Żołnierze Powstania Warszawskiego w labiryncie podziemnego miasta

W 1. odcinku "Tajemnic Państwa Podziemnego" rekonstruujemy koszmarny świat warszawskich kanałów oraz badamy techniki, których używali powstańcy, by przetrwać pod ziemią. Obejrzyj go lub przejdź do pełnego wydania Powstania Warszawskiego.

Obejrzyj wszystkie odcinki
Zwiń
Obejrzyj wideo
Kunitzer - król Widzewa

Kunitzer - król Widzewa

Przemysław Waingertner

Dziennik Łódzki

Aktualizacja:

Dziennik Łódzki

Minie niedługo 103. rocznica śmierci jednego z najpotężniejszych lodzermenschów - Juliusza Kunitzera. Przemysłowiec, którego łódzki historyk Kazimierz Badziak określił bez cienia przesady jako "twórcę fabrycznego Widzewa", zmarł 30 września 1905 r. w wyniku ran odniesionych w zamachu.
"Biedny czeladnik"

Przodkowie przyszłego właściciela "widzewskiego imperium" przybyli do Królestwa Polskiego w latach 30. XIX stulecia, w okresie, gdy rodziła się potęga włókienniczej Łodzi. Jego ojciec Jakub - tkacz-sukiennik - mieszkał i pracował w zakładach sukienniczych najpierw w Przedborzu (gdzie w 1843 r. przyszedł na świat Juliusz), a następnie w Opatówku. Po śmierci Jakuba jego żona - Joanna Rozyna z Tietzów - wraz z Juliuszem zamieszkała we wsi Tyniec, będącej wówczas przedmieściem Kalisza.


Tam właśnie kilkunastoletni przyszły "król Widzewa" zatrudnił się w zakładach tkackich Braci Repphan, dokonując, jak się okazało, wyboru życiowej drogi, która miała z czasem przyczynić się do jego tragicznej śmierci, ale wcześniej przyniosła mu bajeczną fortunę, sławę i władzę. Tymczasem jednak sytuacja materialna jego rodziny nie była godna pozazdroszczenia. W zachowanym spisie wiernych, których składki miały utrzymywać parafię ewangelicką w Kaliszu, "czeladnik Jakub Kunitzer" został określony jako "biedny", w związku z tym zwolniony z obowiązku przekazania opłaty.

Do miasta nad Łódką Kunitzer przybył w połowie lat 60. już jako wykształcony tkacz. Szybko znalazł pracę w zakładach bawełnianych, należących do Edwarda Hentschla, które mieściły się na rogu ulic Piotrkowskiej i Krótkiej (dziś Traugutta) - tam, gdzie obecnie mieści się hotel Grand. Dzięki swej inteligencji i determinacji, znakomitemu przygotowaniu zawodowemu, a także zdolnościom organizacyjnym, które szybko dostrzegli przełożeni, szybko awansował, wchodząc w skład kierownictwa przedsiębiorstwa.

Kolejne etapy kariery ambitnego lodzermenscha to prestiżowe stanowisko kierownika warszawskiego składu handlowego przedsiębiorstwa Hentschla, a następnie sprawowanie kierownictwa technicznego w jego modernizujących się i przechodzących do produkcji zmechanizowanej łódzkich zakładach.

Sukces zawodowy został przypieczętowany przemyślanym małżeństwem - w 1869 r. Kunitzer ożenił się z siostrą innego przemysłowca Ludwika Meyera, zajmującego wówczas w przedsiębiorstwie Hentschla wysokie i wpływowe stanowiska. Rok później Kunitzer kierował już własną firmą, a w połowie lat 70. wspólnie ze szwagrem wykupił od dotychczasowego pryncypała na bardzo korzystnych warunkach podniszczone przez pożar zabudowania jego fabryki. Wkrótce w odnowionych wnętrzach dawnej firmy Hentschla wspólnicy otworzyli dom handlowy i zakłady wełniane "Kunitzer i Meyer". Inwestycja okazała się strzałem w dziesiątkę - ambicja i pracowitość obydwu przemysłowców poparta dobrą koniunkturą gospodarczą uczyniły z nowego przedsiębiorstwa jedno z największych w Łodzi.

Imperium Kunitzera

W 1879 r. drogi współpracujących dotąd lodzermenschów rozeszły się. Kunitzer, wierząc w swą szczęśliwą gwiazdę, postanowił raz jeszcze zaryzykować. Wycofał swoje udziały z dochodowej firmy, prowadzonej wspólnie z Meyerem, aby zainwestować wszystkie środki w budowę nowoczesnych zakładów bawełnianych na dzisiejszym Widzewie.

Los raz jeszcze do niego się uśmiechnął. Bo też rozkręcając kolejny interes nie tylko zawierzył własnym umiejętnościom, ale także zadbał ponownie o rzetelnego wspólnika. Tym razem był to znany łódzki przemysłowiec Juliusz Heinzel, który pozyskany do pomysłu nowej firmy przez Kunitzera najpierw przyczynił się do przyznania mu pokaźnego kredytu przez łódzki Bank Handlowy, a następnie stał się współwłaścicielem nowego przedsiębiorstwa. A to - doinwestowane dzięki Heinzlowi - rozbudowywało się w zawrotnym tempie. Jeszcze w listopadzie 1879 r. stanęły obszerne, przestronne budynki przędzalni, tkalni, zakładu gazowego, farbiarni i bielnika, wyposażone w nowoczesne maszyny i urządzenia. W latach 90. została wzniesiona nowa tkalnia i drukarnia z farbiarnią, a dawna przędzalnia, wykończalnia i bielnik zostały znacznie rozbudowane. Firma dysponowała też własnym kolektorem odprowadzającym fabryczne ścieki, wewnętrzną siecią transportową i połączeniem kolejowym z towarową stacją Łódź Fabryczna.

Równocześnie same zakłady obrastały dodatkowymi zabudowaniami - powstały tzw. domki Kunitzera dla robotników, szpital fabryczny, szkoła i żłobek dla dzieci pracowników, sklep spożywczy i kościół. Rozszerzały się też tereny będące własnością spółki - z 41 mórg, które w 1879 r. Kunitzer kupił od byłego wspólnika Meyera, do prawie 400 w początkach XX w. Rosło zatrudnienie: w początkach działalności widzewskich zakładów "Heinzel i Kunitzer" pracowało w nich ok. 1000 robotników, natomiast na przełomie wieków już ponad trzykrotnie więcej.

Tymczasem Kunitzer, który okazał się siłą napędową przedsiębiorstwa, wciąż kipiał nowymi pomysłami. W 1889 r. powstało Towarzystwo Akcyjne Heinzla i Kunitzera, które przejęło imponujący trzymilionowy majątek założonego wcześniej przez wspólników domu handlowego. Kolejną inicjatywą rzutkiego lodzermenscha było utworzenie Towarzystwa Akcyjnego Łódzkiej Manufaktury Niciarnianej z kapitałem zakładowym o wartości 2 milionów rubli. Z czasem też "Kraj Nadwiślański" okazał się za ciasny dla ambitnego fabrykanta, który zadbał o otworzenie składów swej firmy w wielkich miastach Rosji - Moskwie, Odessie, Charkowie, Rostowie nad Donem i Tyflisie.

Tyran i krwiopijca czy społecznik i filantrop?

Wizerunek Kunitzera jako pracowitego, inteligentnego i energicznego, spragnionego sukcesów i pomnażającego w zawrotnym tempie swój majątek przedsiębiorcy, współtwórcy i symbolu wielkoprzemysłowej Łodzi, nie był jedynym, jaki funkcjonował w opinii publicznej łódzkiej ziemi obiecanej. Przemysłowiec stał się równocześnie bohaterem "białej" i "czarnej" legend, ukazujących go w zgoła odmiennym świetle.

Dla części współczesnych mu łodzian był nie tylko obdarzonym gruntowną znajomością włókienniczego fachu, talentem i... szczęściem w interesach fabrykantem, ale też wielkim społecznikiem. Wieść niosła o jego zaangażowaniu w publiczną działalność i głośnych charytatywnych inicjatywach.

Był jednym z honorowych radnych, którzy mogli doradzać magistratowi. Popierał - ostatecznie niezrealizowany - pomysł przeniesienia siedziby guberni z Piotrkowa do Łodzi. Działał na rzecz rozbudowy w mieście nad Łódką instytucji sądowniczych i administracyjnych oraz stworzenia sieci tramwajowej i połączeń kolejowych z innymi miastami. Kierował oddziałem łódzkim Towarzystwa Popierania Rosyjskiego Przemysłu i Handlu (odgrywającym rolę zastępczego samorządu) i Łódzkim Chrześcijańskim Towarzystwem Dobroczynności. Był członkiem Łódzkiego Komitetu Towarzystwa Czerwonego Krzyża i grupy inicjatywnej, która doprowadziła do zorganizowania w mieście pogotowia ratunkowego. Wspierał finansowo ideę rozbudowy szpitala miejskiego, kościołów i cerkwi oraz utworzenia przytułku położniczego i schroniska dla nauczycielek. Z powodzeniem zabiegał o utworzenie w Łodzi Szkoły Handlowej.

Z tym pochlebnym obrazem przemysłowca filantropa rywalizował popularyzowany przez radykałów i socjalistów mroczny wizerunek Kunitzera - chciwego, pozbawionego skrupułów wyzyskiwacza, gnębiącego robotników. Tego, który przewodząc łódzkim przedsiębiorcom, podtrzymywał ich opór w obliczu żądań socjalnych, zgłaszanych przez robotnicze załogi i lewicowe partie. Propaganda, widząca w Kunitzerze uosobienie wszystkich najgorszych cech bezwzględnego lodzermenscha, zaczęła narastać wraz z falą rewolucyjnych wystąpień 1905 r. i już wkrótce miała zakończyć się tragicznie dla "bawełnianego króla z Widzewa".

Zamach

Do pierwszego zamachu na Kunitzera doszło jeszcze w 1893 r. Wtedy jednak dało znać o sobie szczęście, jakie towarzyszyło mu przez całe życie - od wybuchu bomby, przygotowanej przez grupę rewolucyjnych bojowników ucierpiała bowiem jedynie willa fabrykanta, w której odbywało się właśnie spotkanie znanych łódzkich przedsiębiorców. Ani on, ani nikt z jego gości nie odniósł żadnych poważnych obrażeń.

Szczęśliwa gwiazda przemysłowca miała zgasnąć dopiero 12 lat później. Jak do tego doszło? Oddajmy głos biografowi Kunitzera, profesorowi Kazimierzowi Badziakowi: "30 września 1905 r. około godziny 18 Juliusz Kunitzer wracał w towarzystwie kilku osób tramwajem z Widzewa do Łodzi. Przed ulicą Nawrot z wnętrza wagonu wyszło dwóch osobników, z których jeden stanąwszy na stopniu wyjął pistolet i oddał do niego kilka strzałów. Ciężko rannego Kunitzera przewieziono do pogotowia ratunkowego, gdzie zmarł po 20 minutach. Policji udało się zatrzymać sprawcę zabójstwa, którym okazał się 23-letni pracownik firmy Desurmont i Ska-Adolf Szulc. Drugiemu terroryście udało się zbiec".

Udany zamach na Kunitzera stał się nie tylko w "Nadwiślańskim Kraju", ale i w Rosji tematem dnia. Pisały o nim gazety i poświęcano mu propagandowe ulotki. Przy tej okazji uwidocznił się podział opinii publicznej - zarówno polskiej, jak i rosyjskiej. Kręgi umiarkowane politycznie potępiały mord, podkreślając zarazem zaangażowanie przemysłowca w dzieło rozwoju gospodarczego Łodzi i modernizacji przemysłu włókienniczego oraz jego społecznikowską i filantropijną działalność. Z kolei środowiska lewicowe - radykalne i socjalistyczne - usprawiedliwiały zamach nieustępliwością Kunitzera wobec socjalnych postulatów robotników, a niekiedy wręcz gloryfikowały czyn zamachowca, skazanego ostatecznie po procesie na wieloletnią katorgę.

Uroczysty pogrzeb zabitego przedsiębiorcy odbył się kilka dni później - 3 października 1905 r. - i zgromadził tysiące łodzian. Wzniesiono Kunitzerowi czarny, prosty grobowiec na Starym Cmentarzu przy ulicy Ogrodowej. Potomnym miał on przypominać postać potężnego łódzkiego fabrykanta, którego miejsce wśród żywych mieli natomiast wkrótce zająć jego następcy na przemysłowym Widzewie - Konowie.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo