Łódzki zespół Kind Off działa niespełna rok i przez ten czas dali jeden koncert - na łódzkim Vena Music Festivalu. I z miejsca zdobyli nagrodę publiczności! Teraz kompletują kolejne utwory i niecierpliwie czekają na powrót z Peru swej wokalistki, by testować swą muzykę na żywo.
- Z Filipem gitarzystą i Maćkiem perkusistą przyjaźnimy się od szkoły podstawowej, ale tak naprawdę znamy się od przedszkola - opowiada Krzysztof Korczak, gitarzysta, a ostatnio i klawiszowiec Kind Off. - Zawsze łączyły nas wspólne zainteresowania, nie tylko muzyczne. Wszyscy na przykład jeździliśmy na deskorolkach. Rok temu dotarło do nas, że skoro znamy się tak długo i tak dobrze, to moglibyśmy razem coś stworzyć i może wyjdzie coś fajnego.
W kwietniu tamtego roku zdecydowali się w pełni zaangażować we wspólny zespół i wtedy doszła do nich Dominika.
- Styl Kind Off zarysował się już przed poznaniem Dominiki, ale jak przyznają kreował się i kreuje cały czas. Każdy z nas oscyluje wokół różnych gatunków, które zdecydowaliśmy się połączyć - mówi Bartek.
- Zdarzały się okresy, że słuchaliśmy wiele elektroniki, a potem obejrzeliśmy jakiś film o muzykach bluesowych i zanurzaliśmy się w blues lat 30. - dodaje Krzysiek. Nie powiedziałbym, że nasza muzyka jest wypadkową tego, co słuchamy, ale gdzieś słychać, że lubimy bluesa.
- Jest w tym wiele brytyjskiej muzyki nowofalowej - dorzuca Filip.
- Teraz bardziej poszliśmy w elektronikę. Przed nami jeszcze długa droga, by połączyć wszystko w jedną spójną i wyważoną całość - stwierdza rozważnie Maciek.
- Pierwszy keyboard pożyczyliśmy do naszego sąsiada. On słucha industrialnej, cięższej elektroniki, jakiej nie bylibyśmy w stanie grać - wspomina Krzysztof.
- Ja zaczynałem od gitary elektrycznej - mówi basista Bartek. - Teraz całą pensję w nowej pracy włożyłem w bas. Prócz zespołu i pracy jeszcze studiuję i próbuję to wszystko połączyć.
Studiują wszyscy: Filip i Maciek ekonomię, Bartek socjologię, a Krzysiek biologię.
600 do 1 Zgłoszenie do konkursu młodych talentów na Vena Music Festival wysłali z głupia frant.
- Zabrakło nam doświadczenia scenicznego, zjadł nas stres - wspomina Filip. Krzysiek dorzuca:
- Festiwale rządza się swoimi prawami. Na wejście i rozłożenie się mieliśmy dziesięć minut. Do tego popsuł się bas , mnie pękła struna w gitarze, a Dominika złapała anginę. Sprzęt pożyczyliśmy, ale na wiele nie liczyliśmy. Zgłosiło sie przecież ponad sześćset zespołów z całej Europy.
Bartek nie uwierzył, że Kind Off otrzymał nagrodę publiczności i o jedenastej wieczorem przejechał przez całe miasto do domu Krzyśka, by ten powiedział mu to patrząc prosto w oczy.
- Przed koncertem na Venie, pani Ewelina de Tusch-Lec usłyszała, że jesteśmy z Łodzi i zawołała nas do siebie. Wtedy powiedzieliśmy jej, że będziemy dziś grać po raz pierwszy i bardzo się stresujemy. Wtedy ona zbladła i my też zbledliśmy widząc jej reakcję - opowiada Krzysiek. - Gdy odebraliśmy nagrodę znów z nami porozmawiała. Spodobało się jej, że jesteśmy tak młodzi, choć gramy tak dojrzałą muzykę. Ona jest nie tylko organizatorem festiwalu. Po prostu interesuje się naszymi poczynaniami. Dzwoni i dopytuje co słychać. Zaproponowała nam koncerty i niebawem ruszymy, niech tylko Dominika wróci z Peru od swego chłopaka. Mieliśmy też propozycję koncertów z Czech i Anglii. Palimy się, by grać.
A co to szwedzki pop? Czego słuchają muzycy Kind Off, jakie płyty można znaleźć na ich półce?
- Słuchamy bardzo różnej muzyki, od hard core po elektroniczną. Z jednej strony Led Zeppelin i Blind Willie Johnson, z drugiej Joy Devision, White Stripes, Pendulum, Primal Scream czy Cristal Castels. Bardzo podoba się nam wszystkim muzyka łódzkiego L.Stadt - mówi Krzysiek.
Na pewnym portalu napisano, że czerpiemy i brzmimy jak szwedzki pop-rock. I to dopiero była niespodzianka, bo zupełnie nam z nim nie po drodze - konstatuje Bartek.
Słowa, słowa, słowa... Nie śpiewają o miłości. Zaprezentowany na Venie "Dancing Colors" opowiada o synestezji, pomieszaniu zmysłów. "What have to be" przekornie nawiązuje do "Ucieczki od wolności" Ericha Fromma, "1912" dedykowany został dyrektorowi orkiestry okrętu "Titanic". W najnowszych pojawiają się z kolei cytaty ze Starego Testamentu.
Do tej pory Kind Off przygotował jeden promocyjny krążek z czterem pełnymi i zakończonymi utworami.
- Potrzebujemy jeszcze kilku miesięcy i wysyłać będziemy nasz materiał do wytwórni płytowych - mówi Filip. - Musi to jednak nastąpić dopiero wtedy, gdy będziemy wiedzieć na sto procent, że poradzimy sobie na scenie. Lada dzień będziemy promować. Czas wyjść z piwnicy.
- No, nie do końca, bo właśnie z youtube uczymy się robić wylewkę - śmieje się Krzysiek. - Po prostu zmieniamy salę prób. Lada moment wyprowadzamy się z ulicy Wólczańskiej i pobliskiej "fabryki guzików".
Coś chyba tytuł się nie zgadza...rock?? czy autor słyszał Łódzki Rock???? haha Łódź...a tyle poważnych zespołów rockowych jest w Łodzi...zachęcam do zapoznania się z nimi!
Dział Sprzedaży Domowej 90-532 Łódź ul. ks. I. Skorupki 17/19 pn-pt 8.00 - 17.00 tel.: 0-42 66-59-360, fax: 0-42 637-75-11 e-mail: prenumerata@dziennik.lodz.pl
Reklama:
Dział Sprzedaży Reklam
Łódź 90-532 ul. ks. hm. I. Skorupki 17/19 tel. 0-42 66-59-430 fax: 0-42 66-59-437
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikLodzki.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.