Debata sportowa mogłaby stać się wielce satysfakcjonującym wydarzeniem, gdyby tylko... pofatygowali się na nią zaproszeni łódzcy radni. Podkreślała to większość biorących udział w dyskusji oraz jej obserwatorów. Choćby dlatego, że to od radnych zależy: na co i jak będą wydawać nasze pieniądze.
Paweł Domarecki
Witam Państwa na kolejnej, dziewiątej już debacie z cyklu "Forum Łódź", poświęconej tym razem Łodzi jako miastu sportu. Czyli finansowaniu, organizacji i promocji sportu wyczynowego i masowego w mieście. W naszej debacie wezmą udział pan Filip Kenig, prezes fundacji Marcina Gortata MG13, menedżer ŁKS Koszykówka Męska, Lech Leszczyński, prezes Akademickiego Związku Sportowego w Łodzi, Błażej Moder - członek rady fundacji "Projekt Łódź", Artur Partyka - członek zarządu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, a także redaktor Bogusław Kukuć z działu sportowego "Polski Dziennika Łódzkiego".
Zanim zaczniemy dyskusję, oddam mikrofon naszemu gospodarzowi, bo przypominam, że znajdujemy się w gościnnych salach Instytutu Europejskiego w Łodzi.
Kazimierz Sobotka
Dzień dobry państwu. Cieszę się, że po raz kolejny wybraliście państwo Instytut Europejski, mam nadzieję, że będziemy coraz ściślej współpracować (...) zaś Instytut nadal będzie uczestniczył w debacie poświęconej najistotniejszym problemom i przyszłości Łodzi. Jest to nam bardzo bliskie, Instytut mimo swoich zadań wykraczających poza region, tkwi w Łodzi bardzo mocno. Dlatego i my chcemy, choćby poprzez tę gościnę, wnieść jakiś wkład w to, co państwo chcą osiągnąć. "Projekt Łódź“ już na stałe wpisał się w rozmowę o przyszłości miasta. Witam więc wszystkich i zapraszam na kolejne spotkania, życząc owocnej dyskusji.
Artur Partyka
Rozmawiamy o sporcie w Łodzi, sporcie zatem lokalnym, ale... on bardzo często w wielu przypadkach, zwłaszcza sport wyczynowy, sięga swoimi granicami poza województwo i Łódź.
W przypadku kilku dyscyplin i zawodników na wysokim poziomie jest obecny także na arenach europejskich i światowych.
Skoncentrowałbym się przede wszystkim na tym, jak do tego sportu, tego przez duże "s", czyli kwalifikowanego, na wysokim poziomie, który może być także wykorzystywany przez nasze miasto jako narzędzie czy źródło promocji - jak do tego sportu trafić, jak przyciągnąć do niego młodzież. By osoby, które chcą się nim zainteresować, nie uczestniczyły w nim wyłącznie jako bierni obserwatorzy, np. widzowie transmisji telewizyjnych, czy jako kibice. To jeden z podstawowych wątków i chciałbym, abyśmy go w trakcie tej debaty poruszyli. Ponieważ wydaje mi się, że na tle wielu innych miast i regionów w Polsce mamy tu dużo do zrobienia, no i spore pole do zagospodarowania. Wydaje mi się także, że to istotne, jeśli chodzi o kluby, które na pewno potrzebują takich zawodników do treningów, by później wykorzystywać ich w swoich ligach, drużynach pierwszoligowych, jak również w dyscyplinach indywidualnych.
Myślę, że najistotniejszy moment ma miejsce wtedy, gdy młodzież "zaraża się" bakcylem sportu. I to powinno być pierwszym zadaniem, na którym powinniśmy się wszyscy skoncentrować. Zarówno my, uczestnicy tego panelu, jak i przedstawiciele lokalnych instytucji. Bo wiem, że są tu przedstawiciele zarówno urzędu miasta, jak i urzędu marszałkowskiego. Na pewno nie pominiemy też w dyskusji kwestii, jak można promować nasz region i miasto poprzez sport.
Te drużyny, które już w Łodzi mamy i które funkcjonują na najwyższym poziomie - mam na myśli ekstraklasę siatkówki czy rugby, bo one mogą także na najwyższym poziomie promować nasz region. Mam nadzieję, że w przyszłym roku dojdzie do nich jeszcze drużyna piłki nożnej. Choć ta promocja za sprawą piłki nożnej jest po ostatnich derbach... taka trochę średnia. W większości relacji moglibyśmy dowiedzieć się raczej o tym, co działo się przed i po tym meczu. (...) Dlatego to jest też pewne zadanie dla nas i dla osób, które zajmują się sportem w mieście i regionie: aby te widowiska stały na pewnym poziomie organizacyjnym, nie tylko sportowym. (...)
Błażej Moder
Dla samorządu w obszarze wspierania sportu w naszym mieście widzę dwie role. Pierwsza jest związana z byciem właścicielem i zarządcą infrastruktury sportowej. Infrastruktury szeroko rozumianej. Zarówno tej dla sportu amatorskiego, jak i dla sportu młodzieżowego oraz zawodowego. Druga rola - to rola inicjatora i animatora wydarzeń sportowych. Warto omówić zarówno te role, jak i oczekiwania, które mamy wobec samorządu.
Pierwsza kwestia, związana z byciem właścicielem infrastruktury. Trudno powiedzieć, że w Łodzi podatnicy nie łożą na utrzymanie i rozwijanie infrastruktury sportowej. Ogromne wydatki, rzędu 300 milionów złotych na przygotowanie hali widowiskowo-sportowej Arena, wykupienie terenów na Brusie, które mają być przeznaczone na rekreację i turystykę, wykupienie Aquaparku i szereg innych inwestycji, które zostały przygotowane i przeprowadzona za pieniędzy podatników. I teraz od razu pojawia się pytanie, jak taką infrastrukturą, na którą zostały wyłożone ogromne pieniądze z budżetu Łodzi, efektywnie zarządzać. Hale, które przygotowujemy dla sportu zawodowego, powinny być również wykorzystywane przez sport młodzieżowy i amatorski. Czyli nowa łódzka hala powinna pracować przez 24 godziny na dobę, a nie tylko w jednorazowych inicjatywach.(...)
Jeśli chodzi o infrastrukturę pod sport amatorski, to tutaj wychodzimy nieco poza obszar kojarzący nam się ze sportem, ale przecież chodzi tu o odpowiednie zagospodarowanie parków, przygotowanie ścieżek rowerowych dla łodzian, miejsc w których można jeździć na rolkach, uprawiać marsze. Wiąże się to również z koniecznością przygotowania takich miejsc. Co do sportu amatorskiego, trzeba tu powiedzieć o ważnej roli animatora. Widzę tu w jego roli miasto - jako organizatora różnego rodzaju lig sportowych, nie tylko na szczeblu szkół, lig takich jak koszykówka, piłka ręczna, siatkówka. Widzę tu też rolę miasta we wprowadzaniu rywalizacji i wykorzystywaniu tego na szeroką skalę.
Natomiast jeśli chodzi o zasilanie sportu wyczynowego, wzbudza to wiele kontrowersji. W tym roku mamy w Łodzi rekordowy budżet jeśli chodzi o wspieranie klubów sportowych. Wydaje się, że może on być jak najbardziej ograniczony. Kluczowym zadaniem dla miasta jest moim zdaniem owo bycie właścicielem infrastruktury, żeby kluby sportowe, takie jak ŁKS, mogły wynajmować halę za rozsądną cenę, żeby mogły w niej trenować i odbywać mecze.
Natomiast sport wyczynowy rządzi się zasadami profesjonalnymi. Krótko mówiąc - musi w dużej mierze sam na siebie zarabiać. Jeśli mamy sportowców, którzy podejmują decyzję, że to ich zawód, że chcą z tego żyć, to rynek będzie potem weryfikować ich zdolności. I albo zarobią na siebie, albo nie. I nie widzę tu możliwości rozwijania szeroko sportu zawodowego bez wsparcia prywatnego i bez prywatnych inwestorów.
Podsumowując: samorząd powinien być właścicielem i efektywnym zarządcą infrastruktury oraz animatorem i organizatorem zdarzeń sportowych, które będą się działy w tej zbudowanej za środki podatników infrastrukturze.
Filip Kenig
Dziesięć dni temu miałem przyjemność gościć na posiedzeniu komisji sportu Rady Miejskiej Łodzi. Była tam z nami obecna tu pani Longina Lefik, która przedstawiła bardzo interesujący, krótki, ale treściwy, referat na temat strategii rozwoju sportu dla Łodzi. Wiemy, jak szerokim tematem jest sport. Możemy dyskutować na temat sportu młodzieżowego, wyczynowego, kwalifikowanego, na temat bazy sportowej, pieniędzy przeznaczanych na sport w ramach promocji Łodzi, możemy podejmować ileś tam tematów i dyskusji. I generalnie wszyscy będziemy się tu ze sobą zgadzali. Że sport jest potrzebny, że trzeba zrobić coś, by dzieci się do tego sportu garnęły, że trzeba zrobić porządek z kibicami, którzy nie powinni niszczyć choćby wizerunku piłki nożnej, o czym mówił Artur Partyka.
Generalnie wszyscy odniesiemy tu podobne albo zbliżone wrażenie. Problem jest jednak taki, że ktoś taką strategię dla całego miasta musi zdefiniować. Tego nie robi się w ciągu tygodnia, dwóch, na jednym spotkaniu, nie wiem też, czy jest to możliwe do wypracowania w ciągu pół roku. Bardzo ważna rzecz, o której powiedziała pani Lefik: przede wszystkim miasto musi mieć strategię, musi wiedzieć, jak chce być postrzegane, miasto musi wiedzieć, w co chce inwestować. Zaś sport, jeden z elementów tkanki miejskiej, jest tego integralną częścią. Jeżeli zdefiniujemy sobie najpierw, gdzie chcemy widzieć Łódź za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat jako miasto, potem zdefiniujemy sobie rolę, którą chcemy by sport w Łodzi odgrywał - wtedy dopiero możemy sobie powiedzieć o wszystkich szczegółach. (...)
Bogusław Kukuć
(...) Przygodę z dziennikarstwem sportowym zaczynałem w czasach, kiedy współpracowałem z Markiem Madejem, który pracował w Telewizji Łódź. I zaproponowałem wtedy, by wykorzystał w swojej pracy taki żart: bramkarzami wszystkich reprezentacji Polski są łodzianie. Tomaszewski w piłce nożnej - konkurował zresztą z nie gorszym od niego Młynarczykiem z Widzewa, Andrzej Szymczak - w piłce ręcznej, w piłce wodnej był Edek Kujawa, a w hokeju Walery Kosyl. Dodajmy do tego jeszcze, że Wojciech Fiedorczuk grał w drużynie, która tutaj nie przegrała żadnego meczu. To obrazuje ówczesną pozycję Łodzi w grach zespołowych. Tu przegrywali wszyscy z zewnątrz! I były to czasy nieodległe, lata 80. (...)
To samo dziś mamy miasto, ale teraz żyjemy w zupełnie innych czasach, więc to jest dla mnie porażające: ten rodzaj samozadowolenia towarzyszący dobie obecnej. Samozadowolenia towarzyszącego młodszym kolegom z samorządu, kierownictwu sportu w mieście, prezydentowi, sam już nie wiem komu. Różnica jest przecież dramatyczna w tak krótkim czasie. Skąd się ten regres wziął? Wydaje mi się, że przede wszystkim nad tym trzeba się zastanowić. Mówi się: młody las, dbajmy o młodzież, rezygnujmy z wyczynu. To są kompletne bzdury, banały z którymi musimy skończyć, bo nic z tego dobrego nie będzie.
Lech Leszczyński
Ja nie jestem zadowolony. Dlatego cieszę się z tego spotkania. Istniał w Łodzi specjalny zespół do spraw sportu. A nie spotkaliśmy się w tym gronie od 27 miesięcy. Od kiedy przy radzie miejskiej powstała komisja sportu. Ostatni raz o strategii prezesi klubów i dyrektorzy rozmawiali w listopadzie 2007 roku. Pani prezydent Zdanowska zorganizowała w ciągu półtora miesiąca trzy spotkania poświęcone strategii, ale od tamtej pory nie działo się w tej sprawie nic.
A kiedy już radni nas zaproszą, potraktują jak ekspertów, żebyśmy o strategii porozmawiali, wspomogli promocję, pokazali jak to można zrobić, nazywane jest to w prasie skandalem. Więc najpierw musimy się przekonać do promocji wewnętrznej. My sami, wewnątrz własnego miasta, musimy wiedzieć, co mamy. Artur wspomniał tu o lekkoatlecie Sylwku Bednarku. Sylwek Bednarek jest bardziej rozpoznawalny w Polsce niż w Łodzi. I Błażej i pan redaktor mówili o strukturze sportu, o tym, jaką mamy bazę... Za dziewięć dni (nagranie - marzec 2010 - przyp. red.) miną cztery lata od rozpoczęcia modernizacji, remontu stadionu AZS Łódź. W tej chwili burzymy cały boczny stadion. Czyli co my mamy od czterech lat? Rozpoczętą inwestycję. I nie stadion, jak pozwolił sobie mówić na otwarciu Atlas Areny pan prezydent miasta Łodzi, tylko jest póki co płyta stadionu, która nie nadaje się w żadnym wypadku do treningów. Doszło do tego, że zawodnicy muszą w tym celu wyjeżdżać na treningi poza Łódź.
Mówimy tu: szanujmy w Łodzi sport, bo byliśmy sławni w całej Europie, bo dzieci, bo młodzież... Ale te dzieci i młodzież muszą mieć gdzie trenować. Zerknijmy więc, gdzie my mamy trenować? Mówimy, że w Atlas Arenie mieliśmy dwie najlepsze tegoroczne imprezy sportowe. Ale tam nie grali łodzianie! Gdybyśmy mieli w 2015 roku organizować kolejne mistrzostwa w Łodzi, chciałbym, żeby startowali tu zawodnicy AZS-u, ŁKS-u, Startu Łódź i województwa. Ale gdzie mamy trenować? Dziś jest właściwie tylko stadion AZS, a i to jak powiedziałem - jedynie do zawodów.
(...).Mówię tu o lekkiej atletyce. Wiemy, że możemy to zrobić, że doskonale zorganizowaliśmy mistrzostwa Europy w koszykówce i siatkówce. Że były one wspaniałym wejściem Atlas Areny w świat sportowy, ale myślę, że w Łodzi można też rozgrywać inne zawody, żebyśmy mogli pozyskiwać właśnie młodzież. Bo to nie jest tak, że możemy być zadowoleni z tego, że po 10 tysięcy osób przyjdzie na mecz ŁKS czy Widzewa. Dobrze by było, gdyby 10 tysięcy osób mogło zajmować się sportem aktywnie. I to oznacza także odbudowanie klas sportowych. (....) Mamy wspaniałą Atlas Arenę, natomiast chcielibyśmy mieć obiekty, w których będziemy mogli trenować, w których dzieci będą się mogły bawić w sport. Bo to często zaczyna się właśnie od zabawy.
Błażej Moder
Filip Kenig powiedział o tym, że brakuje koncepcji i strategii rozwoju sportu w Łodzi. Czyli sprowadza się to do tego, że miasto nie spełnia swojej roli animatora wyznaczającego kierunki rozwoju i miejsca, do których mogłaby być kierowana publiczna pomoc w postaci strumienia pieniędzy podatników. Pan Leszczyński mówił, że niemożliwe jest zakończenie remontu stadionu AZS-u. Znana w skali całego kraju historia budowy hali Arena także pokazuje, że ówczesna administracja miała problemy z wywiązaniem się z tych zadań. Już nie mówiąc o tym, że byliśmy miastem, które nie mogło sobie poradzić z wybudowaniem orlików.
