Debaty prezydenckie III RP. O czym w nich mówiono, co nam...

    Debaty prezydenckie III RP. O czym w nich mówiono, co nam przyniosły? [VIDEO]

    Lucjan Strzyga

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Debata Wałęsy z Kwaśniewskim w 1995 roku
    1/2
    przejdź do galerii

    Debata Wałęsy z Kwaśniewskim w 1995 roku ©Youtube

    Czekając na 21 maja, kiedy to Bronisław Komorowski i Andrzej Duda dyskutować będą o "sprawach dla Polski najważniejszych", przypomnijmy sobie prezydenckie debaty z najnowszej historii III Rzeczypospolitej. ZOBACZ VIDEO.
    Przez ćwierć wieku III RP zorganizowano kilka debat prezydenckich. Czy wpłynęły one w jakiś znaczący sposób na wynik wyborów, można jednak wątpić.

    Co nie znaczy, że nie dostarczyły odbiorcom widowiska, w które nieuchronnie zmienia się podobny polityczny show. Łatwo stracić w nim głowę, ale równie łatwo zyskać wszystko. Przyjrzyjmy się zatem, kto z kim i jak spierał się o rząd dusz oraz belwederski meldunek.

    1990: Wałęsa kontra Tymiński. Elektryk masakruje Stana



    Pouczająca, ale też widowiskowa lekcja raczkującej polskiej demokracji. Do telewizyjnego starcia stanęli przywódca Solidarności i biznesmen przybyły z egzotycznego Peru, który zmiótł wcześniej Tadeusza Mazowieckiego, pokazując mu z daleka legendarną czarną teczkę. Ponoć trzymał w niej gorące kwity na polski establishment polityczny, w tym na Lecha Wałęsę i połowę Unii Demokratycznej.

    Debatę Wałęsa wygrał walkowerem, bo Stan Tymiński do studia po prostu nie dojechał. Wcześniej obaj spotkali się, co prawda, na zaimprowizowanej konferencji prasowej, ale gdy przyszło do decydującego starcia, polonus z Peru wolał zostać w hotelu.

    Jego sztabowcy tłumaczyli poniewczasie, że nie dograno terminów, ale i tak wszyscy wiedzieli swoje - Tymiński przestraszył się rozjuszonego Wałęsy. A ten bezceremonialnie wyrwał elektoratowi 74 proc. poparcia, przeprowadził się do Belwederu i natychmiast wywołał wojenkę na górze.

    1995: Wałęsa kontra Kwaśniewski. Zwycięstwo makijażu



    W telewizyjnym sparingu nadętego jak indor Wałęsy, który jak młynek mełł swoje wyświechtane frazesy o pogonieniu złodziei w skarpetkach, z optymistycznym, zbrązowiałym od markowych kosmetyków Kwaśniewskim ten pierwszy nie miał żadnych szans. Co tylko potwierdziło, że każdy, kto ma oczy jak bławatki, promiennie się uśmiecha i umie tańczyć w rytmie disco polo, wygra z wąsatym ponurakiem, który kreuje się na zbawcę narodu.

    Do politycznych annałów przeszło knajackie zakończenie tej zadziwiającej debaty, kiedy to Wałęsa - laureat Pokojowego Nobla - chciał Kwaśniewskiego kopnąć w tylną część ciała, krzycząc: "Panu to ja mogę nogę podać!". Jego zwolennicy pocieszali się później, że chciał dobrze, ale ostateczny wynik w drugiej turze nie pozostawiał wątpliwości - 51 do 48 proc. dla lidera lewicy. Do osieroconego Belwederu wprowadził się Aleksander Kwaśniewski.

    2000: Debata, której nie opłacało się organizować
    Syty jak kocur Kwaśniewski posłuchał rad spin doktorów oraz kandydata AWS Mariana Krzaklewskiego i jego pretensje do prezydentury po prostu zignorował. Jak się okazało - słusznie, bo wygrał już w pierwszej turze, nie narażając się na niewygodne zaczepki, choćby te o stan zdrowia podczas uroczystości w Charkowie.

    Co zostało po kampanii Kwaśniewskiego z roku 2000? Słynny klip z Kalisza, w którym prezydent namawia swojego ministra, by ten sparodiował papieża i ucałował "ziemię kaliską". Porażająca dramaturgia tego dzieła do dziś nic straciła na wartości.

