Paweł Spodenkiewicz: Przed wojną Żydzi stanowili jedną...

    Paweł Spodenkiewicz: Przed wojną Żydzi stanowili jedną trzecią mieszkańców Łodzi

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z Pawłem Spodenkiewiczem, autorem książki "Zaginiona dzielnica", rozmawia Anna Gronczewska
    Paweł Spodenkiewicz

    Paweł Spodenkiewicz ©Grzegorz Gałasiński

    Przed wojną Żydzi, poza Polakami, stanowili najliczniejszą łódzką społeczność?
    Było ich tu około 240 tys., co stanowiło więcej niż jedną trzecią mieszkańców miasta. Niemców było tylko około 10 proc.

    Panuje przekonanie, że Żydzi mieszkali głównie na Bałutach...
    Tam mieszkało sporo Żydów - co drugi mieszkaniec Bałut był wyznania mojżeszowego. Znam to nie tylko ze statystyk, ale i z opowieści rodzinnych, bo tam wychował się mój ojciec. Opowiadał mi, że stosunki wśród najmłodszych mieszkańców tej dzielnicy były dość demokratyczne - chłopcy polscy i żydowscy bawili się na podwórku na równych prawach. Może łączyła ich bieda - w najwcześniejszym mieszkaniu mojego ojca nie było elektryczności. Gdy się potem przeprowadzał w inne miejsce, nowy gospodarz pokazywał kontakty i żarówkę jako wielki luksus.

    Gdzie można było spotkać Żydów poza Bałutami?
    Przede wszystkim na Starym Mieście, gdzie niemal każdy mieszkaniec był Żydem i językiem ulicy był jidysz. Miało to przyczyny historyczne, bo właśnie na terenie tej dzielnicy istniał przez połowę XIX wieku tak zwany "rewir żydowski". Tylko tam pozwolono Żydom mieszkać. "Rewir" został zniesiony dopiero w roku 1862 edyktem margrabiego Wielopolskiego. Od tego czasu Żydzi zaczęli się rozprzestrzeniać po całym mieście - bogaci ciągnęli do Śródmieścia, a biedni na Bałuty.

    Chyba nie wolno zapomnieć, że Żydzi stanowili znaczną część łódzkiej inteligencji?
    Oczywiście. Było bardzo wielu żydowskich lekarzy, prawników, dziennikarzy, nauczycieli. To też miało przyczyny historyczne, bo dla kultury żydowskiej typowy był pęd do wiedzy. Kiedyś chodziło o wiedzę religijną, potem to przeszło w zamiłowanie do wiedzy świeckiej. Na wszystkim się oszczędzało, ale na książkę i szkołę musiało starczyć.

    Ilu żydowskich mieszkańców Łódź straciła w czasie wojny?
    Nikt tego dokładnie nie oszacował. Z więźniów getta uratowało się około 10 tys. osób. Trzeba by dodać tych, którzy uciekli do ZSRS oraz garstkę uratowanych w Generalnym Gubernatorstwie. Myślę, że to nie więcej niż 10 proc. przedwojennych żydowskich mieszkańców miasta. Ludzi ukrywających się w Łodzi w czasie okupacji można policzyć na palcach obu rąk- zupełnie dosłownie. Nie było z tym dobrze. Dlaczego, to temat na osobną dyskusję.

    Czy wielu ocalałych zdecydowało się po wojnie osiedlić w Łodzi?
    Łódź była miejscem tranzytowym. W pewnym momencie mieszkało tu około 30 tys. Żydów. Potem się rozjechali, w kolejnych falach emigracyjnych. W ostatniej, w 1968 roku, wyjechało ponad tysiąc osób. Została garstka, ludzi zupełnie zasymilowanych.

    Wiele jest jeszcze w naszym mieście śladów po żydowskich mieszkańcach?
    O tak. Został cmentarz żydowski na Marysinie. Są kamienice, w których mieściły się żydowskie szkoły, na przykład budynek przy alei Anstadta, w którym teraz działa XII LO. Jest dawny gmach gimnazjum żeńskiego przy ulicy Piramowicza, i dwie kolejne szkoły u zbiegu ulic Wólczańskiej i Zielonej. Jest dawna mykwa, czyli łaźnia rytualna przy ulicy Gdańskiej. Ale przede wszystkim zachowały się kamienice, w których niemal wszyscy mieszkańcy byli Żydami. Tak jest w części Śródmieścia, na północ od Narutowicza, a także na Starym Mieście i w części Bałut. Żeby uruchomić wyobraźnię i poczuć coś z atmosfery dawnej Łodzi żydowskiej, radzę wybrać się na ulicę Nowomiejską i wejść w któreś z podwórek. Tam na parterze są ślady po różnych "cynamonowych" sklepikach. A mieszkania w tej okolicy są zawsze pozamykane potężnymi stalowymi antabami. Spytałem kiedyś Lajba Praszkiera, sekretarza Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, dlaczego tak się zamykano. Czy to oznaczało, że przed wojną w tej części Łodzi nie było bezpiecznie? Otóż było mniej więcej tak jak teraz. Problem polegał na tym, że te małe geszefty prowadzili biedni ludzie. Oni nie mieli pieniędzy na magazyny i cały towar trzymali tam, gdzie spali. Dlatego musieli wszystko dobrze zamykać.


    Księgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.pl

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Polecamy

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Przytulna sypialnia na poddaszu

      Przytulna sypialnia na poddaszu

      Gry On Line - Zagraj Reklama