Czyli tutaj wychodzi nam w dyskusji rola miasta-właściciela, budowniczego infrastruktury sportowej, a także zarządzającego tą infrastrukturą. Bo co dalej? Co dalej na orlikach, co dalej z halą, która stoi pusta? Co dalej z zarządzaniem nią, wyznaczaniem kierunków, byciem animatorem zajęć sportowych. To, co mówił pan redaktor Kukuć, jest dla mnie wstrząsające. Bo taka dyskryminacja najszerszej grupy mieszkańców miasta: ludzi, którzy płacą podatki, a zajmują się sportem tylko amatorsko, czasem sportem młodzieżowym, z którego właśnie wyrastają potem często gwiazdy sportu wyczynowego...
zaniedbanie tego i odrzucenie... Na to się zgodzić nie można. Rolą samorządu miejskiego nie jest prowadzenie profesjonalnych klubów sportowych. W czasach, w których Widzew i ŁKS zdobywały mistrzostwo Polski, miały one po prostu prywatnych sponsorów, dla których było możliwe utrzymywanie klubów i piłkarzy na odpowiednim poziomie. Natomiast to miasto, jak żadne na świecie, nie ma takich środków w budżecie, żeby płacić ogromne pensje osobom, które postanowiły ze sportu żyć. Takiej sytuacji ekonomicznej nigdy nie będziemy mieli.
Dlatego podtrzymuję swoje zdanie i nadal uważam, że rolą samorządu jest wspieranie sportu amatorskiego, w tym młodzieżowego. Natomiast wspieranie sportu zawodowego - nie! Rolą miasta jest tu bowiem przygotowanie i utrzymywanie wysokiej jakości infrastruktury i udostępnianie jej, ewentualnie na zasadach preferencyjnych, zawodowym klubom sportowym. Natomiast owe kluby sportowe będą i tak musiały zarobić na to, dołożyć się, by to należycie funkcjonowało. Bo tak to właśnie funkcjonuje na całym świecie i Łódź nie jest tu wyjątkiem.
Bogusław Kukuć
Nie jestem przeciwny sportowi młodzieżowemu, absolutnie. Ale jeżeli miasto dba o ten sport młodzieżowy, to młodzieżowy mistrz świata w pływaniu Mateusz Matczak nie może wyjechać do Szczecina i zostać tam olimpijczykiem, jadącym do Londynu jako reprezentant Szczecina. Bo on się tu wychował, tu żeśmy go nauczyli pływać, ale niestety w Łodzi nie ma żadnego 50-metrowego basenu. To o to właśnie miasto ma dbać. Ale niestety, o taką infrastrukturę nie zadbało i Matczak musiał wyjechać. I takich Matczaków jest dużo więcej. A jeśli chodzi o Łódź, dramatem tego miasta jest to, że ono nie ma żadnego sportowego lobby. Dotyczy to także jego prezydentów. Ale i ludzi, o paradoksie, którzy sportem w Polsce kierowali. (...) Nie mamy lobby, nie mamy ludzi, którzy kochają sport, jeśli chodzi o sterników Łodzi. Nie widać tu nadal poprawy. Lobby w sporcie to jest coś bardzo ważnego. Nie może być tak, że Gliwice dają 230 tysięcy złotych miesięcznie na piłkę nożną Piasta (obowiązują przy tym te same przepisy co w Łodzi), Szczecin dał dla samego klubu Pogoni - sekcji piłkarskiej, w zeszłym roku prawie cztery miliony. Nie wmawiajmy ludziom, że sport wyczynowy nam się sam uchowa. Wszędzie wiedzą, że nie sam, a tylko w Łodzi jest pod tym względem aż tak dramatyczny regres.
Paweł Domarecki
Cały czas nasuwa mi się tu smutne spostrzeżenie, że pieniądze w tym systemie w Łodzi są, tylko przez lata były źle alokowane. Jak się wyda na Brus ponad 70 milionów złotych w kilka lat, to wiadomo, że tych pieniędzy zabraknie gdzie indziej, i tak dalej.
Artur Partyka
To była bardzo słuszna uwaga, że łódzki samorząd, miasto, musi zdefiniować swoje potrzeby w tej dziedzinie. Czy to w odniesieniu do sportu masowego, czy wyczynowego. A poza tym, żeby tu nie bić zanadto piany, jesteśmy na kilka miesięcy przed kolejnymi wyborami, starajmy się więc wyartykułować swoje potrzeby i pytać przy każdej okazji o pomysły na łódzki sport. I wtedy, kiedy ludzie, których chcemy wybrać, zgłaszają swój akces - niech mają w swoich programach konkretne punkty dotyczące właśnie sportu.
Bo jest to bardzo ważna dziedzina życia. Nie tylko poprzez swój walor dla miasta promocyjny, ale przez swój walor wychowawczy. Czymś tę naszą młodzież musimy zająć. Widzę to choćby po swojej córce: jak wspaniale zaczęła funkcjonować, gdy zajęła się sportem.
Szkoda, że nie doszło w Łodzi do koordynacji działań między wydziałem edukacji i sportu w urzędzie miasta, żeby to trochę powiązać. Marzy mi się, by zrealizować pewną ideę: by nie patrzyć na sport tylko przez pryzmat wyników, ale żeby był on powiązany z wieloma dziedzinami życia miasta i kraju. Coś w rodzaju koordynacji działań między resortem zdrowia, infrastruktury, kultury fizycznej. Stworzenie swoistej grupy lobbystów na rzecz sportu, byliby do tego wręcz zmuszeni, bo zahaczałoby to o sprawy, którymi na co dzień się zajmują czy to w infrastrukturze, czy w ochronie zdrowia. Powiązanie sportu masowego z jakimś programem ochrony zdrowia, powiązanie sportu z infrastrukturą może przynieść określone efekty. Plusy dla sportu, w tym łódzkiego.
Wracając zaś do czekających nas wyborów: nasze zadanie, lobby sportowego, jest takie, by cały czas ludzi starających się o najwyższe stanowiska w naszym mieście uczulać na to, by sport pojawiał się w ich programach. Czy to w wymiarze rekreacyjnym, czy wyczynowym. (...)
Filip Kenig
Wydaje mi się, że Łódź będzie całkiem dobrze wyglądała, jeśli chodzi o obiekty ogólnodostepne, choćby z racji liczby orlików, które tu powstały i jeszcze powstaną. Natomiast problemem są obiekty na skalę miejską. To, o czym mówił tu Lech Leszczyński, nie jest do rozwiązania przez najbliższe lata. Bo brakuje hali, basenów o wymiarach olimpijskich, brakuje prawdziwych stadionów, innych obiektów sportowych. Chciałbym nawiązać do wypowiedzi Błażeja Modera, dotyczącej niefinansowania w mieście sportu wyczynowego. Jeżeli tak będziemy podchodzili do sprawy, to nie mamy żadnych szans, by rywalizować z innymi miastami w grach zespołowych.
Niestety, w Polsce wygląda to tak, że miasta inwestują w taki czy inny sposób w sport i traktują sport jako doskonałe narzędzie promocji. Nie oszukujmy się: sport takim doskonałym narzędziem promocji dla miast jest, szczególnie jeśli chodzi o kluby walczące o najwyższe laury, o mistrzostwo Polski, czy występujące w europejskich pucharach. Mało kto wie, jak wygląda na co dzień prowadzenie klubu sportowego, z jakimi problemami trzeba się wtedy borykać. Ja to przerobiłem od stanu zero do tego, co nam się udało przez jakiś czas zbudować. I gdyby nie współpraca z urzędem miasta, gdyby nie pomoc urzędników, gdyby nie własne zaangażowanie finansowe. (...)
Bo to jest codzienna walka o przeżycie. Na palcach jednej ręki można policzyć w Polsce kluby, które mają taki komfort finansowy, by móc cokolwiek planować w kilkuletniej perspektywie. Bo inwestorzy zjawiają się właściwie jedynie w piłce nożnej. Tylko tam można się jakoś samofinansować. (...) Co więcej, w Łodzi trudno jest zebrać także inwestorów drobnych. Czyli firmy, które mogą przekazywać w sezonie po kilka tysięcy złotych, żeby klub miał jakąś stabilność.
Nikomu się coś takiego w Łodzi jeszcze nie udało. I nie uda się, dopóki nie będzie w Łodzi lobbingu, ale i swoistej mody na sport: że tworzymy razem coś fajnego. (...) To jest uwaga do wszystkich: władz miasta, dziennikarzy, bo i media też kreują tu jakiś wizerunek sportu łódzkiego. (...)
Błażej Moder
Zacznę od Filipa Keniga. Budujesz klub na wielu poziomach. Zaczynając od szkolenia młodzików, juniorów, i to są rzeczy najważniejsze, tu jest ten najszerszy fundament. Potem ta piramida rośnie, aż do poziomu sportu wyczynowego.
Filip Kenig
Buduję to za swoje pieniądze, które nigdy się nie zwrócą. Wydział sportu trochę się do tego dorzuca, podobnie składki dzieci, ale i tak dokładasz do tego własne pieniądze: w sport taki jak koszykówka, siatkówka, rugby. Bo tu nie ma sprzedaży zawodników, wyłożone przez ciebie środki nigdy się nie zwrócą. Inwestujesz swoje pieniądze dla satysfakcji. Ci chłopcy zdobędą mistrzostwo Polski w kadetach, młodzikach, trafią do twojego zespołu jako wychowankowie. I na tym się w zasadzie kończy, bo jeśli nie zapewnisz takiemu zawodnikowi w wieku lat 18-19 odpowiedniego kontraktu, to on za pięć tysięcy złotych jedzie do innego klubu i reprezentuje barwy innego miasta.
Błażej Moder
Uważam, że bardzo niebezpieczne jest oczekiwanie, że samorząd znajdzie remedium na te wszystkie sprawy. Samorząd nie ma możliwości finansowania podmiotów działających w sferze sportu kwalifikowanego. Najpierw cztery miliony, jak w Szczecinie, potem sześć, siedem, osiem i w pewnym momencie dla wszystkich klubów pieniędzy i tak nie wystarczy i nie będzie to możliwe do utrzymania. Stoję na stanowisku, że ten strumień pieniędzy, jaki mamy, powinniśmy przeznaczyć na trenerów, opiekunów, którzy po godzinach pracy zajmują się młodzieżą, sportem rekreacyjnym. Bo jakbyśmy nad budżetem Łodzi, która jest, jak wiemy, niezwykle zadłużona, się nie pochylali, to nie znajdziemy w nim środków na zasilanie sportu wyczynowego. Może to być nawet jedna z form wykupionej promocji, ale to i tak będzie za mało. Ten trop jest ślepą uliczką.
Nie znajdzie się już w Łodzi takich środków na promocję, by utrzymać i koszykówkę, i siatkówkę, i inne dyscypliny. Natomiast jeśli chodzi o piłkę nożną, możemy iść w kierunku takim jak PGE, które finansuje siatkówkę na światowym poziomie. Ale gdy w takim przypadku kończy się zasilanie - kończy się i sam sport. I nie ma żadnych dalszych pomysłów na to, jak finansować młodzież czy zawodników. Chcę, byśmy skończyli tu z mitem finansowania sportu poprzez fundusze na promocję Łodzi. Ten pomysł jest w jakimś stopniu wykorzystywany - mamy w tym roku rekordowy budżet na ten cel, bo około 6 milionów złotych. Ale długotrwale nie znajdziemy w budżecie Łodzi środków, by utrzymywać na przykład piłkę nożną na takim poziomie, jaki zapewnia choćby PGE. Pozbądźmy się tych mitów, bo one są nierealne.
Bogusław Kukuć
Jeszcze o inwestycjach miejskich. Za moment Łódź będzie tu kompletną antyreklamą i będzie można w niej zobaczyć antypromocję. Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by dostrzec tę sytuację: już w przyszłym roku do ekstraklasy wejdzie Widzew, a być może i ŁKS, i będą rozgrywać mecze na stadionie stanowiącym w istocie gruz. To jest coś niesamowitego w porównaniu do tego, co dzieje się gdzie indziej.
Warszawa będzie miała dwa stadiony, podobnie Kraków. Poznań ma, Gdańsk ma, Wrocław ma, w tej sytuacji zostanie bez stadionu tylko Łódź: wizytówka kompletnej nieporadności. Nie będzie u nas stadionu, a wszyscy go będą mieli. Już choćby ta zbitka jest dramatyczną antyreklamą. Niebezpieczeństwo drugie: wszystko zasłania nam wspaniała hala, ale gdyby nawet koszykarze ŁKS awansowali, to nie mają gdzie grać. Bo nie ma w mieście jakiejkolwiek hali średniej. Arena jest za duża, a mniejszych brak i nie zanosi się, by to się zmieniło.
Kolejna sprawa: obserwuję napisy na strojach drużyn, które tu przyjeżdżają. W Łodzi takie firmy też funkcjonują. Zastanawiam się, jak to robią w innych miastach, skoro są w stanie namówić firmy do sponsoringu. (...) Trzeba po prostu działać. (...) Interesuje mnie więc, by samorząd, dając zgodę inwestorom na wybudowanie jakiegoś obiektu w Łodzi, uzależniał to od wsparcia przez nich sportu.
Lech Leszczyński
Trzy łyżeczki miodu do tej przelewającej się beczki dziegciu: otóż basen 50-metrowy będzie w Łodzi. Ponieważ wspólnym udziałem AZS-u i Politechniki udało nam się już zrealizować projekt. To jest dobra informacja dla łodzian. Druga dobra wieść: sejmik wojewódzki zrealizował pomysł jednego z radnych i działaczy sportowych i są już także nagrody dla zawodników wyczynowych od Urzędu Marszałkowskiego: pan marszałek przyznaje stypendia. W tym roku Urząd Marszałkowski nagradza też trenerów. I bardzo dobrze. Istnieje już także w Łodzi projekt "Łódź biegowa" - chcemy zrobić ścieżki, i to będzie element promocji miasta.
Nie zgodzę się z tym, że niekoniecznie powinniśmy utrzymywać zawodowych sportowców. Wspomnę tylko, że 1 maja 2004 roku cztery kluby wystąpiły do władz Łodzi o wspomożenie najlepszych zawodników w ramach hasła "zostańmy w Łodzi". I ci zawodnicy, jak pływak Matczak, dziś są już niestety poza Łodzią, często z trenerami. Nie było żadnej realizacji, a pomysł padł.
Ktoś dostał mieszkanie za brązowy medal? W Szczecinie też dostali mieszkanie. Ci najlepsi zawodnicy otrzymują stypendia. Ale inne miasta dają im jeszcze więcej. Więc dajmy im więcej. Wychowujemy zawodnika od szkoły podstawowej, potem staje się on olimpijczykiem i wyjeżdża z Łodzi. Nie możemy tego robić, bo to jest antypromocja miasta. I w tym wszystkim dobrze byłoby, gdybyśmy rozmawiali w gronie ludzi sportu, bo nie będzie o czym pisać. Ale nie rzucajmy przy tym pomysłów takich jak ten, by na Brusie robić na przykład wioślarstwo (głos z sali: Formułę 1!). Nawet nie wiemy, jakie to są ogromne pieniądze. Przestrzegam przed podobnymi pomysłami polityków. Miejmy świadomość, co naprawdę możemy w Łodzi zrobić - czy to na poziomie ekstraklasy czy niższym. Nie bójmy się marzyć w Łodzi o medalach olimpijskich. Jak nie będziemy o tym marzyć, niczego nie osiągniemy. Sylwka Bednarka na zeskoku w Berlinie, jego radość, oglądały dwa miliardy ludzi!
Dział Sprzedaży Domowej 90-532 Łódź ul. ks. I. Skorupki 17/19 pn-pt 8.00 - 17.00 tel.: 0-42 66-59-360, fax: 0-42 637-75-11 e-mail: prenumerata@dziennik.lodz.pl
Reklama:
Dział Sprzedaży Reklam
Łódź 90-532 ul. ks. hm. I. Skorupki 17/19 tel. 0-42 66-59-430 fax: 0-42 66-59-437
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikLodzki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.