"Chory" od początku kariery. Generał Kiszczak zawsze uciekał...

    "Chory" od początku kariery. Generał Kiszczak zawsze uciekał na zwolnienia lekarskie

    Jakub Szczepański

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Gen. Czesław Kiszczak
    1/2
    przejdź do galerii

    Gen. Czesław Kiszczak ©FOT. MATEUSZ WROBLEWSKI / POLSKAPRESSE

    Powoli zbliża się kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Ale w tym roku manifestanci przeniosą się spod domu zmarłego gen. Wojciecha Jaruzelskiego pod dom Czesława Kiszczaka.
    Śmiało można powiedzieć, że były szef MSW, gen. Czesław Kiszczak, jest drugą osobą po niedawno zmarłym Wojciechu Jaruzelskim, która odpowiada za wprowadzenie w Polsce stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. W tym roku pod jego mokotowską willą zbierze się tłum manifestujący w kolejną rocznicę tego smutnego wydarzenia. Jedno jest pewne: 89-letni wojskowy ma wiele na sumieniu. I cały czas uchodzi mu to płazem.


    W historii III RP gen. Czesław Kiszczak wielokrotnie stawał przed sądem. Śledczy próbowali go rozliczyć m.in. za pacyfikację KWK Zofiówka czy wprowadzenie stanu wojennego. Ale niemal za każdym razem - nawet jeżeli sąd wydał jakiś wyrok - obrona wnosiła apelację. Z pomocą generałowi przychodzili też biegli, wydając odpowiednie opinie lekarskie. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Rok 2013. Piąta rozprawa, w której sąd oskarża Kiszczaka o spowodowanie śmierci górników z kopalni Wujek. Biegli uznali, że były komunistyczny działacz cierpi na: otępienie, spowolnienie psychiczne, zaburzenia pamięci i uwagi, co oznacza ni mniej, ni więcej, że jest "bezterminowo niezdolny do udziału w procesie". Proces zawieszono. Bezterminowo.

    Zarówno biegli, jak i komunistyczny szef MSW twierdzą, że Kiszczak od lat jest ciężko chory. Jednak zdjęcia, które ukazują się w prasie brukowej, jednoznacznie zadają kłam tej tezie. Pod koniec maja, kiedy na Powązkach spoczął gen. Wojciech Jaruzelski, osoba odpowiedzialna za wprowadzenie stanu wojennego, a zarazem dobry kumpel naszego bohatera, Kiszczak prezentował się co najmniej przyzwoicie. Słowem: okaz zdrowia i elegancji. Jasny prochowiec, nienagannie skrojony garnitur, odpowiednio dobrany krawat.

    Nie jest to pierwsza zdrowotna wpadka z udziałem gen. Kiszczaka. Kiedy odroczono mu jeden z procesów - formalnie ze względu na stan zdrowia oskarżonego - wojskowy zajmował się remontem swojej daczy nad jeziorem Omulew na Mazurach. Wszystko opatrzono oczywiście odpowiednią dokumentacją zdjęciową. - Podczas rozmów Kiszczak mówi zazwyczaj o swoich licznych chorobach, dziurach w mózgu. Kiedy orientuje się, że jesteś człowiekiem miłym i otwartym na kontakt, nagle wszystko mu się przypomina. Zwłaszcza jeśli schowasz dyktafon - mówi Katarzyna Kaczorowska, autorka książki "80 milionów. Historia prawdziwa", która przy okazji zbierania materiałów do swojej publikacji kilkakrotnie spotykała się z Czesławem Kiszczakiem. - Jak na człowieka, który ciągle mówi o tym, że niczego nie pamięta, ma doskonałą pamięć. Mógłby usiąść i podyktować pamiętniki. To facet zaprawiony w bojach, który doskonale wie, czym jest socjotechnika. Inni mogliby się od niego uczyć - dorzuca.

    Ostatnia batalia na sali sądowej z udziałem gen. Czesława Kiszczaka dotyczy wprowadzenia stanu wojennego. - Generał został skazany przez sąd okręgowy za udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym. I ten wyrok IPN zadowolił. Apelację złożył obrońca, a sprawa trafiła do sądu drugiej instancji. Ten sąd wydał dość kuriozalną decyzję o zawieszeniu postępowania - mówi "Polsce" Bogusław T. Czerwiński, prokurator IPN, który prowadzi tę sprawę. - Oparto ją na kserokopii opinii biegłych lekarzy dotyczących Kiszczaka oraz opinii wydanych na potrzeby postępowania w pierwszej instancji - dodaje.

    - Miałem wątpliwość, czy decyzja o zawieszeniu postępowania jest do końca rzetelna i poprawna. Złożyłem zażalenie, jednak sąd utrzymał w mocy swoje postanowienie. Ponieważ sprawę zawieszono, zakończyła się - opowiada dalej Bogusław T. Czerwiński. Ze względu na ożywienie generała prokurator IPN zdecydował się napisać kolejny wniosek do sądu, żeby jeszcze raz przeanalizować poprzednią decyzję i zlecić biegłym odpowiednie badania. Sąd przychylił się do tego pisma, powołano też biegłych spoza Warszawy. Problem polega na tym, że Kiszczak nie stawił się na pierwsze wezwanie sądu, aby przybył na badania. Dlatego oskarżyciel napisał kolejny wniosek. Cel? Zatrzymanie i doprowadzenie oskarżonego na badania.

    Na początku listopada okazało się, że Kiszczak ma być formalnie doprowadzony na badania przez policję. Te mają wykazać, czy oskarżony może brać udział w procesie odwoławczym dotyczącym wprowadzenia stanu wojennego. Decyzja podjęta 3 listopada jest do wykonania. Szef komunistycznego MSW ma być przewieziony karetką z obsługą lekarską i urządzeniami ratującymi życie do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Kiszczak też „tylko wykonywał rozkazy Jaruzelskiego”

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Jasne, zomowcy „tylko wykonywali rozkazy Kiszczaka”, Kiszczak też „tylko wykonywał rozkazy Jaruzelskiego”, Jaruzelski też „tylko wykonywał rozkazy Breżniewa” a Breżniew też „tylko wykonywał rozkazy...rozwiń całość

      Jasne, zomowcy „tylko wykonywali rozkazy Kiszczaka”, Kiszczak też „tylko wykonywał rozkazy Jaruzelskiego”, Jaruzelski też „tylko wykonywał rozkazy Breżniewa” a Breżniew też „tylko wykonywał rozkazy całego postępowego ludu miast i wsi na świecie oraz chłoporobotnika z inteligentem pracującym” i kółko się zamyka.

      Nie ma winnych. Sama się komuna zrobiła, sama strzelała i sama kazała
      „sztandar PZPR na śmietnik historii wyprowadzić”. zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo