Agnieszka Holland wyreżyseruje dwa odcinki "House of Cards"....

    Agnieszka Holland wyreżyseruje dwa odcinki "House of Cards". W Polsce prędko ich nie zobaczymy

    Lucjan Strzyga

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Pierwsze dwa sezony telewizyjnej opowieści o Franku Underwoodzie doczekały się milionowej publiki na całym świecie. Nic dziwnego - takiego filmu o kulisach uprawiania polityki na szczytach amerykańskiej władzy jeszcze nie było. Gatunkowo "House of Cards" klasyfikuje się do tzw. political fiction, ale dla jego fanów w obserwowaniu zmagań senatora Underwooda o Biały Dom nie ma nic z fikcji. Dla nich bezwzględny polityk jest uosobieniem wszystkich ciemnych stron walki o władzę.

    Wiedzą o tym dobrze producenci serialu, wie o tym także Agnieszka Holland, której powierzono nakręcenie 10. i 11. odcinka trzeciej serii. Reżyserka weszła już na plan filmowy, a na konferencji prasowej, która odbyła się w ostatni piątek w Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie, zdradziła zebranym tam fanom kilka sekretów przedsięwzięcia.

    "Władza jest sexy, dla niektórych sexy był nawet Hitler" - to szokujące zdanie Agnieszki Holland robi furorę w internecie, ale dobrze oddaje istotę popularności serialu o złowieszczym Underwoodzie. Tak naprawdę bowiem ta telewizyjna historia jest studium zła, tkwiącego w każdym z nas, przełożonym na język telewizji. A nic tak nie fascynuje współczesnych ludzi jak właśnie zło. Szczególnie gdy pokazywane jest w eleganckim, luksusowym wydaniu. "Być może jesteśmy w takim momencie, że życzymy światu źle, bo tylko to nas rozbawi" - mówi reżyserka.

    Mrok ludzkich dusz splata się tu z wybujałą ambicją. Pod koniec drugiego sezonu Underwood, idący po trupach szwarccharakter "House of Cards", sięgnął po upragniony fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. I dopiero siedząc w nim, zamarzył o czymś naprawdę wielkim. Tego czegoś możemy się tylko domyślać, ale Holland podsuwa nam tropy, zdradzając, że w trzecim sezonie będzie więcej wątków zaczerpniętych z globalnej polityki. Ostatecznie czym ma się zajmować prezydent światowego mocarstwa, jeśli nie spiskowaniem na planetarną skalę?

    "Moja wiedza o polityce międzynarodowej jest większa niż w przypadku większości moich amerykańskich kolegów, więc myślę, że mogę wnieść coś do tej historii" - mówiła reżyserka na waszyngtońskim spotkaniu. Co konkretnie? Oczywiście wątki rosyjskie. "Z pewnością wiem więcej o Rosji niż oni wiedzą" - doprecyzowuje Holland. Nie zdziwmy się zatem, gdy obejrzymy na ekranach rozgrywkę, jaką Frank Underwood podejmie z Rosjanami.

    Z przesłanek można już zbudować przekonującą teorię. Agnieszka Holland otacza się specjalistami od polityki rosyjskiej, na planie filmowym widziano w jej otoczeniu dziewczyny z Pussy Riot, wsławione konfliktem z prezydentem Putinem, a z ekipy filmowej przeciekło niedawno, że reżyserka szuka aktorów znających język rosyjski. Ona sama nie zaprzecza: "Muszą się pojawić wątki rosyjskie, skoro mamy prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trudno byłoby tego uniknąć".

    Dla tych, którzy interesują się podszewką powstawania "House of Cards", to znamienna zmiana akcentów. Jeszcze pół roku temu, gdy pojawiły się sygnały, że reżyseria kilku odcinków przypadnie naszej rodaczce, nic nie było pewne. "Co się wydarzy w trzecim sezonie? - zastanawiała się Holland. - Nie mam pojęcia, nie ma jeszcze scenariusza. Cynizm głównego bohatera przybrał już tak operetkowy wymiar, że nie wiadomo, co robić dalej. Twórcy chyba doszli do ściany. Sama jestem ciekawa, jak z tego wybrną".
    Okazuje się, że wybrnęli w najbardziej konsekwentny sposób - przenosząc kombinacje i przekręty Franka Underwooda na wyższy politycznie poziom. Już nie musi on ograniczać swych ambicji do Kongresu i Senatu - teraz mataczy na globalnym froncie. Powstaje jednak kolejny problem: co będzie dalej? Jesteśmy dopiero przy trzecim sezonie, a Underwood już rozpoczyna konflikt z Rosją. Co będzie robił w sezonie czwartym, a w piątym?

    Serial zadebiutował w sieci Netfix w lutym 2013 roku, a jego producenci nigdy nie ukrywali, że za grube pieniądze (sezon kosztuje ok. 100 milionów dolarów) chcą pociągnąć historię Underwooda przez przynajmniej kilka lat. Nieoficjalnie wiadomo, że rozmowy prowadzone z innymi reżyserami zahaczają o rok 2017 i 2018, co świadczyłoby, że czeka nas jeszcze sporo serialowych emocji. Jak na razie interes kręci się bez zarzutu, ale czy scenarzyści nie przedobrzą, serwując nam oderwany od realiów odlot?
    Ekipą scenarzystów kierował do tej pory Beau Willimon, który powieść "House of Cards" Michaela Dobbsa wyeksploatował do ostatniej stronicy. Ale książka, wydana w 1989 roku, nawet nie sugerowała, że główny bohater wyrwie się z poziomu kongresowych intryg. Teraz więc przed Willimonem stanęło nie lada zadanie: zrobił już z Underwooda prezydenta USA, uwikłał go w globalne konflikty, włożył mu na barki odpowiedzialność za światowy pokój, czas, by jakoś zgrabnie zaplanował mu kolejne odsłony CV. Równie emocjonujące co do tej pory.

    Pomocą służyć może pisarz Dobbs. Pytany kilka miesięcy temu w telewizji o dalsze losy Underwooda zasugerował, że w czwartym sezonie trzeba go pozbawić wszelkich zaszczytów i zrzucić na sam dół politycznej hierarchii, a w kolejnym pozwolić, by znów zaczął wspinać się do góry. Kombinując, kłamiąc, bez litości eliminując przeciwników - czyli robiąc to, co najlepiej umie. Czy Willimon skorzysta z tej podpowiedzi? Zobaczymy.

    Na razie Underwood rozkoszuje się swoją potęgą, luksusami Białego Domu, spogląda na globus i snuje makiaweliczne plany objęcia władzy absolutnej. U jego boku trwa jego równie ambitna i łasa na splendory małżonka. "Popowa Lady Makbet" - słusznie mówi o serialu Agnieszka Holland. Jej reżyserską wizję uwspółcześnionego szekspirowskiego dramatu obejrzymy mniej więcej za rok.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nie będę płakać

      dorota (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      MARZENA MANISTA
      MAREK MANISTA

      Nie będę płakać

      Nastał długi zimowy wieczór anno Domini 2014. Nawet pies zaszył się w najdalszym kącie mieszkania, pochrapując od czasu do czasu. Wszechogarniająca...rozwiń całość

      MARZENA MANISTA
      MAREK MANISTA

      Nie będę płakać

      Nastał długi zimowy wieczór anno Domini 2014. Nawet pies zaszył się w najdalszym kącie mieszkania, pochrapując od czasu do czasu. Wszechogarniająca cisza sprzyjała przemyśleniom. I już po chwili wiedziałam, co zrobię…? Napiszę książkę. Ba, i książka ta stanie się bestsellerem. Nie może być inaczej …bo ja mam talent! Zatem zasiadłam nad pustą kartką papieru i zaczęłam dumać. Akurat! Mamy przecież XXI wiek, więc siedzę tak i dumam nad klawiaturą komputera. I wydumałam, że napiszę coś ludziom ku refleksji i przestrodze.

      Rozdział I

      Exodus

      Jest 15 sierpnia 2024 roku. Nazywam się Maksymilian Dyzma Kowalski i właśnie dziś skończyłem sześćdziesiąt lat. Okrutne to, lecz prawdziwe! Nie mając innego wyjścia, muszę natychmiast uciekać, byle jak najdalej stąd. Gdybym tu pozostał, choćby minutę dłużej, dopadliby mnie i zabili bez skrupułów. Dlaczego? Też mi pytanie! Ponieważ byłem już stary i nieprzydatny, a wręcz trędowaty.
      Chcąc oszukać przeznaczenie, byłem gotów porzucić wszystko i wyruszyć w nieznane. I chociaż żal było odchodzić, bałem się, że w przeciwnym razie skończę jeszcze dzisiaj w miejskiej kostnicy. Ja jednak nie miałem jeszcze najmniejszego zamiaru iść do piachu… Może za dwadzieścia, trzydzieści lat będę gotowy spojrzeć śmierci w oczy, lecz jeszcze nie teraz… Dlatego, wbrew przeciwnościom losu, zamierzam trwać przy życiu niczym kwoka przy swoich kurczętach.
      Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, spakowałem pospiesznie kawałek chleba na drogę, by opuścić swój rodzinny dom, w którym przyszedłem na świat. Nie wiedząc, czy kiedykolwiek do niego powrócę…? Gdy tylko wychyliłem nos za drzwi, poczułem jak narasta we mnie wściekłość. Środek lata, a na dworze lało jak z cebra. Żeby nie ulec złym emocjom, próbowałem pocieszać się, że ulewny deszcz jest moim sprzymierzeńcem, który pomoże zatrzeć ślady i zmylić pościg. Już w nieco lepszym nastroju, biegłem dalej pustymi, sennymi ulicami, nie oglądając się za siebie. Przebiegłem niewiele ponad kilometr i nie czułem nóg… Psiakrew, starość nie radość! – czułem to wyraźnie.
      Jak przystało na jeszcze niedawno prawdziwego mężczyznę, ani myślałem poddawać się, lecz postanowiłem walczyć z bezdusznym prawem, aż do końca. Biegnąc, ile starczało tchu, nawet nie zauważyłem, jak minąłem peryferie i dotarłem do centrum miasta.
      Nagle moim oczom ukazał się gmach parlamentu. Poczułem taką złość, że z trudem powstrzymałem się, by nie splunąć za siebie. Gdyby to ode mnie zależało, nie zostałby po nim kamień na kamieniu. Już miałem biec dalej, gdy nagle wyrósł przede mną las ludzi.
      Początkowo nie wiedziałem, co to za jedni i czego chcą…? Wówczas mnie olśniło, że oto pechowo natrafiłem na marsz poparcia dla eksterminacji podludzi takich jak ja, który miał wyruszyć rankiem na ulice Warszawy. Stanąłem jak wryty, nie wiedząc, co mam robić dalej. Szybko jednak wziąłem się w garść i nie czekając, aż mnie dopadną, błyskawicznie zrobiłem zwrot na pięcie, byle tylko zniknąć im z oczu. Zrobiłem to dosłownie w ostatniej chwili, bo zwarty tłum ruszył, z wrogimi okrzykami na ustach, jak lew na polowanie. Trochę mnie zmroziło, gdy poczułem ich oddech na plecach. Przyśpieszyłem więc kroku, lecz nie mając dokąd uciekać, byłem zmuszony poszukać schronienia, w tym budzącym grozę miejscu, z którego rozlała się na cały kraj, jak długi i szeroki, fala nienawiści wobec tych, których nowe przepisy rugowały na ślepy tor. Od tego przełomowego momentu nie mieli już oni prawa przekroczyć cienkiej, upiornej linii sześćdziesięciu lat.
      Ponieważ od pacholęctwa nawykłem iść pod prąd, również i tym razem zamierzałem podnieść rękawicę rzuconą mi prosto w twarz przez chory system. Złość na wszystko i na wszystkich dodała mi sił do szybszego przebierania nogami i nie oglądając się za siebie, popędziłem w kierunku znienawidzonego gmachu. Zdążyła mi tylko przemknąć przez głowę jedna myśl, że nowe prawo, chociaż na pierwsze wejrzenie wydawało zwiń

      Polecamy

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Gmina na Szóstkę

      Gmina na Szóstkę