Jerzy Dziewulski: Child Alert zadziałał w trudnym przypadku

    Jerzy Dziewulski: Child Alert zadziałał w trudnym przypadku

    rozm. Marcin Darda

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Jerzym Dziewulskim, byłym antyterrorystą, ekspertem ds. bezpieczeństwa.
    Jerzy Dziewulski

    Jerzy Dziewulski ©Marcin Obara/archiwum Polska Press

    Co Pańskim zdaniem zdecydowało, że tak szybko odnalezienia została porwana 10-letnia Maja? Tzw. Child Alert?
    Bez wątpienia. Ten system zdecydował przede wszystkim dlatego, że działa w różnych krajach. A do tego system AMBER, działający na terenie Europy, choć nie we wszystkim państwach. Ale połączenie tych dwóch systemów dało bardzo pozytywny efekt. Sam system problemu jednak nie załatwi, bo jest tylko informacją, przekazywaną między służbami w poszukiwaniach o charakterze nad-zwyczajnym. Nadzwyczajnym, czyli dotyczącym poszukiwania dziecka. Cała Europa przyjęła zasadę, że zaginięcie dziecka to najbardziej dramatycznie społecznie zdarzenie, pod które można podciągać działania pedofilów lub handlarzy narządami.
    Zatem ten system pozwala w trybie natychmiastowym na podjęcie czynności, które w normalnych warunkach były uruchamiane tygodniami. Wszystkie policje, działające w systemie AMBER, przekazują informacje o rysopisie dziecka, zdjęcie publikują telewizje i portale internetowe, bo mają umowę z KGP.

    W sumie proste, tylko dlaczego dopiero od teraz?
    Wcale nie proste, bo chodzi o dopięcie umów międzynarodowych, o które trwały wieloletnie starania. Dogadanie się ze sobą państw w systemie, gdzie jeden telefon uruchamia procedurę, nie jest łatwe. Ważne jest to, że w dziś, w najtrudniejszym przypadku, procedura zadziałała z bezwzględną efektywnością.

    To był trudny przypadek? Chyba pomogło też szczęście: okolica pod monitoringiem i sąsiedzi, którzy zwrócili uwagę na zbyt szybki, niebezpieczny wręcz wyjazd samochodu z uprowadzonym dzieckiem...
    Nie ma szczęśliwych przypadków. Takich, że idzie policjant i natyka się na poszukiwany numer rejestracyjny. Rozpoczęto pewne działania, np. przegląd monitoringu. Porywacz nie zmienił samochodu, nie zmienił nawet numerów rejestracyjnych, bo on nawet nie pomyślał, że może zadziałać jakiś nowy system. Policja zaś znalazła bucik dziecka, co pozwoliło nakreślić kierunek ucieczki. Bez tego policja niemiecka nie otrzymałaby informacji, że na ich terenie prawdopodobnie znajduje się porywacz z dzieckiem.

    A stłuczka, którą zaliczył porywacz?
    To jest pewnego rodzaju szczęśliwy przypadek, bo z tego powodu porywacz zatrzymał się na poboczu. W Czechach czy na Słowacji pewnie nikt na takie auto nie zwróciłby uwagi, ale nie w Niemczech, gdzie jest inna kultura obywatelska. Tam po prostu kierowca poinformował, że widział stłuczkę auta na polskich numerach. Policja od razu wiedziała, że chodzi o auto porywacza. Skąd? Ano stąd, że działał ten nadzwyczajny alert. Stłuczka była o tyle istotna, że zatrzymano tego człowieka natychmiast. Ale gdyby nie stłuczka, pościg trwałby najwyżej parę godzin dłużej.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo