Menu Region

Aldona Plucińska: co zdradza kartka z kalendarza

Aldona Plucińska: co zdradza kartka z kalendarza

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Łódzki

Matylda Witkowska

Prześlij Drukuj
Kalendarz to obowiązkowe wyposażenie każdego domu. Zmienia się wraz z kolejnymi epokami, a po latach może stanowić cenną pamiątkę.
1/10
Aldona Plucińska: co zdradza kartka z kalendarza

Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.

(© Krzysztof Szymczak)

  • Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.
  • Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.
  • Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.
  • Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.
  • Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.
  • Etnograf Aldona Plucińska ma w domu ponad sto kalendarzy. Są dla niej świadectwem minionych epok.
Może pokazywać roznegliżowane panienki, słodkie psiaki albo terminy siania pietruszki. Kalendarz na nowy rok oprócz dni i miesięcy może zawierać dosłownie wszystko. Jest dzieckiem swojej epoki i doskonałym źródłem do badań dla historyków i specjalistów od kultury.

Dlatego Aldona Plucińska, etnograf z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, kalendarze zbiera od lat.
Ma ich ponad sto.
- Zafascynowała mnie ilość informacji, jakie udaje się zmieścić na najmniejszej powierzchni - mówi.

W swojej kolekcji ma ponad sto egzemplarzy: od wielkich ściennych po malutkie kieszonkowe.

- Kalendarz to obok Pisma Świętego i modlitewnika jedna z trzech najważniejszych książek w domu - podkreśla.

Kalendarz wszystko ci powie
Jeden ze starszych egzemplarzy w kolekcji to kalendarz Rycerza Niepokalanej z 1949 roku. Ma 160 stron i przypomina gruby magazyn. Oprócz wykazu dni, zawiera też żywoty świętych, praktyczne porady i rozważania. Kalendarz tego samego wydawnictwa na 2005 rok ma tylko… dwie strony i zdjęcie Matki Bożej z Lourdes.

- To pokazuje, jak kalendarze się zmieniają - mówi Plucińska. - Kiedyś były to prawdziwe encyklopedie, teraz to zwykle kolorowe zdjęcia na ścianę, albo terminarze z pustym miejscem na wpisywanie planowanych zajęć. Nasze tempo życia rośnie i kalendarze do tego się dostosowują.

Pierwszy w języku polskim ukazał się w drukarni Jana Hallera w Krakowie w 1516 roku. Pierwszy kalendarz ścienny wydano już 15 lat później. Od tego czasu rozpoczęła się ich wielka kariera. Modne były zwłaszcza w XVIII i XIX wieku, gdy przekształciły się w poradniki. Wydawano wtedy wersje z poradami dla najróżniejszych stanów: rolników, gospodyń domowych, myśliwych. Kalendarz na rok 1877 stworzyła między innymi słynna Lucyna Ćwierciakiewiczowa. Jej "Kolęda dla gospodyń przez autorkę 365 obiadów ułożony" oprócz przepisów i porad kulinarnych sporo miejsca poświęca też zaniedbywanej wówczas higienie osobistej.

Inne kalendarze też szerzyły oświatę wśród ludu. Kupowało się je w ciągu roku na jarmarkach i odpustach, a potem wspólnie czytało w długie zimowe wieczory.

- Zwłaszcza w okresie świętych wieczorów, między Bożym Narodzeniem i dniem Trzech Króli czytano kalendarze, by sprawdzić, co czeka nas w nowym roku - mówi Plucińska. - Ponieważ nie każdy gospodarz umiał czytać, posiadanie w izbie kalendarza było oznaką prestiżu i wysokiej pozycji społecznej - dodaje.

Dziś kalendarze są inne, ale zasada jego budowy pozostała ta sama: muszą przedstawiać spis dni nowego roku podzielony na tygodnie i miesiące.

- Reszta zależy tylko od wyobraźni i pomysłowości wydawcy - mówi Plucińska.

Częstymi, choć nieobowiązkowymi elementami kalendarza są także: wykaz patronów danego dnia oraz faz Księżyca.

- Dla nas ta informacja może wydawać się abstrakcyjna i zbędna. Tymczasem kiedyś była to podstawa kalendarza. Fazy księżyca były ważne w rolnictwie i medycynie naturalnej - mówi Aldona Plucińska.

Najsłynniejszym obecnie kalendarzem jest Pirelli ze zdjęciami kobiecych aktów, wydawany od 1964 roku przez włoskiego producenta opon. Początkowo Pirelli był zwykłym firmowym kalendarzem, wydawanym przez brytyjski oddział firmy. Z czasem jego popularność zaczęła rosnąć, także ze względu na jego elitarność - jest wydawany w limitowanej wersji i niedostępny w sprzedaży. Wybrane osoby otrzymują go bezpłatnie - jako pierwsza tradycyjnie królowa brytyjska Elżbieta II.
Kalendarz na 2013 rok jest jubileuszowym, 40. wydaniem (w latach 70. z powodu kryzysu wydawanie kalendarza było zawieszone). Tym razem zdjęcia wykonał Steve McCurry, amerykański fotoreporter wojenny, autor słynnego zdjęcia afgańskiej dziewczyny z obozu dla uchodźców z 1985 roku. Do tegorocznego kalendarza sfotografował modelki całkowicie ubrane, a na dodatek takie, które znane są z działalności na rzecz organizacji charytatywnych.

Ale także w Polsce nie brakuje znanych budzących emocje kalendarzy. Rok temu popularność zdobył kalendarz ERO2012 wirtualnego Muzeum Erotyzmu w Krakowie. Jak przystało na kalendarz miłosny, zaczynał się w naznaczonym walentynkami lutym i zawierał święta związane z miłością erotyczną, np. Dzień Orgazmu. Dzieła sztuki do kalendarza mogli wybrać sami internauci. Wśród prac znaleźli się spleceni w miłosnym uścisku "Trzej muszkieterowie" Gilberto Giardiniego czy "Krakowianka" Iwony Demko, przedstawiająca ludową poduszkę w kształcie serca z czerwoną waginą.

W tym roku pojawiła się druga edycja kalendarza, na rok 2013. Wydano go w - nomen omen - 69 egzemplarzach, które rozeszły się na pniu. Ale muzeum na walentynki planuje dodruk.

- W ten sposób chcemy promować polską sztukę erotyczną, wiedzę o erotyzmie, a także polskie osoby związane z erotyką - mówi Michał Pałasz, autor projektu. - Zaznaczyliśmy na przykład urodziny pochodzącego ze Lwowa Leopolda von Sacher-Masocha, od którego nazwiska pochodzi słowo masochizm.

Wiele emocji wzbudził też kalendarz Opoki "Powołani 2011", który przedstawiał księży z pasją. Twarzą maja był łódzki ksiądz Michał Misiak, znany z organizowania dyskotek ewangelizacyjnych. Księży sfotografowano jednak tak ładnie, że pojawiły się obawy, czy będą pociągać użytkowników jedynie stylem życia i osobowością. Zwracano też uwagę na podobieństwo do włoskiego Calendario Romano - kalendarza z księżmi, który cieszył się popularnością zwłaszcza w środowiskach gejowskich.

Zdzieraki kontra smartfony
Jednak na większości ścian w 2013 roku zawisną kalendarze spokojne, niebudzące emocji.

- Wśród ściennych najpopularniejsze są te ze zdjęciami krajobrazów i zwierząt - mówi Ewelina Kotarska, sprzedawczyni w sklepie Notabene w Galerii Łódzkiej. Dobrze też sprzedają się kalendarze i planery z bohaterami bajek: z Kotem Simonem i Mikołajkiem oraz kalendarze podróżnicze Beaty Pawlikowskiej i Martyny Wojciechowskiej.

Także polskie firmy nie mają takiej popularności jak Pirelli, choć i one starają się zaskoczyć odbiorców. Zielarska firma Kawon wyprodukowała w tym roku kalendarz pachnący: po potarciu zdjęć na dłoni pojawia się zapach mięty albo lawendy.

- Zapach uzyskuje się przez pokrycie papieru warstwą zapachowego lakieru - mówi Krzysztof Nowak, prezes firmy. - To nasza niespodzianka dla kontrahentów, choć niestety zapachy są sztuczne i nie pachną tak pięknie jak naturalne zioła.

Jak podkreśla Plucińska, kalendarzy z mijającego roku, zwłaszcza z własnymi zapiskami, lepiej nie wyrzucać.

- To pamiątka naszego życia - tłumaczy. - Sama po latach zajrzałam do kalendarzy mojego ojca sprzed ponad 60 lat. Dzięki temu mogłam lepiej go poznać.

I chociaż obecnie prawie każdy ma kalendarz w swojej komórce albo wielofunkcyjny planer w smartfonie, drukowane kalendarze nie odchodzą do lamusa. - Tradycyjne zdzieraki cały czas cieszą się stałą popularnością - mówi Ewelina Kotarska.



Damy ci więcej - zarejestruj się!
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama