Myślę, że tak. Sam jestem tego przykładem. Nie pochodzę z Łodzi, a z Tarnowa, renesansowego miasta położonego na południu Polski, między Krakowem a Rzeszowem. Przyjechałem tu na studia i zostałem na stałe. W Łodzi założyłem rodzinę i dziś nie wyobrażam sobie, bym mógł mieszkać w innym mieście. Choć bardzo trudno byłoby mi udowodnić dlaczego jest to wspaniałe miasto.
Zapytam więc, co zatrzymało Pana w Łodzi?
To, że zdobyłem tu wielu życzliwych ludzi, przyjaciół. Już nie mówiąc o tym, że poznałem tu moją żonę, która jest łodzianką. Dobrze przez te lata poznałem życie w Łodzi. Wiem, jak po tym mieście się poruszać, jakich miejsc unikać.
Dzięki temu życie w Łodzi jest przyjemne i sympatyczne. Cały czas wspieram starania, by do tego miasta przyjeżdżało jak najwięcej gości, turystów. Jest z tym duży problem.
Dlaczego?
Wawelu drugiego nie zbudujemy, tak jak wieży Eiffla. Te możliwości Łodzi w porównaniu z innymi miastami są ograniczone i skromne. Jednak ma ona atuty, które mogą tu sprowadzić gości na jeden-dwa dni. Nad tym jednak władze Łodzi, dyrektorzy różnych placówek artystycznych, kulturalnych, muszą pracować.
A Łódź lubi iluzjonistów?
Raczej tak. Chociaż każde miasto na świecie, gdzie są prężne ośrodki iluzjonistyczne, im sprzyja. Poza tym nie mamy tu porównania, bo jeśli chodzi o iluzjonistów, to Łódź nie ma w Polsce konkurencji. Sztuka iluzji jest tu bardzo rozwinięta. W Łodzi odbywa się co roku Międzynarodowy Kongres Iluzjonistów. Tegoroczny rozpocznie się za tydzień. Odbywa się też festiwal Magiczna Łódź.
Pana przygoda z iluzją też zaczęła się w Łodzi?
Oczywiście! I to dosyć późno. Byłem już studentem czwartego roku germanistyki na Uniwersytecie Łódzkim. Wtedy przez przypadek wpadł mi do ręki podręcznik sztuki iluzji napisany po niemiecku. Zacząłem ćwiczyć różnego rodzaju sztuki. Wychodziły mi nieźle, po-woli stawały się moją pasją. Dowiedziałem się, że przy Łódzkim Domu Kultury jest siedziba Krajowego Klubu Iluzjonistów. Zostałem do niego przyjęty. Od razu włączyłem się w organizację Międzynarodowych Kongresów Iluzjonistycznych. Chcę podkreślić, że w czasie PRL-u niewiele było w Łodzi imprez, na które przyjeżdżali ludzie zza "żelaznej kurtyny". A my jeszcze w latach 80. mieliśmy artystów z Francji, Szwajcarii, Austrii, zachodnich Niemiec, Norwegii, Szwecji. Przyjeżdżali chętnie do Łodzi. Polska była wtedy modna. Bo Solidarność, papież Jan Paweł II. Do tego jeszcze puste sklepy, długie ko-lejki. Robili sobie zdjęcia. Dziś na nasz kongres przyjeżdżają artyści z najwyższej, światowej półki. Gdyby David Copperfield widział obsadę, która występuje w spektaklu galowym na scenie Teatru imienia Jaracza, to zzieleniałby z zazdrości.
Ale to przecież on uchodzi za najlepszego iluzjonistę?
Jest na pewno najpopularniejszym iluzjonistą, zrobił masę programów telewizyjnych, ma ogromną widownię. Natomiast artyści, którzy do nas przyjeżdżają, rzadko pokazują się w telewizji, występują w programach "na żywo". Oni są bardzo popularni w naszej branży. Łodzianie, którzy przyjdą na galę, zobaczą nieprawdopodobne rzeczy, które zgodnie z nauką i logiką wyniesioną ze szkoły nie powinny się zdarzyć, a jednak mają miejsce.
Gdy gwiazdy iluzji przyjeżdżają do Łodzi, co oglądają? Mają niewiele czasu na zwiedzenie Łodzi. Zwykle pierwszego dnia, po kolacji, jeśli pogoda pozwoli, robimy spacer po mieście.
Idą na Piotrkowską, do Manufaktury, oglądają Pałac Poznańskiego. Nie ma czasu, by zobaczyć Księży Młyn.
Pan ma swoje magiczne miejsca w Łodzi?
Mam, są związane z lokalami w których serwuje się dobrą kawę. Jestem uzależniony od kawy, wypijam co najmniej pięć-sześć filiżanek dziennie. Mam więc kilka miejsc, gdzie ta kawa wybornie mi smakuje. Pijąc ją przeglądam codzienną prasę. Przy okazji wpadają mi do głowy ciekawe pomysły. Kiedyś chciałem zrobić coś szczególnego dla gości naszej gali. Uznałem, że nie zaimponuję im umiejętnościami iluzjonistycznymi, więc postanowiłem ułożyć wiersz o Łodzi. Nawiązuje do ulicy Piotrkowskiej, innych elementów miasta będących atrakcjami turystycznymi, jak Pałac Poznańskiego, ławeczka Tuwima. Wiersz był oparty na pomyśle "Zaczarowanej dorożki" Gałczyńskiego i zatytułowałem go "Zaczarowana Piotrkowska". Jest w nim mowa o iluzjonistach, którzy wracają do Łodzi, chcą zaczarować to miasto. Łodzianie boją się, że wykrzywią Piotrkowską, albo zniknie Tuwim z ławki. Był to niemal poemat, liczący 24 zwrotki.
Co by Pan dla tej Łodzi wyczarował?
Podstawowym marzeniem jest to, by nasz festiwal, który jest coraz lepszy, stał się imprezą robioną z dużym rozmachem. Do tego nie wystarczy jeden spektakl w Teatrze imienia Jaracza. Marzy mi się, by zrobić drugi w Teatrze Wielkim lub po remoncie w Teatrze Muzycznym. Byłyby w nim elementy dużej iluzji. Wielkie rekwizyty, asystenci, fruwające fortepiany, latające motocykle. I gala mikro iluzji w Pałacu Poznańskiego, gdzie goście z lampką szampana wędrują przy dźwiękach walców Straussa pomiędzy stolikami, przy których pokazy dają iluzjoniści. Mam nadzieję, że uda się to zrobić. Przecież nasz kongres to znakomita promocja miasta!
A nie wyczarowałby Pan lepszych dróg, odnowionych kamienic? To zależy nie od czarów czy iluzji, tylko mądrych gospodarzy miasta i funduszy. Jeśli będziemy mieli jedno i drugie, to na pewno wypięknieją kamienice, place, skwery i lepiej będzie się jeździło po ulicach.
Może Pan powiedzieć, że jest łodzianinem z Tarnowa?
Na pewno! Kocham Łódź! W Tarnowie bywam tylko kilka razy w roku, bo mam tam jeszcze brata i paru przyjaciół. Mogę godzinami chodzić tarnowskimi ulicami i nie spotkam nikogo znajomego. W Łodzi trudno mi przejść pół godziny Piotrkowską, bym nie spotkał kilku znajomych.
Dział Sprzedaży Domowej 90-532 Łódź ul. ks. I. Skorupki 17/19 pn-pt 8.00 - 17.00 tel.: 0-42 66-59-360, fax: 0-42 637-75-11 e-mail: prenumerata@dziennik.lodz.pl
Reklama:
Dział Sprzedaży Reklam
Łódź 90-532 ul. ks. hm. I. Skorupki 17/19 tel. 0-42 66-59-430 fax: 0-42 66-59-437
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikLodzki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.