Paweł Domarecki
2010-03-10 11:38:12, aktualizacja: 2010-03-11 07:24:36
Dlaczego trzeba było aż zmiany władzy w Łodzi, by głośno i publicznie powiedzieć to, co my pisaliśmy pełnym głosem na tych łamach już wiele miesięcy temu? Że ekipa Jerzego Kropiwnickiego, przy świadomym poparciu radnych Łodzi nie dopłaca łódzkiemu MPK za przejazdy, spółka musi więc szukać rozpaczliwie zasilania na zewnątrz? Co rodzi niebezpieczeństwo, że jak się tę politykę nagle zmieni, koniunktura się posypie, albo zarząd MPK straci zaufanie zewnętrznych kontrahentów, całą tę spółkę może szlag nagły trafić? A przez to - komunikacja zbiorowa się w Łodzi wyłoży na amen?
Oto jak wygląda w świecie realnym druga twarz polityki opartej na dętych inwestycjach i bezsensownej w nie alokacji miejskich środków, zaoszczędzonych w tym celu na prawdziwych komunalnych potrzebach.
Oto jak kończy się brak właściwego nadzoru radnych nad urzędnikami i gminnym majątkiem.
Oto, jak kończą się sny puszczonych samopas polityków o potędze, snute kosztem miasta. Te puste przez większość roku hale - wcześniej przedrożone o dziesiątki milionów złotych (wiadomo - prototypy są zawsze grubo droższe od sprawdzonych na świecie tanich i funkcjonalnych seryjnych rozwiązań), to kupowanie hektarów po wojsku, to pchanie się w spółki do budowy wodnych rajów, z umowami spisanymi jak przy kupowaniu worka cebuli. I ten brak nadzoru, i te - na koniec - rozpaczliwe próby wysysania miasta na jakieś stosy pudeł zza oceanu za pół miliarda - aby sobie być może potem propagandowe zdjęcie w plastikowym kapelutku zrobić na jakimś spektakularnym tle.
Tak to się właśnie ZAWSZE i NIEUCHRONNIE kończy. ZAWAŁEM organizmu miejskiego!
Od dawna nie ukrywam tu słów oburzenia na taki sposób zarządzania Łodzią i daję temu jawny wyraz. Bo od tego jestem dziennikarzem miejskim i ekonomicznym zarazem. Tym razem jednak nie urzędnikom magistrackim i nie wywalonej ekipie wielkiego podróżnika oraz miłośnika misiów na skalę naszych możliwości należą się baty. Oni już swoje wzięli i jeszcze wezmą. I to niewąskie.
Pytam dziś publicznie: gdzie byliście panowie i panie RADNI ŁODZI, gdy ludzie, którzy kierowali Łodzią, wpuszczali miasto w finansowy kanał? Przecież siedzieliście w kierownictwie MPK. Przecież siedzieliście w zarządach spółek miejskich zajmujących się usługami komunalnymi. Przecież, do diabła, chyba potraficie czytać bilanse. Bo za coś miejskie grube pieniądze i w radzie, i w tych spółkach przez lata - i go grube - braliście, czyż nie?
Przecież już nawet (aktualnie zapuszkowany) główny menedżer MPK wołał - i to kiedy! - miasto od lat nie dopłaca z budżetu do przejazdów, muszę ratować firmę inaczej. Na naszych łamach nawet wołał, więc donośnie.
Przecież wy, radni, jako ludzie obarczeni rodzinami, z własnymi budżetami domowymi, doskonale wiecie, że jak się czegoś nie włoży w coś na czas, to potem to się odbije z nawiązką. A w większej skali - jak się nie zapłaci tyle co trzeba za usługę dla ludzi (MPK), jak się dopuści do dekapitalizacji majątku komunalnego (torowiska, kamienice gminne), jak się przymknie oczy na rozrzutność, jak się oszczędzi na rzeczach najważniejszych, żeby sobie parę osób mogło bębenka propagandowo przez lata podbijać - choćby jakimś bunkrem za 300 milionów, który potrzebuje dziś w dodatku mieć 50-60 naprawdę dużych imprez rocznie, by do niego wielu milionów co roku nie dopłacać (a ma góra kilkanaście takich imprez) - to zabraknie na MIASTO!
GDZIE ZATEM BYLIŚCIE?
Wiecie, co mi przypomina wasze milczenie wieloletnie?
Wiecie, co ono dziś przypomina łodzianom?
Ono coraz bardziej przypomina ŚWIADOMĄ ZGODĘ na wieloletnie zapuszczanie Łodzi przez niekompetentną ekipę Jerzego Kropiwnickiego. Ono przypomina w dodatku milczenie KUPIONE - właśnie tymi stołkami w miejskich spółkach, tymi apanażami, tymi etacikami. TO WŁAŚNIE ONO PRZYPOMINA ŁODZIANOM! I choćbyście się nie wiem jak na to dziś oburzali - taka jest właśnie prawda.
A w tym czasie w Łodzi czysto etatystyczna, hołdująca publicznemu interwencjonizmowi (ten miłośnik baletu Keynes!), lewicowa zatem do szpiku kości i paternalistyczna pod względem gospodarczym (żadne tam "chrześcijańskie", nie wierzcie w te brednie - po owocach ich poznacie ich, a prawdziwi chrześcijanie gospodarczymi dyletantami nie są i nigdy nie byli!) władza zadłużyła w siedem lat miasto o MILIARD złotych i doprowadziła miejską infrastrukturę na krawędź katastrofy, np. po to, by strzelić se... parę zamków na lodzie. I poobsadzać gdzie się da ludzi ze swojej kanapy.
Gdzie przez te siedem lat byliście DZISIEJSI radni Łodzi? Zwłaszcza ci - przez lata rządzący i koalicyjni? I ile nasze miasto kosztowała, a ile jeszcze będzie kosztować - wasza dwukadencyjna prawie - bezradność? I gdzie jesteście DZIŚ?
Idą wybory. MPK nie padnie, bo łodzianie zapłacą, choćby mieli zęby w ścianę wbić. Ale to właśnie Łódź was za to wkrótce rozliczy. Ludzie, zwykli ludzie w moim domu coraz częściej i coraz bardziej wkurzeni - mówią mi na schodach: referendum jeszcze się nie skończyło!