej naszej młodzieży. I trzeba nawiązać do tego, bo rzetelna diagnoza musi być podstawą do wytyczenia celów: co my chcemy osiągnąć?
O te sześć milionów nie ma się co spierać, bo to kropla w morzu potrzeb, to nie rozwiąże problemów sportu łódzkiego. Więc na co postawić? Na to, co zawsze zaowocuje - to z całą pewnością jest sport dzieci i młodzieży. To jest podstawa dla sportu w ogóle. Nie da się w etapach rozwoju sportowego pominąć tego pierwszego, pierwszych dwóch-trzech lat szkolenia sportowego. I trzeba zrobić wszystko, by jak największą liczbę tej młodzieży objąć tym wstępnym szkoleniem sportowym. I tam wyłonią się też przyszli mistrzowie. Pamiętać też należy, że sport jest znakomitym nośnikiem wychowawczo-pedagogicznym. Podniecamy się tu sportem wyczynowym, spójrzmy tu jednak bardziej na ten sport wczesny - źródło potencjału dla wyczynu, ale i motyw wychowawczy. To nam umyka z pola widzenia. Nie doceniamy, w znacznej mierze marnotrawimy ten niesłychanie efektywny zysk ze sportu młodzieżowego. Nie są tego być może w pełni świadomi pedagodzy.
Kończąc, chciałbym nawiązać do rekreacji ruchowej. W naszym kraju zaledwie 10 procent dorosłych Polaków uprawia jakąkolwiek aktywność ruchową, z czego tylko połowa czyni to w miarę regularnie. A przecież dorośli dają przykład młodzieży. I też na koniec - żałuję, że nie ma tu rajców miejskich, bo przez to ta nasza dyskusja idzie w pewnym sensie na marne.
Paweł Domarecki
Może być pan pewien, że przeczytają. I w ten czy inny sposób się dowiedzą. Jeśli nie teraz, to już jesienią.
Piotr Wentel (głos z sali)
(...) Zdominował to nasze spotkanie temat pieniądza. Najważniejsze jest to, że nie ma z nami radnych. A radni są najważniejszym elementem przy konstruowaniu budżetu. Cały fundusz sportu to radni. W dużych miastach pieniądze na sport to około 1,5 proc. budżetu. W Łodzi to jest nieco ponad jeden procent. Od tego powinniśmy więc zacząć - więcej pieniędzy, aby było na wydatki. Urzędnicy są potem dopiero, by pieniądze te sprawnie dzielić. (...)
Drugie źródło - pieniądze od sponsorów. Bardzo ważne źródło. Ale pan Artur Partyka stwierdził, że to urzędnicy powinni pomóc. Przypominam tu jednak pewien casus - pana prezydenta Michaluka i Funduszu Dobrowolnych Świadczeń . To jest bardzo śliska sprawa i do tego trzeba podejść bardzo ostrożnie. Powinni się tym zająć nie urzędnicy, ale ciała społeczne, bo one mogą to robić. A urzędnik może być zawsze pomówiony przy takiej okazji o korupcję.
(głos z sali)
Cały czas mówimy o osobach, które zaczynają grać, a nie mówimy o tych uprawiających sport amatorski w wieku poważniejszym. (...) W każdej sekcji zaczyna uprawiać sport 40 - 50 osób, a kończy kilka., Co z tą resztą? Są ligi koszykówki, siatkówki... Oni też uprawiają sport, w Łodzi, o nich też nie możemy zapomnieć.
Gwidon Salata (głos z sali)
Reprezentuję drużynę futbolu amerykańskiego Torpedy Łódź. Chciałbym tu nawiązać do mojego przedmówcy. Dużo dziś rozmawialiśmy o sporcie profesjonalnym, a zanim do niego dojdzie, to jest jeszcze sport amatorski, dzięki któremu ludzie, którzy są dobrzy w jakiejś dziedzinie, mogą przejść na profesjonalizm. Mam prośbę: kiedy na którymś następnym spotkaniu będą już radni, to żebyśmy porozmawiali o sporcie amatorskim, do którego uprawiania miejsc w Łodzi dla wielu dyscyplin po prostu nie ma. A to sport amatorski drużynowy buduje charakter, siłę młodych ludzi.
Paweł Domarecki
Niestety, powoli musimy zmierzać ku końcowi tej debaty. Dziękuję państwu za tę dyskusję, która była w ostatniej fazie bardzo ożywiona. Jedno jest pewne: radni, którzy byli zaproszeni, a nie przyszli - przeczytają również i o tym. Wraz z wszystkimi łodzianami. Że ten jakże ważny mecz oddali walkowerem.