Dach przecieka tak, że gdy nad Łodzią gromadzą się chmury, pracownicy już wyciągają miski, aby podstawić je pod dziury. Pieniędzy na remont nie będzie, bo budynek należy do Urzędu Marszałkowskiego, a nie do magistratu.
Jeszcze ciekawiej bywa w SP nr 120. Ogrodzenie jest zniszczone, więc pod szkołę podchodzą dziki z Łagiewnik i straszą uczniów. Wszystko udokumentował powiatowy sanepid, a wczoraj jego dyrektor Urszula Jędrzejczyk przedstawiła radnym z komisji edukacji raport na temat stanu sanitarno-technicznego łódzkiej oświaty.
Dziury w dachu i zagrożenie dzikami to nie są jedyne perełki z raportu sanepidu. W 2009 r. jego inspektorzy skontrolowali sześć piaskownic przy przedszkolach.
W trzech mieszkały niebezpieczne drobnoustroje. - Teraz, gdy chcemy skontrolować piaskownicę, dyrektor przedszkola od razu ją zamyka - mówiła radnym Jędrzejczyk. Opowiadała też, że na skutek braku pielęgniarek, gdy w szkole pojawiają się wszy albo świerzb, dyrektorzy dzwonią do sanepidu, bo nie wiedzą, co robić.
Dorota Szafran, wicedyrektor wydziału edukacji magistratu, zdradziła, że co piąta szkoła w Łodzi nie ma ciepłej wody, co od września będzie sprzeczne z prawem. A tam, gdzie ten luksus jest dostępny, ciepła woda często leci wyłącznie z kranów przy salach gimnastycznych.
W złym stanie sanitarno-technicznym jest 60 podstawówek na 105 w Łodzi. A będzie ich jeszcze więcej po wejściu w życie rozporządzenia o ciepłej wodzie.
Aby wyremontować tylko dachy, podłogi, okna oraz korytarze w szkołach, potrzeba pół miliarda złotych. Co roku znajduje się na to zaledwie około 25 mln zł.