Zmieniamy zwyczaje ?

    Zmieniamy zwyczaje ?

    Jacek Grudzień

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Nie wiem jak Państwo, ale ja po świętach coraz częściej słyszę pytanie: I jak przetrwaliście święta?
    Jacek Grudzień

    Jacek Grudzień ©Grzegorz Gałasiński

    Wśród odpowiedzi często pojawiały się takie, że to już ostatni raz, że trzeba gdzieś wyjechać, że święta męczą bardziej niż najcięższa praca itp. I jest w tym chyba sporo prawdy.

    W wielu domach jest tak, że już ustalenie grafiku wizyt jest okupione stresem. Bo u kogo spędzić Wigilię, na ile obiadów iść w pierwszy dzień świąt? Jak grafik ustalić, by nikt z bliskich się nie obraził ? W efekcie zamiast rozmów i odpoczynku z ważnymi dla nas ludźmi jest tempo, po którym wieczorem siły zostaje tylko na bezmyślne przełączanie kanałów w telewizorze. Do tego dochodzi to, co mamy przekazywane z pokolenia na pokolenie, czyli że w Boże Narodzenie wszystko musi być naj.

    Chyba nigdy nie marnuje się tyle jedzenia co w tym czasie. Bo przecież stoły muszą się uginać. W ilu domach te przygotowania kończą się kłótnią, bo presja jest tak duża, że trudno utrzymać nerwy na wodzy? A presji nikt nam przecież nie narzuca. Jeszcze do tego dodać trzeba kupowanie prezentów i oblężenie sklepów. Pewnie dlatego wiele osób po świętach jest tak umęczona, że nie marzy tylko, by w przyszłym roku o tej porze być gdzieś daleko i odpocząć. To duża sztuka spędzać Boże Narodzenie tak jak deklarujemy.

    Coś się natomiast zmieniło jeśli chodzi o celebrowanie sylwestra. Dawniej jeśli ktoś deklarował, że zostaje w domu był traktowany jak nieudacznik. Brak zaproszeń na bal oznaczał małą atrakcyjność towarzyską. Odnoszę wrażenie, że teraz w dobrym tonie jest mówić, że nigdzie się nie ma ochoty wychodzić. Komfortem jest to, że nie trzeba się stroić i za wszelką cenę świetnie bawić.

    I już słyszałem takich, którzy po nieudanym balu mówili : za rok zostaję w domu. W tym roku mniej było wielkich bali, a znów popularne stają się domówki. Nawet fajerwerków jest z roku na rok jakby mniej. Pamiętam jak przed kilku laty w Łodzi dyskutowano dlaczego nie ma u nas wielkiej plenerowej sylwestrowej imprezy. Teraz to gdzie takie widowiska się odbywają nie budzi już emocji. To też może znak czasu, że w tę noc nie musimy się bawić "najlepiej w historii".

    Nie do końca nowym zwyczajem, ale cieszącym się coraz większym powodzeniem jest oblężenie sklepów i supermarketów w okresie poświątecznym. Można powiedzieć, że mamy nowe święta, święta wyprzedaży. Znalezienie miejsca parkingowego przy galeriach handlowych jeszcze przez kilka dni będzie trudne. I myślę, że niewiele jest osób, które nie uległy "polowaniu na okazje".

    I w ten sposób oprócz nieudanych prezentów w naszych domach pojawią się także zupełnie niepotrzebne przedmioty, które kupimy, bo musimy skorzystać z okazji. Jak lubi mówić mój kolega, w takich przypadkach możemy mówić o zwycięstwie marketingu nad rozumem.

    I gdzieś chyba zanika zwyczaj noworocznych postanowień. Od dawna takich nie robię, bo to tylko stres, poczucie winy. Chyba każdy kto to robił, wie że postanowienia najczęściej się nie udają. Wystrzegam się noworocznych postanowień jak diabeł święconej wody. I zauważam to wśród znajomych. Postanowienia są, ale coraz rzadziej związane ze zmianą daty.

    I świadczą o tym, że stajemy się racjonalni. Bo np. postanawiamy schudnąć, zdrowo się odżywiać, zacząć uprawiać sport. W związku z tym nie pozostaje mi nic innego tylko w tym duchu życzyć Państwu w Nowym Roku dużo zdrowia.

    Księgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.pl

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama