Moja bardzo wielka wina. O politykach, którzy się kajali

    Moja bardzo wielka wina. O politykach, którzy się kajali

    Karolina Sarniewicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Moja bardzo wielka wina. O politykach, którzy się kajali

    ©fot. Piotr Smolinski

    Ewa Kopacz przeprosiła za osiem lat rządów Platformy. Nie jest jednak pierwszym politykiem, któremu na usta cisnęły się słowa skruchy. Ci potrafili już bowiem przepraszać za siebie, za swoje wybory i za swoich podwładnych
    Moja bardzo wielka wina. O politykach, którzy się kajali

    ©fot. Piotr Smolinski

    Magiczne "proszę", "dziękuję", i "przepraszam", którymi podobno zdziałać można cuda, to wyrazy w powszechnej opinii najciężej przychodzące politykom. Bywali jednak mężowie stanu, którzy bynajmniej nie stronili od publicznego bicia się w pierś.
    Za "taki klimat" i taśmy

    Gdyby więc pokusić się o ranking, komu ta pierś dźwięczała najgłośniej, prawdziwym mistrzem pokory (przynajmniej jeśli chodzi o liczbę aktów samokrytyki) byłby... Donald Tusk!

    Przepraszał za aferę taśmową. Przepraszał za Elżbietę Bieńkowską, za jej "sorry, taki mamy klimat" (ona sama wszak nie przeprosiła). Przepraszał za to, że chciał obniżać podatki, i przepraszał za ACTA (rzecząc, że zabrakło mu wrażliwości). Przepraszał też, że nie umie angielskiego, gdy w końcu udawał się na emigrację. Przepraszał nawet za Beatę Sawicką, przyznając, że do polityki - jak i niejednokrotnie do Platformy Obywatelskiej - zdarza się trafiać ludziom, którzy trafić do niej nie powinni. Przepraszał proszony o przeprosiny i przepraszał nieproszony. Po prostu bez przerwy przepraszał.

    Za śmieci i za metro
    Nie wszystkim jednak przepraszanie przychodziło tak gładko i od razu. Niektórzy pokornieli dopiero, kiedy wzburzony niedoskonałą kadencją lud przeganiał ich ze stanowiska.

    I tak Hanna Gronkiewicz-Waltz, gdy w powietrzu zawisło referendum o zwolnieniu jej z funkcji prezydenta Warszawy, zaczęła rzewnie i ckliwie przepraszać za to, co było i czego nie było, choć według obietnic - być miało.
    Prosiła o wybaczenie złego wywozu śmieci czy tego, że metro jeszcze niegotowe, a w ramach zadośćuczynienia nastawiała nam zdrowo siłowni plenerowych w osiedlowych ogródkach. Referendum co prawda doszło do skutku, ale Gronkiewicz na stanowisku została. Czyli powiedzieć by się chciało: wróciła na stare śmieci.

    Za Ogórek i bolesne zawody
    Niebywałą skłonnością do samokrytyki wykazał się też Leszek Miller, gdy tylko jego kandydatka na prezydenta okazała się tracić poparcie. I o ile kilka tygodni wcześniej ochoczo zapewniał o jej kompetencjach i zaletach, na posiedzeniu szefostwa SLD po I turze wyborów kajał się:
    - Zarząd SLD uznał, że wynik uzyskany przez Magdalenę Ogórek jest dalece niewystarczający. Przepraszamy tych, którzy poczuli się tą kandydaturą zawiedzeni.

    Za Kościół i pedofilów biskupów
    Okoliczność kampanii prezydenckiej jest zresztą z oczywistych względów nieprzypadkowa, jeżeli chodzi o skłonność do przeprosin. Tym samym jakkolwiek desperacki mógłby się to zdawać krok, Janusz Palikot, nim wystartował w wyścigu na prezydenta, przeprosił za... swoje potyczki z Kościołem.
    - To było politykierstwo, to było nie w porządku! - kajał się na blogu. Wszak prezydentem chciał być aktywnym i niezwaśnionym z żadną frakcją. "W krytyce Kościoła - napisał - przekroczyłem granice walki o świeckie państwo na rzecz walki z Kościołem. Nie na miejscu były wypowiedzi o dzieciach papieża i pedofilii biskupów".
    Żałował - jak twierdził - również tego, że próbował budować szeroki obóz polityczny z postkomunistyczną lewicą, umowy zawartej z PO w sprawie poparcia wydłużenia wieku emerytalnego, a także awantury z Wandą Nowicką. Przepraszał też za tych, którzy zawiedli, odchodząc z klubu i partii.
    Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO zapytana przez TVP Info nie pozostawiła jednak złudzeń co do rzeczywistych intencji Palikota:
    - Zorientował się, że jeżeli chce mieć poparcie, które wychodzi poza śladowe i przynajmniej gdzieś zostanie odnotowane, no to musi się zaprzeć tego wszystkiego, co do tej pory robił.

    Za brzydkie słowa o telewizji
    Z kolei świeżo upieczony polityk Paweł Kukiz, kojarzony przez wielu jako ten, który częściej krzyczy, niż przyznaje się do winy, raz za czasów swojej obecności w mediach oficjalnie kogoś przeprosił.
    Zaszczyt trafił się Monice Olejnik. Kukiz wyznał jej na antenie, że mimo tego, jakimi epitetami obrzucił swego czasu zatrudniającą ją stację, jej pracę ceni i nie chciał jej sprawić przykrości.

    Za zapominalstwo
    Za wpadkę przeprosił też pewnego razu marszałek Sejmu Radosław Sikorski, który w rozmowie z amerykańskim portalem Politico stwierdził, że "Rosja próbowała włączyć Polskę do inwazji na Ukrainę", a później odmawiał odnośnie do tej wypowiedzi wyjaśnień.
    - Zawiodła mnie pamięć - wyjaśniał polskim dziennikarzom na konferencji prasowej - po sprawdzeniu okazało się, że w Moskwie nie było spotkania dwustronnego Donald Tusk - Władimir Putin. Przepraszam.

    Za nerwy prezydenta
    Po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich całą serię publicznych przeprosin zaliczył szef sztabu Bronisława Komorowskiego Robert Tyszkiewicz.
    Najpierw na antenie TVN 24 przepraszał za prezydenta, za to że ten zareagował na przegraną (rzekomą bądź nie) agresją. Później, gdy prezydent publicznie oznajmił, że padł ofiarą nadinterpretacji, Tyszkiewicz przeprosił, że się tej nadinterpretacji dopuścił.

    Za złe wybory i porównania
    Jarosław Kaczyński przepraszał również. I to niejeden raz. Prosił Krystynę Pawłowicz o wybaczenie, że porównał ją do Janusza Korwin-Mikkego, podał rękę Donaldowi Tuskowi po jego exposé w październiku ubiegłego roku (podobno, żeby mu przy tym szepnąć, że wcale go nie nienawidzi, a życzy mu powodzenia), przeprosił też (choć w konwencji wyborczej pięć lat temu) mieszkańców Stalowej Woli za to, że jego partia udzielała poparcia Andrzejowi Szlęzakowi, jej ówczesnemu prezydentowi, który nie sprawdził się dobrze w tej roli.

    Za "strzelanie do górników"
    W historii politycznych przeprosin bywało też tak, że jedni (nieskłonni do skruchy) do przeprosin zmuszeni byli wyrokiem sądu, inni domagali się przeprosin, acz bezskutecznie, bo sąd decydował inaczej.
    Jednej i drugiej sytuacji na własnej skórze doświadczył Janusz Korwin-Mikke, który z jednej strony sam musiał przepraszać Partię Kobiet za to, że nazwał ją "partią ekshibicjonistek", z drugiej - sam domagał się przeprosin od Andrzeja Dudy za stwierdzenie, że poglądy Korwin-#-Mikkego wskazują, że ten będzie chciał strzelać do górników. Sąd jednak, który rozpatrywał tę sprawę w trybie wyborczym, przyznał rację Andrzejowi Dudzie. Podobnie skończyła się też inna, w której Korwin domagał się przeprosin od Donalda Tuska za słowa, które - zdaniem oskarżyciela - przypisywały mu działanie z niskich pobudek oraz motywów zasługujących na potępienie. Sąd stanął po stronie oskarżanego i słów pojednania nie było.

    Za wszystko i za nic
    Wspomniana Ewa Kopacz zaś nie od dziś była wprawiona w przepraszaniu. Najpierw, jak Donald Tusk, prosiła o wybaczenie afery taśmowej, później przeprosiła za marszałka Sikorskiego i jego milczenie podczas konferencji prasowej na temat wywiadu dla Politico. teraz w końcu za całą działalność Platformy Obywatelskiej.
    - Przez osiem lat rządów nazbierało się trochę błędów, niektórzy po prostu zawiedli. Przyznajemy to i przepraszamy. Będziemy walczyć o zwycięstwo.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Pisałem wiele razy, że mafia PO czerpie z doswiadczeń komuny.

      W tym (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 11

      przypadku mamy do czynienia z tzw. samokrytyką, czyli przyznaniem sie do "błędów i wypaczeń"
      oraz "obietnicą zmian i poprawy" plus "wizja powszechnej szczęśliwości ludu pracującego miast i WSI"....rozwiń całość

      przypadku mamy do czynienia z tzw. samokrytyką, czyli przyznaniem sie do "błędów i wypaczeń"
      oraz "obietnicą zmian i poprawy" plus "wizja powszechnej szczęśliwości ludu pracującego miast i WSI".
      Inaczej mówiąc, pierdzielenie trzy po trzy.
      Jeszcze tydzień temu, premier Baba zaklinała się na wszystko, że 8 lat rządów PO-PSL to
      pasmo samych sukcesów i wzrost dobrobytu mieszkańców Republiki Bananowej.
      A dzisiaj proszę, samokrytyka.
      Zawsze twierdziłe, że oni już nawet sami nie wiedzą kiedy kłamią. zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      wiedzą - zawsze kłamią.

      sceptyk (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5

      ;-)

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      To może pańcia jeszcze powie jak to w Smoleńsku było?

      sceptyk (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 12

      Do tej pory łgała jak bura suka.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama