Kamil Stoch: To Mariusz Wlazły zasłużył, by być sportowcem...

    Kamil Stoch: To Mariusz Wlazły zasłużył, by być sportowcem roku. Pokazał wielką klasę

    Robert Małolepszy

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Na skoczni Kamil jest sam. Podczas  Balu Mistrzów Sportu bawił się oczywiście z żoną Ewą

    Na skoczni Kamil jest sam. Podczas Balu Mistrzów Sportu bawił się oczywiście z żoną Ewą ©Andrzej Banaś/Polskapresse

    - Nie mogę się doczekać konkursów w Wiśle i Zakopanem. Dla mnie będą to mistrzostwa świata - mówił nam podczas Balu Mistrzów Sportu Kamil Stoch.
    Na skoczni Kamil jest sam. Podczas  Balu Mistrzów Sportu bawił się oczywiście z żoną Ewą

    Na skoczni Kamil jest sam. Podczas Balu Mistrzów Sportu bawił się oczywiście z żoną Ewą ©Andrzej Banaś/Polskapresse

    Czuje się Pan czempionem?
    Tak czuję się czempionem. Dziękuję Bogu, że po pierwsze, dane mi było wystartować w Turnieju Czterech Skoczni, chociaż szanse na to były z pozoru niewielkie. Po drugie, że tak się to wszystko poukładało - i plany treningowe, i czas na leczenie kontuzji, że mogłem wziąć udział w gali i balu. To wspaniałe, że mogłem podziękować kibicom, pogratulować innym sportowcom i osobiście odebrać statuetkę czempiona.

    Na balach nie ma Pan okazji zbyt często bywać...
    Taka nasza dola. Od kilkunastu lat nie byłem np. na balu sylwestrowym. Tak naprawdę to nie wiem, co to w ogóle jest ten bal i zabawa w sylwestra. Święta też zazwyczaj mijają mi bardzo szybko. Dlatego fajnie by było, gdyby Bal Mistrzów Sportu, ja wiem, że to trudne, ba! wręcz się nie da, odbywał się w terminie, który pasowałby jak największej liczbie sportowców, by wszyscy mogli się nacieszyć tymi nagrodami.

    A Pan jest typem baletmistrza, lubi Pan tego typu imprezy?
    Lubię, potrafię się zabawić, ale na pewno nie można o mnie powiedzieć, że często się bawię. Potrafię też postawić sobie granicę, której nie mogę przekroczyć. Na tym balu ta granica była dość mocna, bo już w poniedziałek muszę stawić się na treningach w Szczyrku.

    Koszula, krawat, garnitur - na scenie prezentował się Pan świetnie. Dobrze się Pan czuje w takim stroju czy jednak woli narciarski kombinezon, a potem dres?
    Lubię dobrze wyglądać. Podobno jest mi z tym do twarzy (śmiech). Natomiast dres jest oczywiście wygodniejszy.

    Co Pan sobie myślał, będąc już na scenie, gdy na specjalnej kanapie dla laureatów 80. Plebiscytu na Sportowca Roku, został już tylko Pan i Mariusz Wlazły, co z kolei oznaczało, że jeden z Was dwóch wygra plebiscyt?
    Czułem się naprawdę świetnie. Wiedziałem, że jestem w pierwszej trójce, co było moim marzeniem. Obok mnie siedział mój dobry kolega, co z kolei oznaczało, że nie ma dla mnie znaczenia, który z nas wygra. Z obu werdyktów bym się ucieszył.
    Mamy trudny okres w polskich skokach, ale teraz zaczyna się dla nas ta lepsza część sezonu
    Podobno zagraliście na tej kanapie w "papier, nożyce, kamień", czekając na rozstrzygnięcie plebiscytu. Kto wygrał?
    Był remis. Wiadomo, że to kibice decydują, który sportowiec jest lepszy, bardziej zasłużył na nagrodę. Ale ja chciałbym podkreślić jeszcze raz, że każdy, kto uważa, że zrobił w poprzednim roku wszystko, co było w jego mocy w dyscyplinie, którą uprawia, zasłużył na miano sportowca roku. Nawet jeśli to jest dyscyplina, o której media nie piszą i nie mówią.

    Mariusz Wlazły powiedział, że wynik plebiscytu jest sprawiedliwy. Że Panu bardziej należała się nagroda sportowca roku, bo dwa złote medale na jednych igrzyskach, na dodatek zdobyte w konkurencji indywidualnej, to jednak coś więcej niż jego osiągnięcie wywalczone z drużyną, bez której on niczego by nie zdziałał.
    Nie będę tego rozstrzygał, a tym bardziej nie będę się kłócił o to z Mariuszem (śmiech). Ale jak już sobie tak słodzimy, to uważam, że on zdecydowanie zasłużył na to, by być sportowcem roku, ponieważ w sporcie drużynowym trudno jest się wybić jednostce. A jemu to się udało, pokazał wielką klasę - nie tylko w reprezentacji, ale także w klubie.

    Powinien pozostać w reprezentacji? Namawiał go Pan może, gdy siedzieliście na tej kanapie, by zmienił decyzję? Ania Wyszkoni, która zaśpiewała piosenkę dla Wlazłego, na koniec poprosiła go właśnie o pozostanie w kadrze...
    Nie. To jest decyzja Mariusza, ja ją szanuję i nie mam zamiaru namawiać go do jej zmiany. Jeżeli zechce jednak wrócić to super, jeśli nie - uszanujmy to.

    W takim momencie od razu nasuwa się pytanie, jak długo Pan chce jeszcze skakać?
    Ja jeszcze chwilę poskaczę.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Polecamy

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Gmina na Szóstkę

      Gmina na Szóstkę