Z francuską satyrą nie ma żartów. Ona ma prowokować i budzić...

    Z francuską satyrą nie ma żartów. Ona ma prowokować i budzić gniew

    Ben Macintyre

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Honoré Daumier "Gargantua"
    1/7
    przejdź do galerii

    Honoré Daumier "Gargantua" ©Honoré Daumier

    Francuscy satyrycy nie sięgają po tematy polityczne i religijne, by z nich kpić, ale uczestniczą w walce, prowokując i rozwścieczając. Francuscy politycy boją się ich i żywią do nich urazę, ale szanują ich wpływy.
    Wszyscy jesteśmy Charlie. Z tym że niezupełnie, bo "Charlie Hebdo" należy do jedynej w swoim rodzaju tradycji francuskiej satyry, która korzeniami sięga rewolucji i jest okrutniejsza, bardziej impertynencka, a często dużo odważniejsza, niż np. brytyjska.

    Uświadomienie sobie tej różnicy pozwala lepiej zrozumieć tragedię, do jakiej doszło kilka dni temu w Paryżu, i ogromne oburzenie, jakie we Francuzach wzbudziła masakra w redakcji "Charlie Hebdo".


    Francuzi upajają się ciętym humorem, misterną grą słów, krotochwilą i farsą (typowo francuski wynalazek), choć definiujące je słowo oficjalnie weszło do francuskiego słownika dopiero w 1932 r., gdy poważna Académie Française bez entuzjazmu zatwierdziła rzeczownik "humour". Angielski humor jest dla Francuzów niejasny. Tamtejsi karykaturzyści lubują się w bezpardonowym atakowaniu z jednakową zajadłością wszystkich polityków i każdej religii, zgodnie z wielowiekową antyklerykalną i rewolucyjną tradycją. Bezlitośnie wyśmiewali już ancien régime przed francuską rewolucją, w jej czasie i po jej zakończeniu. Honoré Daumier, wielki XIX-wieczny rysownik polityczny i założyciel czasopisma satyrycznego, w 1832 r. trafił do więzienia za karykaturę przedstawiającą króla Ludwika Filipa I jako Gargantuę, tłustego, żarłocznego potwora. W 1835 r. francuski rząd próbował - bezskutecznie - zakazać karykatury.

    "Le Canard Enchaîné", najbardziej znany francuski tygodnik polityczno-satyryczny, powstał w 1915 r. w odpowiedzi na wojenną cenzurę i szybko stał się biczem na francuski establishment. Na ścianie za fotelem redaktora naczelnego "Le Canard" znajduje się oprawiona w ramy dziura w gipsie, wywiercona przez agentów francuskiego wywiadu przebranych za hydraulików, których przyłapano na gorącym uczynku, gdy w 1973 r. próbowali założyć w gabinecie podsłuch. Francuskie gazety walczą o przetrwanie, tymczasem tygodnik rozchodzi się w nakładzie 700 tys. egzemplarzy, a jego popularność stale rośnie.

    Francuski program telewizyjny "Les Guignols d'Info", oparty na brytyjskim serialu "Spitting Image", przeżył swój pierwowzór i do dziś atakuje polityków i innych notabli z okrutną bezpośredniością. Emitowany od 30 lat program nikogo nie oszczędza i nie uznaje żadnego tabu - kukiełkowy Chirac był "super-menteur", wielkim kłamcą, a Madame Chirac uprawiała seks z własną torebką.

    Gdy w 2007 r. Ségolene Royal przegrała walkę o prezydenturę z Nicolasem Sarkozym, winą za swoją porażkę obarczyła parodystę Nicolasa Canteloupa, który bezlitośnie ośmieszał ją jako osobę świętoszkowatą i niekompetentną. Sarkozy, z butami na obcasach i równie wysokim mniemaniem o sobie, był dla satyryków darem niebios, ale nawet on drżał przed potęgą zjadliwego pióra, często podkreślając, że woli "nadmiar karykatury niż nadmiar cenzury". "Charlie Hebdo" wywodzi się właśnie z tej ostrej francuskiej satyry.

    Magazyn powstał w odpowiedzi na patriarchalizm i religijny konserwatyzm epoki de Gaulle'a, by atakować konformizm we wszystkich jego przejawach i przed niczym się nie cofać. Zawsze był czasopismem antyreligijnym, przeciwnym wszelkiej władzy autorytarnej: wraz ze wzrostem zagrożenia islamistycznego, rosła determinacją, z jaką "Charlie" pluł tej religii w twarz. "Charlie" rzadko bywa delikatny, zawsze jest impertynencki, często pozbawiony dobrego smaku, a czasami wręcz prostacki.



    Okładki "Private Eye" wywołują rozbawione prychnięcia; okładki "Charlie Hebdo" mają wzbudzać okrzyki zdumienia: nagi Mahomet w wersji "Charia Hebdo" ("100 batów dla każdego, kto nie umrze ze śmiechu"); okładka z okazji wizyty papieża: "Bienvenu au papa de merde" (Witamy gównianego papieża). Nie trzeba się długo namyślać, żeby zrozumieć, o co chodzi "Charlie Hebdo". I o to właśnie chodzi. W 2003 r. wielki francuski rysownik Plantu, którego rysunki pojawiają się na okładce "Le Monde" od ponad 30 lat, tak wyjaśnił różnicę między humorem francuskim i anglosaskim: "My jesteśmy bardziej wojowniczy. Jeśli chcemy wzbudzić protesty, rozrywamy koszule i wybiegamy na ulice z okrzykiem »Zastrzelcie mnie!«".

    I właśnie to z tragiczną odwagą robił "Charlie" .

    Tłumaczenie: Lidia Rafa

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama