Nałęcz: Święto 1 maja zostało splugawione przez...

    Nałęcz: Święto 1 maja zostało splugawione przez totalitaryzmy. Nie mam sentymentu do pochodów

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    O polskim świętowaniu, trudnej historii ostatnich pokoleń i o tym, dlaczego prezydent Bronisław Komorowski ma coraz większe szanse wygrania w I turze wyborów - mówi prof. Tomasz Nałęcz, doradca w Kancelarii Prezydenta.
    Profesor Tomasz Nałęcz: Nie mam sentymentu do pochodów pierwszomajowych

    Profesor Tomasz Nałęcz: Nie mam sentymentu do pochodów pierwszomajowych ©Fot. Bartek Syta

    Panie Profesorze, z czym się Panu kojarzy 1 maja? Bo pewnie w pochodach brał Pan udział.
    Tak, przecież 20 lat byłem w PZPR i maszerowałem w pochodach pierwszomajowych. Pamiętam to i też się tamtego czasu nie wypieram, jak wielu innych, których widziałem w tych pochodach, a którzy dzisiaj inaczej prezentują swoją przeszłość. Natomiast, powiem szczerze, nie mam sentymentu do pochodów. Nie ma świętowania z elementami przymusu. A udział w pochodach pierwszomajowych nie był dobrowolny. Nie mówię o moim przypadku, pracowałem na uniwersytecie - tam, czy ktoś szedł w pochodzie, czy nie, nie miało najmniejszego znaczenia dla jego oceny zawodowej. Ale w wielu miejscach w Polsce niepójście na pochód było odnotowywane i wiązało się z szykanami.
    Dlatego nie mam sentymentu dla takiej formy świętowania 1 maja, zwłaszcza że jestem historykiem i wiem, że w zamyśle było to piękne święto. Tylko potem zostało splugawione przez totalitaryzmy, bo 1 maja był świętem państwowym i w systemie komunistycznym, i w systemie nazistowskim III Rzeszy.

    Znacznie radośniejszy jest 3 maja, prawda?
    Tak, 3 maja to było takie autentyczne święto. Dodatkowym elementem atrakcyjności był fakt, że komunistyczna władza pilnowała, aby 3 maja nie świętować. Dozorców rygorystycznie rozliczano z tego, aby flagi zawieszane na 1 maja 2 maja zostały koniecznie zdjęte, żeby broń Boże na 3 maja nie wisiały. To święto znalazło schronienie w Kościele, jak wiele innych form aktywności, które ówczesna władza uważała za niepraworządne, chociaż było to święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, a nie Konstytucji Majowej. Było coś uroczystego, autentycznego w tym świętowaniu bez czerwonej kartki w kalendarzu.

    Ale dzisiaj potrafimy się chyba bardziej cieszyć świętem 3 maja?
    Święto ma to do siebie, że się w nim cieszymy. A święto 3 maja ma jeszcze taką autentyczną radość świata budzącego się do nowego życia. Bo wystarczy otworzyć szerzej oczy, żeby zobaczyć, jak cały świat wokół człowieka się cieszy: pojawia się nowa, soczyście zielona trawa, pojawiają się kwiaty, człowiek zmienia wiosenne okrycia na letnie. Konstytucja 3 maja 1791 r., jak wiosna, niosła nadzieję na nowe odrodzenie. Niestety, przyszedł potem mróz zaborów i ta wiosna odradzania się polskiej państwowości nie trwała długo. Ale klimat tego święta przekłada się na klimat przyrody, budzi odwieczną ludzką nadzieję, że rodzi się nowe życie, że będzie lepiej.

    Zauważył Pan, że coraz więcej ludzi interesuje się historią? Nawet młodzi ludzie mają w sobie ciekawość swoich korzeni, tradycji, przeszłości?
    Tak, oczywiście, że to zauważyłem. To widać gołym okiem. Jeśli chodzi o przeciętny poziom wiedzy historycznej, to optymistą nie jestem, natomiast rośnie liczba osób tak autentycznie zainteresowanych historią. To już nie są jakieś wąskie grupy, to są już rzesze ludzi. I - co bardzo cieszy - zwłaszcza ludzi młodych. Myślę, że to się wiąże z naszą ludzką naturą. W naszej naturze jest, z jednej strony, otwartość, ciekawość świata, chęć poznania tego świata, a z drugiej strony - jest w naszej naturze coś, co chciałoby stabilizacji, pewnego solidnego fundamentu, chociaż oczywiście Pan Bóg każdemu z nas te cechy wymieszał w różnym stopniu. I tłumaczę sobie jako zawodowy historyk tę coraz większą otwartość na historię, na autentyczną wiedzę historyczną tym, że coraz bardziej otwarci na świat - świat intensywnie się zmieniający, coraz bardziej dla nas tajemniczy, bo im więcej o nim wiemy, tym ma on przed nami coraz więcej tajemnic - potrzebujemy jednocześnie stabilizacji, porządnego fundamentu. Jesteśmy coraz większym drzewem, mamy coraz zieleńsze liście, ale chcemy mieć także solidne korzenie. Tak, żeby jakiś huragan nie obrócił nas w jakieś rumowisko. Więc to sięganie do historii to takie szukanie korzeni w coraz szybciej rozwijającym się, coraz szybciej pędzącym świecie.
    Kampania prezydencka jest coraz bardziej brutalna. A prezydent Bronisław Komorowski atakowany jest w sposób bezwzględny, agresywny. Przeciwnicy często stosują zagrywki poniżej pasa
    Prezydentura Bronisława Komorowskiego, mam takie wrażenie, to prezydentura mocno ukierunkowana na historię. Wydaje się, że prezydent Komorowski dużo o niej mówi, ale też stara się, byśmy potrafili cieszyć się tym, co w naszej przeszłości ważne.
    Prezydentura Bronisława Komorowskiego jest w ciągu ostatniego ćwierćwiecza najbardziej nasycona historią. Pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że prezydent jest zawodowym historykiem, skończył studia historycznie, uczył jako nauczyciel historii, zawodowo uprawiał historię, pisał, ciągle historią się interesuje. Ale to nie jest rozstrzygający powód nasycenia prezydentury Bronisława Komorowskiego historią. Prezydent bardzo ceni sobie polską różnorodność i działa na jej rzecz. Bronisław Komorowski jest bardzo przywiązany do idei historycznej Rzeczypospolitej, tej sprzed wieków, a jej podstawowym atrybutem była różnorodność: narodowa, kulturowa, religijna, rozległość terytorialna. Polskie państwo było tak naprawdę państwem wielu narodów, kultur, religii nawzajem się szanujących, czerpiących inspiracje z tej różnorodności, z tego przyjaznego sąsiedztwa. Krótko mówiąc, prezydent ceni tę różnorodność, ale uważa, że aby różnorodność nie roznosiła wspólnoty, musi mieć jedną, spinającą klamrę. Tą klamrą, uważa prezydent, jest historia, przeszłość. Ale historia może pełnić taką funkcję tylko wtedy, jeśli nie będzie wykorzystywana jako maczuga do wzajemnego okładania się. Stąd prezydent nie forsuje jednej wizji naszej przeszłości, nie smaruje miodem jednych, nie przeklina innych. Zbliża się 70. rocznica zakończenie II wojny światowej, prezydent w czasie swojej prezydentury był na grobach wszystkich żołnierzy. Był wielokrotnie na Monte Cassino, bardzo mu zależało, żeby jako prezydent RP być na grobach katyńskich i był na nich wielokrotnie. Prezydent był w Falaise, gdzie walczyli żołnierze generała Maczka, był też, co nie o każdym jego poprzedniku można by powiedzieć, w Kołobrzegu, nad Nysą Łużycką także - przez pamięć o ojcu. Bo ojciec prezydenta, partyzant Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, został wcielony do wojska polskiego i walczył jako podporucznik w II Armii Wojska Polskiego. Nie ma znaczącego miejsca bitwy, tak na zachodzie, jak wschodzie, gdzie Bronisław Komorowski by nie był. Szanuje całą różnorodność polskiej historii. Jest człowiekiem Solidarności, ale nie patrzy z wyższością na inne środowiska, na tę tradycję historyczną, która solidarnościową nie jest.

    Panie Profesorze, zarzucano nam, Polakom, że mamy taką tendencję do rozdrapywania ran, do wspominania porażek, a obok tego nie potrafimy się cieszyć z sukcesów, zwycięstw, a te też przecież w naszej historii były. Pan się z tą diagnozą zgadza?
    To nie jest do końca sprawiedliwy sąd. Oczywiście, każdy naród pamięta historię mu najbliższą, historię ostatnich pokoleń. A nasza historia ostatnich pokoleń tak się układała, że były w niej bitwy przede wszystkim przegrane, nie zwycięskie. Były oczywiście triumfy, choćby w powstaniu kościuszkowskim, pamiętamy przecież zwycięskie Racławice, ale na koniec były Maciejowice i porażka, klęska powstania. Byliśmy w takim miejscu, mieliśmy takich wrogów, tak się układały relacje europejskie, że dwa ostatnie wieki naszej historii: XIX, XX, to pasmo zrywów zbrojnych w walce o wolność, ale los przegranych. Więc siłą rzeczy w tej naszej tradycji jest odwzorowanie takiego stanu rzeczy. Wie pani, myślę, że potrafimy się też cieszyć zwycięstwami. Kiedy tylko mogę, staram się być na polach bitwy 1920 r., tej najważniejszej Bitwy Warszawskiej, i są tam tłumy ludzi. Więc to nie jest tak, że zapominamy o zwycięstwach, tylko niestety w XIX, XX w., mieliśmy mniej zwycięskich zrywów niż tych przegranych.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze (14)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A kto plugawil?

      Bec-Walski (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Sam pan Profesor plugawil, oj plugawil....calymi swemi latami w PZPR.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Wg Jaruzela 3-go Maja to było święto Stronnictwa Demokratycznego z Młyńczakiem na czele.

      Wypłosz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Nasi sundy za udział w manifestacji 3-go Maja Tych co nie należeli do SD wpieprzały surowe kary pieniężne. Dobrze, że wówczas ludzie byli sprawiedliwi wobec draństwa władzy I Ich strumpli czyli...rozwiń całość

      Nasi sundy za udział w manifestacji 3-go Maja Tych co nie należeli do SD wpieprzały surowe kary pieniężne. Dobrze, że wówczas ludzie byli sprawiedliwi wobec draństwa władzy I Ich strumpli czyli sundów i szybko złożyli się do czapki czy kapelusza, żeby wybawić skazanego przez sundy jakże lojalne wobec władzy. Było ale czy minęło? A jakie są teraz te nasi kurduplowe sądy. Służą sprawiedliwości czy władzy?zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      pieprzonna komuna

      xz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      "przecież 20 lat byłem w PZPR"
      "3 maja to było takie autentyczne święto"
      Następny kandydat do spowiedzi tuż przed śmiercią i kwatery na Powązkach.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Oglądałem na żywo 1-go maja w : NRD, Francji i Polsce.

      Lichota (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 1

      Dla mnie to zawsze było święto. To, że była władza zbierała się dzień przed świętem dawała sobie nagrody, odznaczenia chlebowe i wpieprzała i piła skolko ugodno na koszt święta to jedna strona. A...rozwiń całość

      Dla mnie to zawsze było święto. To, że była władza zbierała się dzień przed świętem dawała sobie nagrody, odznaczenia chlebowe i wpieprzała i piła skolko ugodno na koszt święta to jedna strona. A druga strona to: o godz. 8.00 zbiórka na ul. Młyńskiej i marsz w stronę Astorii. Nasza grupa z Krochmalnej docierała tam na godz. 12.30 i w przód ku Bramie Krakowskiej mijając w marszu trybunę z władzą przy Poczcie Głównej. Przy Bramie było się o godz. 12.43 ( pochód trwał ca 12 - 13 min ). Następnie Żmigród gdzie czekał fabryczny samochód na szturmówki, hasła i stroje i do domu na zalewajkę z kluseczkami. Jak mawiał mój ojciec w 1945r to było prawdziwe święto robotnicz. Po pochodzie pracownicy wracali do zakładu pracy. Decyzją Dyrekcji zakładu wszyscy dostali obiad ( schabowy ) i na 4 pracowników 1/2 l wódki. Do śmierci pamiętał o tym święcie w PRL. Póżniej robotnik został zdegradowany do roli tła politykierów tak jak i obecnie. Śpiewali w przeboju, że tylko koni brak a w Wolnej Polsce robotników brak. Gdzie POdziali się robotnicy? Są na bezrobociu. I nie ma kto świętować dla marnej władzy. KL sonduje, czy pójdziesz 3-go Maja zatańczyć Poloneza. Ponad 90% respondentów orzekło, że nie. Czy ta nasi władza z Łysoniem na czele nie czyta KL? Tylko udają, że służą wyborcom?zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      3 maja

      Leon z (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      " komunistyczna władza pilnowała, aby 3 maja nie świętować "
      władza w II RP pilnowała , żeby świętować.
      po wsiach policja jeździła konno i zganiała chłopów pracujących w polu.
      jest różnica ?

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      1 czy 2 tury

      operacja Kraj 2015 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      www.koniec-swiata.org15-maja-2015-stan-wyjatkowy-w-polsce-wystapienie-nagranie-tv-b-komorowskiego-e-kopacz-gotowe

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Fałsz i obłuda!!!

      Stanisław (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 8

      Jaki ten człowiek fałszywy i obłudny, myśli, że Polacy są tacy tępi i ograniczeni. Dopóki tacy ludzie będą rządzili krajem, to nigdy nie doczekamy się dobrobytu. Szkoda, że musimy słuchać tylko...rozwiń całość

      Jaki ten człowiek fałszywy i obłudny, myśli, że Polacy są tacy tępi i ograniczeni. Dopóki tacy ludzie będą rządzili krajem, to nigdy nie doczekamy się dobrobytu. Szkoda, że musimy słuchać tylko kłamstw i fałszywych oskarżeń na temat prawdziwych Polaków. Prezydent salonowy, żyrandolowy mówi tylko o historii, natomiast Polacy powinni wiedzieć o przyszłości, a ta wygląda jak na razie bardzo CZARNO.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      1 maja

      Liberał (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 6 / 2

      To normalne stosunki społeczne zostały splugawione "świętem" 1 maja.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Ten wazeliniarz

      Josef (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 9 / 1

      Ten wazeliniarz ma sentyment jedynie do pieniędzy podatników.Tego się nauczył wiernie służąc czerwonym!!!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Panie Nałęcz!

      łowca bolszewików (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 13 / 1

      Nie wiem czy pan też jest ze WSI czy nie, ale dzisiejsze pana peany na cześć Piłsudskiego nijak brzmią w odniesieniu do publikacji sprzed dwudziestu paru lat. Teraz czy wtedy pan kłamał, czy...rozwiń całość

      Nie wiem czy pan też jest ze WSI czy nie, ale dzisiejsze pana peany na cześć Piłsudskiego nijak brzmią w odniesieniu do publikacji sprzed dwudziestu paru lat. Teraz czy wtedy pan kłamał, czy dzisiaj? Jest pan hipokrytą i tzw. historykiem dworskim, jak pana mistrz W. T. Kowalski. Dla pana szacunku nie mam za grosz. zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama