Większość magistrackich urzędników, utożsamianych z prezydentem Jerzym Kropiwnickim, nie odczuła zbyt boleśnie rewolucji, jaką było referendum i odwołanie ich szefa przed upływem kadencji. Kilku byłych już "ludzi Kropy" pracuje w magistracie, inni znaleźli mniej lub bardziej lukratywne posady. Są i tacy, którzy świetnie dogadali się z nową władzą.
Teresa Woźniak, była szefowa Łódzkiej Spółki Infrastrukturalnej, najczęściej krytykowany urzędnik z ekipy poprzedniego prezydenta, nie musiała szukać pracy.
To praca znalazła ją. Woźniak, odwołana w lutym przez nową radę nadzorczą, wyznaczoną już przez SLD, została... wiceszefową departamentu infrastruktury w Urzędzie Marszałkowskim. Wygrała konkurs, ale jak mówią politycy łódzkiej PO, "jeśli nie chodziło o jej kompetencje, to o prztyczek w nos Dariusza Jońskiego". W Urzędzie Marszałkowskim rządzi PO, ta sama, która współrządzi miastem z SLD. Koalicjanci robią sobie zatem na złość.
Prawa ręka Jerzego Kropiwnickiego, najpierw szef jego doradców, a później wiceprezes łódzkiego lotniska Wojciech Łaszkiewicz, dostał etat w Związku Regionalnych Portów Lotniczych. Choć nie ma już nic wspólnego z lotniskiem w Łodzi, w ZRPL nadal jest wiceprezesem. Jak mówi "prowadzi sekretariat". Na pytanie, czy to oznacza, że jest sekretarką, odpowiada:
- Organizuję pracę Związku, będę bywał w Sejmie, by dbać o interesy portów i pasażerów.
Znacznie gorzej wiedzie się drugiej prawej ręce prezydenta, czyli Grzegorzowi K. Został tymczasowo aresztowany, bo wcześniej usłyszał prokuratorski zarzuty w związku z nieprawidłowościami, do jakich miało dochodzić w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania, kiedy był prezesem spółki. Prokuratura zapowiada, że wkrótce do sądu trafi akt oskarżenia w tej sprawie. Podobne kłopoty ma też drugi prezes miejskiej spółki, zatrudniony przez byłego prezydenta - Krzysztof Wąsowicz z MPK. Wąsowiczowi prokuratura zarzuciła, że przyjął milion złotych łapówki. On twierdzi, że jest niewinny i został pomówiony. Wąsowicz też był tymczasowo aresztowany, teraz na wolności czeka na dalsze czynności wymiaru sprawiedliwości. Ale zdążył złożyć pozew do sądu przeciwko MPK o nieprawne - jego zdaniem - odwołanie go.
Bezboleśnie z byłym szefem rozstał się Michał Ciepłucha, asystent Jerzego Kropiwnickiego. Jak tylko Tomasz Sadzyński objął fotel pełniącego funkcję prezydenta, Ciepłucha zameldował się pod jego gabinetem gotów do pracy. Przez kilka dni rzeczywiście asystował nowemu prezydentowi, ale został odesłany do wydziału ochrony środowiska. Czyli tam, skąd przyszedł asystować Kropiwnickiemu. To nie koniec, niedawno Ciepłucha dostał się do zdominowanej przez PO i PSL rady nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. W jaki sposób, skoro wciąż jest kojarzony z ultraprawicowym Kropiwnickim? Zdobył rekomendacje liczących się organizacji ekologicznych i marszałek województwa Włodzimierz Fisiak (PO) niechętnie, ale musiał jego kandydaturę poddać pod głosowanie. Sejmik ją przepchnął i Ciepłucha ma posadę. Za jedno posiedzenie rady miesięcznie dostanie 2,3 tys. zł na rękę.
Posadę w miejskiej spółce - Łódzkim Przedsiębiorstwie Ogrodniczym - stracił wiosną Karol Chądzyński, były wiceprezydent, szef kampanii wyborczej, wreszcie wieloletni przyjaciel Jerzego Kropiwnickiego. Niewiele go to chyba obeszło. Wieść niesie, że już przed referendum mówił, że ma emeryturę, więc niech się dzieje co chce.
Z byłych "ludzi Kropy", pozostających w magistracie, jest Dominika Ostrowska-Augustyniak. Niegdyś była asystentką prezydenta Kropiwnickiego, później szefową łódzkiego biura w Brukseli i wreszcie szefową wydziału promocji. Została zwolniona, bo sobie nie radziła z miejską promocją, ale dostała posadę głównego specjalisty w tym wydziale, z pensją 6 tys. zł. Mniej szczęścia miał jej mąż - Kajus Augustyniak, rzecznik byłego prezydenta. W czerwcu wziął ostatnią pensję z magistratu (zaległy urlop i trzymiesięczne wypowiedzenie- mp.) i szuka pracy.
Fachowość i znajomość miejskich finansów pozwoliły zachować posady Krzysztofowi Mączkowskiemu, skarbnikowi miasta, i Grzegorzowi Słodkiemu, szefowi wydziału budżetu.