Mariusz Wlazły jak David Beckham

    Mariusz Wlazły jak David Beckham

    Dariusz Kuczmera

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Rekordy popularności biją nasi siatkarze. I drużynowo, i indywidualnie. Potrafią być magnesem dla kibiców wypełniających Atlas Arenę i Stadion Narodowy. Oblegani są często przez łowców autografów. Kibiców ogarnęło szaleństwo.
    Dariusz Kuczmera

    Dariusz Kuczmera ©Grzegorz Gałasiński

    Z największą histerią kibiców spotkałem się na Old Trafford po meczu eliminacji Ligi Mistrzów z... ŁKS. Tak, tak, kiedyś Manchester United gościł ŁKS, a trener Bobby Charlton szedł na piwo z trenerem Markiem Dziubą. Nawet uzyskaliśmy tam honorowy wynik, a mecz życia rozegrał obecny trener dziewcząt w Zgierzu Grzegorz Krysiak.

    Ale wracajmy do kibiców. Otóż przed wyjściem z szatni piłkarzy Manchesteru zgromadził się po meczu tłum szalejących kibiców. Pisk, krzyk, jak na koncercie Beatlesów. Oczywiste, że nikt nie zapanuje nad takim żywiołem, więc w Manchesterze opracowali system, który pozwolił piłkarzom ujść z życiem i uniknąć konfrontacji. Otóż David Beckham, Andy Cole i inni na chwilę wystawiali tylko głowę przez drzwi prowadzące do szatni, co powodowało wzrost kibicowskich decybeli, ale też było sygnałem dla ochroniarza. Dżentelmen z bronią ustaliwszy, jaki piłkarz się wychylił, szedł na parking po auto gwiazdy, podjeżdżał pod samo wejście i piłkarz Manchesteru mógł spokojnie odjechać do domu!

    Polscy siatkarze może nie muszą tak się kryć w swoich samochodach, ale nie mają łatwego życia. Doszło do tego, że skradziono na pamiątkę tablice rejestracyjne z autokaru naszej siatkarskiej kadry. Dziwię się, że nikt nie ukradł całego autokaru. Ze wszystkimi siatkarzami. Mieć w domu na pamiątkę Mariusza Wlazłego - bezcenne.

    Jedni kibice uwielbiają, inni nienawidzą. Fani Widzewa nie kochają Włodzimierza Tylaka, bo kojarzą go bardziej z ŁKS. I odwrotnie z dystansem do Andrzeja Kretka, byłego bramkarza Widzewa, podchodzą ortodoksyjni kibice ŁKS. A przecież robota trenera jest jak każda inna. Gdzie człowieka rzucą, tam próbuje zarobić na kawałek chleba.

    Andrzej Kretek dostał już w swojej karierze trenerskiej po pupie, więc kibice mogliby go oszczędzić. Pamiętam, jak prowadził Widzew i przegrał mecz Pucharu Polski z Flotą w Świnoujściu. Był po ostatnim gwizdku sędziego blady jak ściana. Tym bardziej, że mecz z trybun oglądał wszechmogący Andrzej Grajewski.

    Łódzko-hanowerski biznesmen mógł jednak nie do końca dokładnie oglądać mecz, bo wdał się w działania z... kibicami. Otóż w pewnym momencie fani Widzewa odebrali siłą flagę kibicom Floty i zabrali do swojego sektora. Andrzej Grajewski zareagował natychmiast. Odważnie podszedł do sektora łódzkich kibiców, kazał oddać flagę i teraz on wszedł w jej posiadanie. Dumnie przeszedł wszerz boiska, by oddać flagę gospodarzom. Tak zrobił i czekał na brawa! Tymczasem kibice ze Świnoujścia wzięli flagę i wszerz boiska podążając oddali ją widzewiakom - stracona flaga nie może wrócić, bo to nie jest honorowe.

    Bez kibiców sport byłby nic nie wart...

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Świat jest okrągły,a ludzie pieprzą się po kątach

      billshankly (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Poziom,to już tradycja,przedszkolaka...

      Polecamy

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Przytulna sypialnia na poddaszu

      Przytulna sypialnia na poddaszu

      Gry On Line - Zagraj Reklama