Kiedyś chłop dbał o obejście lepiej niż o dom. Gospodarstwo w Będzelinie dalekie jest jednak od ideału. W niewielkiej chlewni gnieździ się ponad 40 świń.
Maciora leży w gnoju, warchlaki biegają samopas, a koryta nie ma ani jednego. Pijany właściciel tłumaczy, że nic złego się nie dzieje. Na pytanie wolontariuszy z łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami: - Ile ma pan świń? Odpowiada: - Nie wiem, przecież ich nie liczę.
W zeszłym tygodniu z interwencją do gospodarza przyjechała policja. Właściciel hodowli dostał ostrzeżenie. Nie posłuchał. - Mężczyzna notorycznie łamie ustawę o ochronie zwierząt. Trzyma świnie w zatłoczonych boksach, w hodowli nie ma karmy, zwierzęta leżą w gnoju. Niektóre są bardzo wychudzone - mówi Ewa Nawalny, prezes łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Wizyty powiatowego inspektoratu weterynarii z Łodzi, łódzkiego TOZ, policji z Koluszek i przedstawiciela wydziału rolnictwa i ochrony środowiska Urzędu Gminy w Koluszkach, gospodarz się w piątek nie spodziewał.
- Takiego chlewu jeszcze nigdy nie widziałam. Powinniśmy zabrać zwierzęta od razu, ale staramy się rozmawiać z właścicielem i nakłonić go do poprawy warunków - mówi Jolanta Bębenek, wolontariuszka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Jak można prowadzić hodowlę dla ponad 40 świń i nie mieć paszy ani nawet przygotowanych koryt - dziwi się Bębenek.
W jednym boksie żyje maciora i 15 warchlaczków. Na podłodze zamiast ściółki są stosy odchodów. - Karmiąca maciora powinna mieć stały dostęp do wody - mówi Tadeusz Bek, lekarz weterynarii z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Łodzi.
W chlewni nie było koryt z piciem ani jedzeniem. Właściciel tłumaczył, że dowozi śrutę dla świń na rowerze. Czy ma wodę? Nie wiadomo. - Worek jedzenia na 40 świń i kilkanaście kurczaków nie wystarczy - denerwuje się Nawalny.
Gdyby nie obecność policji, mogłoby dojść do rękoczynów.
- Muszę z czegoś żyć. Nie róbcie problemu - krzyczał upojony alkoholem mężczyzna.
Gospodarz dwa razy w roku zawozi świnie na ubój. - Za dwa miesiące sprzedam je do ubojni w Warkocicach. Tam nigdy nie narzekali na ich stan - stwierdził.
- Jestem przekonana, że gdyby wiedzieli, w jakich warunkach trzymane są świnie, nigdy by ich nie wzięli - odgrażała się Ewa Nawalny.
Weterynarz stwierdził, że zwierzęta są zdrowe, dlatego teraz nie będzie nakazu odebrania zwierząt. Będzie za to pismo do gminy, zobowiązujące ją do skontrolowania chlewni za dwa tygodnie. - Jeśli nic się nie zmieni, zwierzęta trafią w inne miejsce, do czasu uporządkowania gospodarstwa. Trzeba też zapewnić im pokarm - mówi prezes łódzkiego TOZ.