Jak na zawołanie w 26. minucie meczu Argentyny z tej analizy mógł skorzystać doświadczony arbiter z Włoch Roberto Rosetti. Wbrew przepisom FIFA powtórka nieprzepisowo strzelonego gola Carlosa Teveza została bowiem wyświetlona na telebimie. Rosetti mógł w zwolnionym tempie zobaczyć, że Argentyńczyk był na spalonym. Popatrzył, podyskutował z sędzią bocznym i... gola uznał! Możemy tylko przypuszczać, że bał się tworzenia precedensu.
Szkoda, bo pomyłki sędziowskie wypaczają mundial w RPA i taki odważny gest Rosettiego - skorzystanie z "nielegalnej" powtórki i przyznanie się do błędu - mógłby dać prezydentowi FIFA Seppowi Blatterowi do myślenia.
Nie ma sensu gdybać, czy niesłusznie uznany gol wypaczył wynik tego meczu. Raczej nie, bo podopieczni Diego Maradony gładko pokonali rywali 3:1. Niesmak jednak pozostał, choć Argentyńczycy nie chcieli przyznać, że sędzia popełnił błąd. - Wiem tylko, że wreszcie udało mi się przełamać strzelecką niemoc na tym mundialu i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Otworzyłem wynik meczu, dzięki czemu grało nam się łatwiej. To wszystko - powiedział Carlos Tevez.
Argentyńczycy znów potwierdzili, że w RPA są najpoważniejszymi kandydatami do tytułu mistrza świata. Z Meksykiem zagrali doskonale, gdy trzeba było przyśpieszyć, bezlitośnie wykorzystywali swoje żądła z linii ataku. Powstrzymać będzie ich mogła tylko drużyna, która rozegra w decydującej fazie wielki mecz. Wydaje się, że szansę na to mają tylko Brazylia i Hiszpania. Nawet dla Holendrów i Niemców mogą to być za wysokie progi.
Z tymi ostatnimi Argentyna zmierzy się już w ćwierćfinale (sobota, godz. 16, transmisja TVP 2). Jeśli przejdą Niemców, czeka ich dalszy ciąg "drogi śmierci". Bowiem w półfinale Albicelestes mogą trafić na Hiszpanię, a w finale na Brazylię lub Holandię.
Zespół Maradony ma Puchar Świata na wyciągnięcie ręki także dlatego, że wciąż nie przebudził się największy gwiazdor Lionel Messi. Podobnie jak we wcześniejszych meczach dużo biegał z piłką przy nodze, dryblował, podawał i strzelał, ale gola nie zdobył. Asystował za to przy niesłusznie uznanej bramce Teveza. Był także bliski trafienia w końcówce meczu.
W 52. minucie Tevez pokazał, że nie zawsze potrzebuje pomocy sędziów, by strzelać gole. Napastnik Manchesteru City zdobył najładniejszą bramkę tych mistrzostw. Z 25 metrów huknął tak, że nawet wyczyniająca cuda piłka Jabulani musiała polecieć prosto w okienko bramki Oscara Pereza. W tym momencie było już 3:0. Wcześniej fatalne podanie obrońcy Meksyku wykorzystał Gonzalo Higuain, który w RPA także imponuje formą. Nie tylko z czterema trafieniami prowadzi w klasyfikacji strzelców. Jest też szybki, dynamiczny, ruchliwy - zupełnie, jakby nie miał w nogach ciężkiego sezonu w Primera Division. Meksykanie odpowiedzieli jeszcze trafieniem Javiera Hernandeza.
- Nie było łatwo pokonać Meksyk, ale uczyniliśmy ten ważny krok. Teraz musimy przed wszystkim odpocząć i przygotować się do meczu z Niemcami. Mamy na to sześć wspaniałych dni - zakończył Carlos Tevez.