PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Monika Kamieńska: Kobieta nie jest od gotowania obiadków

Monika Kamieńska: Kobieta nie jest od gotowania obiadków

Smutne jest, że kobiety się nie wspierają, za to mężczyźni zawsze... (© fot. Krzysztof Szymczak)

Dziennik Łódzki Magda Szrejner

2010-03-06 08:10:02, aktualizacja: 2010-03-07 14:02:18

O tym jak w dawnym mieście włókniarek żyje się współczesnym kobietom, czy można tu zrobić karierę i być szczęśliwą z Moniką Kamieńską, byłą szefową Partii Kobiet w Łódzkiem, rozmawia Magda Szrejner

Dostaje Pani na pewno kwiatki na Dzień Kobiet. Co się z nimi dzieje? Lądują w koszu?

Nie, wręcz przeciwnie. Ja nawet trochę czekam na to, żeby tego dnia panowie stanęli na wysokości zadania. Uważam, że każdy pretekst jest dobry, żeby zrobić komuś przyjemność. Nam w Polsce trochę brakuje otwartości i takiej chęci bycia miłym w stosunku do innych osób. A to przecież ułatwia życie.

Nie denerwuje Pani świętowanie 8 marca? Przecież szefując Partii Kobiet była Pani postrzegana jako feministka...

Ale w jakim znaczeniu, feministka? Feminizm w Polsce, niestety, źle się kojarzy. Dla wielu osób feministka to kobieta,

która programowo nie nawidzi mężczyzn. A przecież nie o to chodzi. Feminizm to chęć wspierania kobiet i traktowania ich na równi z mężczyznami. Jeśli o to chodzi, to tak, jestem feministką, wspieram kobiety, uważam, że powinny być w pracy traktowane tak samo jak mężczyźni i robić tak samo dobre kariery. Parytety są słuszne. Jeśli na liście wyborczej znajduje się dziesięciu specjalistów, to połowę powinny stanowić kobiety, a pozostałą piątkę, mężczyźni. Jeśli zaś znajdą się tylko trzy kobiety specjalistki, a dopełnienie tej listy będzie zależało jedynie od płci, a nie wykształcenia czy umiejętności, to nie jestem przekonana co do słuszności takiego rozwiązania.
To jak powinien wyglądać sprawiedliwy dobór na listach partyjnych czy pracowników w firmach?
Tak, jak w krajach skandynawskich. Kiedy konkurs na jakieś stanowisko wygrywa tam dwoje osób - mężczyzna i kobieta, mają takie same kwalifikacje, przechodzą kolejne etapy rekrutacji, w końcu komisja wybiera kobietę, bo tam wychodzi się z założenia, że ona, żeby pokonać tę drogę co mężczyzna musiała włożyć w to więcej wysiłku. Po drodze urodzić i wychować dziecko, mieć przerwę na rynku pracy. Skoro mimo tego osiągnęła takie wyniki, to widocznie jest bardzo zorientowana na sukces. Dlatego to ją wybrał pracodawca. I to ma sens.

Gdyby w Łodzi stosowano takie standardy przy zatrudnianiu, to kobiety zajmowałyby więcej eksponowanych stanowisk?

Na pewno tak, ale w naszym mieście nie jest pod tym względem najgorzej. Kobiety są widoczne i w polityce, i na uczelni, i na stanowiskach menedżerskich. Od razu przychodzi mi do głowy pani wojewoda, pani wicemarszałek, panie posłanki ziemi łódzkiej. Kobiety szefują też kilku wydziałom w Urzędzie Miasta i w Urzędzie Marszałkowskim. Ale są też przecież właścicielki potężnych firm odzieżowych, szefowe banków. To pokazuje, że łodzianki są żądne osiągania sukcesów i wiedzą czego chcą.
strona: 1 z 3 »

Reklama

Dziennik Łódzki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy