RECENZJA: "Tajemnica Filomeny" [ZWIASTUN]

RECENZJA: "Tajemnica Filomeny" [ZWIASTUN]

Dariusz Pawłowski

Dziennik Łódzki

Dziennik Łódzki

RECENZJA: "Tajemnica Filomeny" [ZWIASTUN]

@Best Film

Jedną z podstawowych zasad kina jest dobre opowiadanie historii. "Tajemnica Filomeny" to wypełnienie owej reguły perfekcyjne: świetnie opowiedziana fascynująca historia. W dodatku prawdziwa.
Tytułowa tajemnica zostaje szybko wyjaśniona, zatem niczego odbierającego przyjemność z oglądania filmu tutaj nie zdradzam. Filomena jako nastoletnia dziewczyna uległa urokowi przystojnego młodzieńca, za co "zapłaciła" samotną ciążą. To lata 50. ubiegłego wieku, katolicka Irlandia, przekonanie, że taka sytuacja niesie wstyd dziewczynie i jej rodzinie. Filomena ląduje u sióstr w opactwie Roscrea, gdzie rodzi chłopca i ciężko pracuje na swoje utrzymanie.
Dziecko widuje tylko godzinę dziennie, w dodatku po kilku latach jej Anthony zostaje oddany do adopcji. Pięćdziesiąt lat później kobieta podejmuje ostatnią próbę odnalezienia syna, w czym ma jej pomóc Martin Sixsmith, właśnie wylany z rządowej posady doświadczony dziennikarz. Razem wyruszają w podróż, która znacząco wpłynie na ich życie.

Frears oparł konstrukcję filmu na tej parze i różnicach między Filomeną a Martinem. Ona prostoduszna, niewykształcona, nie "łapiąca" błyskotliwych żartów, rozczytana w romansidłach, z niezachwianą wiarą w Boga i człowieka. On zaś to inteligent, mężczyzna obyty, który otarł się o wielki świat i z hukiem z niego wypadł, co "wzbogaciło" go o cynizm, ironię na granicy złośliwości oraz nienajprzyjemniejszy stosunek do innych ludzi. Jak wielu "mózgowcom", jego inteligencja przeszkadza mu w prostych odpowiedziach na trudne pytania. "Czy wierzysz w Boga?"- pyta go Filomena. "To zbyt głębokie pytanie, by udzielić jednoznacznej odpowiedzi"- uważa Martin. Dla jego towarzyszki oczywistym jest, że można odrzec tylko "tak" lub "nie". A później nie ma co szukać dziury w całym.

Odmienność Filomeny i Martina to idealne podłoże do rozmaitych tragikomicznych sytuacji, których Frears buduje całkiem sporo, na szczęście ani na chwilę nie rujnując idealnie zachowanych proporcji między humorem a wzruszeniem. To także znakomite potwierdzenie tezy o możliwości uczenia się przeciwstawnych światów nawzajem od siebie. I z tego Frears obficie korzysta, unikając jednak pułapek nadmiernych uproszczeń i nachalnego dydaktyzmu.

Całość zbudowana jest na absolutnie wciągającej historii oraz świetnym scenariuszu i w nim tkwi największa siła produkcji. Autorzy, Steve Coogan i Jeff Pope, bardzo precyzyjnie rozłożyli emocje, zwroty akcji, przemiany bohaterów. Wszystko opatrzyli wyśmienitymi dialogami i fantastycznie rozwijają relację między głównymi bohaterami. Tak znakomicie napisane role ponieśli na wyżyny aktorstwa wspomniany Coogan i Judi Dench (nominowana za Filomenę do Oscara, po raz siódmy w swojej karierze). Szczególnie Dench zachwyca i porywa wielością odcieni swojej kreacji. Filomena to prosta osobowość, ale bardzo głęboko przez Dench skonstruowana, niezmiernie wrażliwie potraktowana, z całą paletą doznań, od intymnej rozpaczy po czystą godność.

Frears nie byłby sobą, gdyby nie wyakcentował pewnych elementów, stąd m.in. pogląd, że "Tajemnica Filomeny" to film antykościelny. Jednak więcej w nim pretensji do osób wykorzystujących instytucję dla własnych słabości niż samej instytucji (może z jednym zbyt prostackim skrótem, że złość w kobiecie bierze się z braku seksu). Znalazł też w historii Filomeny egzemplifikację największego uczucia na Ziemi, czyli miłości matki do dziecka (choć ileż mamy tego zaprzeczeń), ale i przekonania, że życie po to trwa, by nie pozostawało w przeszłości. Dojmująca bywa świadomość, że to, co zrobiliśmy na początku, będzie z nami do końca i jak bardzo determinuje nasze życie. Grozi to zawłaszczeniem przez błędne koło. By się z niego wyzwolić wystarczy jedno słowo. Wybaczam. Najpierw sobie.

Tajemnica Filomeny
dramat, Wlk. Brytania/USA
reż. Stephen Frears
wyst. Judi Dench, Steve Coogan

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

sLAZAK bRESLAU

POLAKI NA SIBIR (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Po Ukrainije czas na wyzwolenie SLASKA !
Stop polskiej okupacji !
KUTZ i GORZELIK to nasza nadzieja na koniec okupacji SLONSKA !!
polska to nie kraj a choroba, Ruch Autonomii Śląska to lekarstwo...rozwiń całość

Po Ukrainije czas na wyzwolenie SLASKA !
Stop polskiej okupacji !
KUTZ i GORZELIK to nasza nadzieja na koniec okupacji SLONSKA !!
polska to nie kraj a choroba, Ruch Autonomii Śląska to lekarstwo !!!
Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska, o Polsce i Śląsku : Dać Polsce Śląsk to tak, jak dać małpie zegarek. No i po 80 latach widać, że małpa zegarek zepsuła.

Według mnie to poloki to sa podludzie nie zaslugojom na ta pieykno zimyjo!! poloki to biale murzyny, smieci europy !!! polak to makumba dla pana slazaka albo niemca!!
moj Meister tak mowi polki to sie nadajom ino na P Putzfrauen albo Prostituirte --- sprzontaczki albo prostytutki, a poloki ino na Penner --- menele
i racjo mo !!
tu nie chodzi ino o pis ale o wszystkich goroli chodzi o to ze oni tukej na Slonsk przylezli za buga i tam majom wrocic jak sie im sie jeden kopf utnie taki pis to urosniye nowy trzeba ich wszystkich wykopac i trza pamientoc ze katolicy to mohery,
slonsk zawsze juz za prusow i czechow byl PROTESTANCKI i tukej wtedy panowol richtig ordnung!
katole to w calej europie som posmiewiskiem i som zacofanymi moherami nie ino poloki!!
Ruchu Autonomii Śląska to jedyno schanso! polskie katolstwo raus !
zwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo