Rowerowa Masa Krytyczna startuje w każdy ostatni piątek miesiąca o godz. 18 z Pasażu Schillera. Potem rowerzyści w eskorcie policji jadą grupą kilkuset osób po Łodzi. W ten sposób chcą pokazać władzom miasta i kierowcom samochodów, że jest ich wielu i trzeba się z nimi liczyć.
- Niektórzy zarzucają nam, że blokujemy miasto. Tymczasem samochody blokują miasto codziennie i nikt nie zwraca na to uwagi - mówi Hubert Barański z Fundacji Normalne Miasto Fenomen, jeden z organizatorów Masy.
Podczas Masy zawsze jest "coś ekstra". Tym razem cykliści pojadą śladami starych fabryk. Zamiast przewodników wykorzystają system fotokodów i uruchomioną niedawno trasę po Łodzi przemysłowej.
Odwiedzą też Łódź Art Center i organizatorów festiwalu Retro/Per/Spektywy.
- Pojedziemy niezależnie od warunków pogodowych - zapewnia Barański.
Celem Masy jest też polepszenie warunków jazdy na rowerach. Tym razem cykliści mieli skoncentrować się na problemie nielubianych przez nich przycisków na ścieżkach dla rowerów, przy których trzeba się zatrzymać i dotknąć ręką, by włączyć sobie zielone światło. Rowerzyści naliczyli w Łodzi ponad 250 miejsc, w których znajdują się takie urządzenia.
- Jednak w piątek nie będziemy się tym zajmować. Na spotkaniu z Zarządem Dróg i Transportu doszliśmy do porozumienia - zapewnia Hubert Barański.
Zgodnie z umową, ZDiT ma na próbę zdjąć kilka detektorów ruchu.
- Tam, gdzie będzie to możliwe, wyłączymy je i będziemy obserwować ruch. Ale ze względów bezpieczeństwa nie wszędzie będzie to możliwe - twierdzi Aleksandra Kaczorowska z biura prasowego ZDiT.
Jeżeli udałoby się wyłączyć przyciski, byłby to drugi już w tym roku sukces rowerzystów. Kilka tygodni temu uroczyście świętowali umożliwienie im przejazdu na wprost ulicą Piotrkowską.