    2005: Tusk kontra Kaczyński. Nuda podszyta złośliwościami



    Oglądając tę debatę, widzowie ziewali z nudów, ożywiając się z rzadka przy celnej ripoście któregoś z pojedynkowiczów. Donald Tusk docinał, że prezydent Warszawy nie może nikogo wykluczać, a Lech Kaczyński próbował kpić z jego politycznej poprawności, ale w sumie w jednym odcinku "Klanu" dzieje się więcej, niż działo się w tej debacie dwóch największych wówczas politycznych statystów.

    Co ciekawe, napompowany testosteronem Tusk wychodził ze studia z przekonaniem, że zmiażdżył safandułowatego Kaczyńskiego. Potwierdziła to pierwsza tura (36 do 33 proc.), ale później przyszła od losu nagła lekcja pokory. Sztab Kaczyńskiego sprytnie ekshumował Tuskowego dziadka z Wehrmachtu i sytuacja się odwróciła. Na nowego lokatora Belwederu awansował Kaczyński.

    2010: Komorowski - Kaczyński. Gadali, ale właściwie o czym?



    Wbrew opinii, że debata między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim nie zapisała się niczym ciekawym, to jednak miała ona momenty emocjonujące. W stenogramie stoi, że panowie dyskutowali m.in. o rozwoju Polski, orlikach, związkach partnerskich, małżeństwie, Kościele, in vitro, przywilejach służb mundurowych, emeryturach, armii, Afganistanie, no i oczywiście o katastrofie w Smoleńsku.

    Niektóre cytaty brzmią niemal rozczulająco. Komorowski deklarował choćby, że w Polsce nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego: "Można stworzyć możliwość wyboru, na przykład łącznie w wyższą emeryturą. Nic na siłę". Kaczyński z kolei perswadował, że chętnie porozmawiałby z prezydentem Rosji, na przykład o Polakach na Białorusi.

    Z tej licytacji zwycięsko wyszedł Komorowski. Rodacy zapamiętali, jak rozmarzonym głosem deklarował: "Sądzę, że te pięć lat spokoju i pokoju politycznego po prostu się należy". Wygrał w stosunku 41 do 36 proc. Znów trzeba było zmieniać belwederskie obicia.

    2015: Wszyscy kontra Komorowski. Zmienić wszystko!
    Choć kierujący kampanią Komorowskiego próbowali fakt jego nieobecności w telewizyjnej debacie przestawić jako zwycięstwo moralne, przeciętny Polak odniósł wrażenie, że prezydent po prostu stchórzył. A miał przed czym, bo 10 hejterów z apetytem na zwycięstwo nie pozostawiło na nim suchej nitki. I bądź tu dobry dla bliźnich!

    Zresztą formuła i sposób organizacji tej debaty dowiodły, że czasy podobnych widowisk dla mas minęły. Dziesięcioro kandydatów wygłosiło swoje zdanie [TEKST O DEBACIE TUTAJ], co i tak w efekcie nie miało żadnego znaczenia, bo wybory prezydenckie to nie teleturniej dla bystrzaków. Więc może i dobrze, że obyło się bez Komorowskiego, bo ostatecznie to wciąż urzędująca głowa państwa i na telewizyjnego fightera - co gasi celną ripostą Kukiza albo rozkłada cytatem Korwina - po prostu się nie nadaje. Ale czy w związku z tym w Belwederze zamieszka kolejny lokator - na to musimy jeszcze chwilę poczekać.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Jacy ludzie? Wszyscy?

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      „Ludzie nie chca juz zdrajcow w rzadzie”.

      Tak?
      Jacy ludzie? Wszyscy? Bo ja mam inne zdanie.
      I dlaczego w rządzie są „zdrajcy”? Kogo zdradzili i jak? Możesz opdowiedzieć na te pytania? Bo ja w...rozwiń całość

      „Ludzie nie chca juz zdrajcow w rzadzie”.

      Tak?
      Jacy ludzie? Wszyscy? Bo ja mam inne zdanie.
      I dlaczego w rządzie są „zdrajcy”? Kogo zdradzili i jak? Możesz opdowiedzieć na te pytania? Bo ja w rządzie zdrajców nie widzę a jedynie ludzi, którzy realizują swoją politykę.
      zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Debaty prezydenckie III RP. O czym w nich mówiono, co nam przyniosły?

      Olga

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Ludzie nie chca juz zdrajcow w rzadzie Beda glosowac przeciw Komorowskiemu. Dudzie przeszkadza kosciol i Kaczynski w zdobyciu wiekszej ilosci glosow.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama