Komitety wyborcze będą miały w długi weekend dużo pracy (© fot. Krzysztof Szymczak)
M. Darda, M. Pawlak
2010-04-30 06:51:00, aktualizacja: 2010-04-30 06:52:31
Długi majowy weekend to ostatnia szansa dla partyjnych działaczy na zebranie podpisów, które umożliwią start ich kandydatom w wyborach prezydenckich 20 czerwca.
Ubiegający się potrzebują po 100 tys. podpisów, ale część z nich tradycyjnie zakwestionuje Państwowa Komisja Wyborcza. Tak się dzieje przy kampaniach prowadzonych w normalnych warunkach, a w tej kampanii polityków goni czas. Podpisy do PKW muszą dotrzeć najpóźniej 6 maja, dlatego łódzkie partie chcą je zebrać do 4 maja. Czasu coraz mniej, tymczasem bezpieczna "górka", jak mówią, to 30 proc.
Determinacja jest tak duża, że łódzki Sojusz Lewicy Demokratycznej popiera... Bronisława Komorowskiego z PO, a partyjni koledzy Komorowskiego ochoczo podpisują listy poparcia dla Grzegorza Napieralskiego z SLD. Co ciekawe, łódzcy radni Sojuszu podpisywali też listy... prawicowego Marka Jurka.
- Trzeba się wspierać, podpisałam listę Marka Jurka, chętnie podpiszę także Andrzeja Olechowskiego, ale jeszcze nie trafiłam na jego komitet - mówi Iwona Bartosik, radna SLD.
Podpisy jednej osoby na listach różnych kandydatów nielegalne nie są, bo PKW sprawdza tylko zgodność danych. SLD kluczową ofensywę przeprowadzi dziś, głównie na bazarach. Sojusz założył zebranie 8 tys. podpisów dla Napieralskiego w województwie łódzkim i 4 tysiące w Łodzi, wykorzysta do tego również imprezy majówkowe.
Koło Akademickie PO chwali się, że uzbierało 5 tys. podpisów dla Komorowskiego, a Koło Aktywności Platformy już w zeszłą sobotę zanotowało 3,5 tys. Zbiórka jednak trwa w najlepsze. Radny PO Sebastian Tylman ma już 50 podpisów, senator Maciej Grubski ponad 180, bo w PO nie ma wyznaczonych konkretnych limitów.
Mimo kłopotów dobrze radzi sobie Stronnictwo Demokratyczne, które zbiera podpisy dla Andrzeja Olechowskiego. SD w Łodzi i regionie to niewielka organizacja, na dodatek podzielona na zwaśnione obozy, nawzajem uważające się za nielegalne, a jeden z nich otwarcie nawołuje do niepodpisywania list Olechowskiego. Jakby tego było mało, pojawiły się doniesienia, że sztab Olechowskiego płaci po 2 zł za złożenie podpisu. Sam kandydat te doniesienia zdementował podczas swej wtorkowej wizyty w Łodzi.
- Jest nas niewielu, ale wciąż przychodzą wolontariusze, którzy ściągają listy poparcia z internetu i przynoszą wypełnione - mówi Robert Pawlak, szef łódzkiego klubu SD.- Mamy już około 4 tysięcy podpisów. We wtorek na dworcu Andrzeja Olechowskiego przywitało dwóch starszych panów, którzy skrzyknęli się w Pabianicach i sami zebrali 1,5 tysiąca.
Akcja zbierania podpisów pokazuje także rozdźwięk na łódzkiej prawicy. Należący do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego były prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki zapowiedział w "Polsce Dzienniku Łódzkim" poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego, tymczasem prezes ZChN Marian Papis znajomym podsuwa listy z poparciem Marka Jurka. Wśród zwolenników Kaczyńskiego w Łodzi zebranie podpisów na swe barki wzięła młodzieżówka PiS.
Kłopotów nie będzie mieć Polskie Stronnictwo Ludowe i jego kandydat - wicepremier Waldemar Pawlak. Wczoraj stwierdził co prawda, że na dobre podpisy ludowcy zaczną gromadzić 3 maja. A to znaczy, że gros podpisów musi zostać zgromadzone w trzy dni. Ale może wicepremier Pawlak wie, co robi, bo oddanym mu elektoratem są przede wszystkim koła gospodyń wiejskich i strażacy ochotnicy. A ci z mobilizacją kłopotów nie mają. Tylko wczoraj wczesnym popołudniem łódzki PSL wyliczył, że ma 12 tys. podpisów.
- A listy z terenu województwa dowożone są bez przerwy - usłyszeliśmy w sekretariacie ludowców.