Tony bomb i pocisków z II wojny światowej w łódzkich lasach [ZDJĘCIA+FILM]
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
Można by wysadzić cały Justynów
Od końca września prace trwają na terenie nadleśnictw w Brzezinach, Grotnikach i Opocznie.
- W tym lesie jest wszystko - mówi Zbigniew Kumaszko, współwłaściciel firmy - Wyciągamy z ziemi amunicję kbks, naboje pistoletowe, pociski przeciwlotnicze, do haubic... Rozmaite kalibry: od 37 do 280 mm. Poza tym znaleźliśmy też 26 bomb lotniczych, różnych wagomiarów. Do tej pory wyciągnęliśmy ok. 60 t samych pocisków. Ilość materiału wybuchowego, który w nich się znajdował była taka, że wystarczyłaby do wysadzenia w powietrze całego pobliskiego Justynowa.
Z Nangar Khel do Gałkowa
Terenowy nissan pana Zbigniewa, wiezie nas w głąb pokrytego śniegiem lasu. Terenówka jest niezbędna. W inny sposób nie można poruszać się po pełnych wybojów leśnych drogach. Między drzewami, co jakiś czas, migają nam odblaskowe kamizelki pracujących saperów. Ich szef pewnie pokonuje kolejne wertepy. Ubrany w strój przypominający mundur, sprawia wrażenie zawodowego wojskowego.
- Przez 30 lat sam byłem saperem w wojsku, odszedłem z armii w stopniu majora - potwierdza nasze przypuszczenia. - Część saperów, którzy dla mnie pracują, była moimi podwładnymi. Mają duże doświadczenie. Wyjeżdżali na misje ONZ i misje bojowe. Wielu służyło w Iraku i Afganistanie. Mam do nich całkowite zaufanie - a to jest bardzo ważne w tym zawodzie.
Dojeżdżamy na miejsce. Przy ognisku rozgrzewa się kilku saperów. Oni też ubrani są w mundury. Na pierwszy rzut oka można poznać w nich żołnierzy. Narzekają na zimno. - Ale skoro przeżyłem pustynię, dam też radę tej zimie - śmieje się jeden z nich.
Pytamy, czy był na misjach z ONZ. Potwierdza. - Mam za sobą też misje bojowe - mówi. - Byłem saperem w Nangar Khel.
Może wybuchnąć w każdej chwili
Saperzy prowadzą nas do swojego ostatniego znaleziska. Idziemy leśną ścieżką. Po jej obu stronach rozciągnięta jest taśma. W ten sposób oznaczane są tzw. ścieżki robocze.











