Łódzkie Spotkania Baletowe: spektakl "Sylvie Guillem - Life...

    Łódzkie Spotkania Baletowe: spektakl "Sylvie Guillem - Life In Progress"

    Dariusz Pawłowski

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Sylvie Gulliem w układzie "Bye" w choreografii Matsa Eka. Artystka pożegnała się z tańcem w wieku 50 lat. Miłośnicy jej gigantycznego
    1/3

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Lesley Leslie-Spinks

    Spektakl "Sylvie Guillem - Life In Progress" na XXIII Łódzkich Spotkaniach Baletowych: imponujące zakończenie tanecznej kariery jednej z największych gwiazd światowego baletu.
    Jak to!? Już? Czas musiał sprawić, że nadszedł ten dzień? Tak po prostu usłyszeliśmy: do widzenia? Sylvie Guillem, francuska primabalerina, jedna z największych gwiazd światowego baletu, szczególnie uwielbiana przez publiczność Łódzkich Spotkań Baletowych, pokazała w Teatrze Wielkim w Łodzi prapremierę pożegnalnego spektaklu. "Po 39 latach tańca, emocjonującej podróży, czas na zmianę kierunku. Na nowe życie" - zapowiedziała artystka.


    Dla Sylvie Guillem istnienie to nieustanne "Life in Progress". Dlatego przedstawienie, którym postanowiła skończyć z rolą tancerki, nie było ani podsumowaniem, ani zamknięciem, ani przepełnionym smutkiem i żalem roztrząsaniem tego, co nieubłaganie minęło. Był to raczej pokaz wciąż uderzającej mocy tancerki i otwarcia na to, co życie ma jeszcze do zaproponowania. - Na razie chcę odpoczywać - powiedziała artystka zapytana, jakie ma plany na kolejne lata. Ma po czym wypoczywać. Przecież w ciągu swojej międzynarodowej kariery Sylvie Guillem, poza Operą Paryską, tańczyła także w Royal Opera House, La Scali, American Ballet Theatre, wykonując choreografie najwybitniejszych choreografów XX wieku jak Maurice Bejart, Mats Ek, William Forsythe, Frederick Ashton, Kenneth MacMillan, wielokrotnie otwierając widzom oczy na nowe kierunki i taneczne rozwiązania.

    Imponującym elementem tej drogi był pokazany w Łodzi spektakl. Świetnie skonstruowany, wydobywające różne emocje związane ze sztuką tańca. Artystka rozpoczęła wieczór solo "techne" z trójką muzyków grających na scenie - układem stworzonym przez Akrama Khana. Zamykającą się w okręgu, efektowną, złożoną sekwencją kroków i ruchów, zdecydowaną a zarazem dowcipną przypowieścią o relacjach natury i technologii. Chwilę potem na scenie pojawili się Brigel Gjoka i Riley Watts w pełnym napięcia, rozegranym niemal w ciszy "Duo", autorstwa Williama Forsythe'a, co ciekawe, przygotowanym pierwotnie dla tancerek. W trzeciej zaś części - "Here & After" w choreografii Russella Maliphanta - Guillem tańczyła z Emanuelą Montanari, którą odkryła w zespole włoskiej La Scali. Wspaniałe, zmyślne, wyniosłe pas de deux, oparte na zachwycającej, silnej współpracy tancerek i ich doskonałym uzupełnianiu się.

    Bombą nad "i" było zamykające spektakl "Bye", ułożone przez Matsa Eka. Niezwykle pomysłowa gra z obrazem, porywająco wyrafinowana i piekielnie skomplikowana, przejmująco skomponowana do muzyki Ludwiga van Beethovena: także ostatniej w dorobku kompozytora sonaty fortepianowej - c-moll nr. 32.

    W wykonaniu Guillem wszystkie układy wyglądają na bardzo łatwe, tańczone niezwykle naturalnie, z olbrzymią radością. Tylko ona wie, ile każdy z nich kosztuje wysiłku, ile pracy wymaga wywołanie zachwytu nad tym, czego można dokonać przy pomocy ludzkiego ciała. Guillem to zapierająca dech w piersi perfekcja i precyzja każdego ruchu, "dociągniętego" do ideału. To jej idealna dla baletu budowa, mocne długie nosi i zadziwiająco elastyczne więzadła. A przy tym elegancja i klasa. No i charyzma, która sprawia, że jej obecność na scenie ma magnetyczną moc. Jej pożegnalny program to również przekazane z serca podziękowanie dla publiczności, zapewnienie, że tańczenie dla niej było dla artystki wielką przyjemnością. Dlatego Sylvie Guillem schodzi ze sceny nie tylko niepokonana, ale i z uśmiechem szczęścia.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      W Łodzi może być magicznie

      Sprawdź (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

      Wspaniała artystka we wspaniałym repertuarze. Cud, że udało się ją u nas zobaczyć. Widać, że szczątki dawnych Spotkań Baletowych potrafią jeszcze zabłysnąć. Tym większym kontrastem okazuje się...rozwiń całość

      Wspaniała artystka we wspaniałym repertuarze. Cud, że udało się ją u nas zobaczyć. Widać, że szczątki dawnych Spotkań Baletowych potrafią jeszcze zabłysnąć. Tym większym kontrastem okazuje się przypadkowa składanka męskich baletów (kolejna pozycja tej dogorywającej imprezy).zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Guillem tak Putrov nie

      . (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

      Niestety ŁSB 2015 nie dorastają do pięt edycjom sprzed 6-8 lat. Wczorajsza propozycja Ivana Putrova "Man in Motion" była jakimś nieporozumieniem. Brak baletu w balecie, senne, niedopracowane. Nie...rozwiń całość

      Niestety ŁSB 2015 nie dorastają do pięt edycjom sprzed 6-8 lat. Wczorajsza propozycja Ivana Putrova "Man in Motion" była jakimś nieporozumieniem. Brak baletu w balecie, senne, niedopracowane. Nie wiem za co dostali tak długie brawa. zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama