Bo ostatnia niedziela pokazała, że i w Łodzi wszelka akcyjność tudzież pospolite ruszenie przy zmasowanym łataniu ulic z marszu - też nie mają sensu. MUSI być specjalista przy tym asfalcie, bo po co na odwal się łaty w jezdnie dziurawe wstawiać, jeśli one po niewielu godzinach czy dniach znów wylecą? I dopiero obnażą dziurę, że hej? Pisałem przecież w piątek - na mokro się nie da. Na szybko - czyli
na mróz - też nie. No to po co to było?
Dlatego dziś już widać, że ta jedna obietnica za dużo padła kilka dni temu z ust Dariusza Jońskiego. A skoro tak (zakładam - że padały TYLKO te, które MOGĄ być spełnione), to znaczy że mamy tylko dwie możliwości:
a) Zwiad przed bojem został przeprowadzony niechlujnie i wiceprezydent miał błędne pojęcie o możliwościach kompetencyjnych menedżerów oraz wykonawczych braci roboczej z miejskiego ZDiI.
b) Prezydent wiedział, co oni potrafią (a raczej - czego nie potrafią) i teraz będziemy świadkami masowego auto-da-fe, czyli widowiskowej zbiorowej personalnej egzekucji tychże menedżerów. Bo co wykonawcy winni, że mają takich szefów, jakich mają?
A ja przypomnę tylko, że:
Łódzkie spółki i zakłady komunalne to od dawna, moim zdaniem, w większości tylko drogie i niewydolne przechowalnie dla łódzkich polityków z aktualnego układu władzy. Więc albo trzeba je polikwidować, albo spowodować, by weszli do nich prawdziwi menedżerowie. Inaczej podobnych wstydliwych akcji będzie wkrótce więcej.
Zaś pozostając przy terminologii wojskowej - dodam na koniec, że dobry dowódca wydaje tylko takie rozkazy, które BĘDĄ na 100 procent spełnione. Zaś pośpiech w robotach drogowych - owszem - jest dobry, jeśli wcześniej - także na 100 procent - uporano się w tym celu z tzw. logistyką. Samą łopatą, nakazem i strachem - się nie da!
Cóż, zobaczymy, co z tego zwiadu bojem wyjdzie. Na razie - dziury górą, a łodzianom tylko śmiech!