Afera podsłuchowa: Prokuratura wszczęła śledztwo ws....

    Afera podsłuchowa: Prokuratura wszczęła śledztwo ws. podsłuchów w restauracji Różana

    Krzysztof Marczyk (AIP)

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Tomasz Siemoniak
    1/2
    przejdź do galerii

    Tomasz Siemoniak ©Piotr Smolinski

    Tomasz Siemoniak, szef MON-u, stwierdził w poniedziałek, że prokuratura podjęła słuszną decyzję, wszczynając śledztwo w sprawie podsłuchu znalezionego na początku kwietnia w restauracji "Różana" przy okazji spotkania ministrów obrony Polski i Holandii. Siemoniak sam nie składał jednak w tej sprawie wniosku, gdyż nie czuje się pokrzywdzony.
    - Uważam, że prokuratura w takich przypadkach powinna działać z własnej inicjatywy. Nie zostałem podsłuchany, nie czuję się pokrzywdzony - napisał w poniedziałek na Twitterze Tomasz Siemoniak. Minister obrony narodowej odniósł się tym samym do śledztwa, które w czwartek wszczęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

    Chodzi o urządzenie, służące do rejestracji dźwięku i obrazu, znalezione w restauracji "Różana" przy okazji spotkania ministrów obrony Polski i Holandii.
    Przemysław Nowak, rzecznik prokuratury poinformował, że zawartość nośników danych, które zabezpieczono w dniu 1 kwietnia 2015 roku zostanie zbadana w toku śledztwa. Samo założenie podsłuchu zagrożone jest karą do trzech lat pozbawienia wolności.

    Zanim jednak prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie samego podsłuchu, umorzyła postępowanie sprawdzające w sprawie posługiwania się urządzeniami podsłuchowymi i wizualnymi, które mogły posłużyć do nieautoryzowanej rejestracji audiowizualnej spotkania szefa MON-u, Tomasza Siemoniaka z minister obrony Holandii, Jeanine Hennis-Plasschaert. - Pierwszy przepis mówi o założeniu lub posługiwaniu się urządzeniem podsłuchowym i jest to wnioskowe, czyli musimy mieć wniosek na podstawie, którego rozpoczniemy śledztwo.

    Natomiast drugi przepis mówi o pozyskaniu urządzenia podsłuchowego w celu wykonywania podsłuchów i tutaj nie potrzebujemy wniosku. Dlaczego tak jest? To nie pytanie do mnie, nie my tworzymy przepisy - wyjaśnił Przemysław Nowak w rozmowie z dziennikarzem Agencji Informacyjnej Polska Press (AIP).

    Minister obrony uznał, że skoro nie został podsłuchany, to nie ma podstaw, by czuć się pokrzywdzonym, więc wniosku nie złoży. Ponadto w oświadczeniu opublikowanym na stronie ministerstwa obrony 7 kwietnia mogliśmy przeczytać, że zdaniem Tomasza Siemoniaka "jeśli sprawa dotyczy bezpieczeństwa państwa odpowiednie działania powinny być podjęte przez właściwe organy państwowe. Jeśli zaś sprawa nie dotyczy oficjalnych spotkań delegacji, tak jak było w przypadku spotkania polskiej i holenderskiej delegacji na obiedzie, nie jest zadaniem MON wnioskowanie do prokuratury w tej sprawie".

    Teraz prokuratura musi sprawdzić, co znajduje się na zabezpieczonych nośnikach. - Odtworzenia zapisów będzie dokonywała policja. Może się okazać, że nie będzie tam nic, wówczas śledztwo zakończymy w ciągu kilku lub kilkunastu dni. Ale jeśli całe komputery są zapisane różnymi danymi, które trzeba dokładnie sprawdzić, wtedy śledztwo może trwać miesiącami - dodał rzecznik prokuratury okręgowej w Warszawie.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      stara sprawa

      tomek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      WICEPREMIER SIEMONIAK niech publicznie wyjaśni postępowania prowadzone w sprawie nielegalnych podsłuchów Żandarmerii Wojskowej

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Towarzysze prokuratorzy. Szukajcie wśród swoich podsłuchiwaczy.

      To jedyny (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      i właściwy trop.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama