RECENZJA: „Jackie” [ZWIASTUN]

    RECENZJA: „Jackie” [ZWIASTUN]

    Dariusz Pawłowski

    Dziennik Łódzki

    Natalie Portman, jako Jackie Kennedy, w kategorii aktorstwo będące doskonałym naśladownictwem, wykonała świetną robotę

    Natalie Portman, jako Jackie Kennedy, w kategorii aktorstwo będące doskonałym naśladownictwem, wykonała świetną robotę ©Kino Świat

    Na ekrany kin wszedł amerykański dramat biograficzny „Jackie” w reżyserii Pabla Larraína, z Natalie Portman w roli Jacqueline Kennedy.
    Natalie Portman, jako Jackie Kennedy, w kategorii aktorstwo będące doskonałym naśladownictwem, wykonała świetną robotę

    Natalie Portman, jako Jackie Kennedy, w kategorii aktorstwo będące doskonałym naśladownictwem, wykonała świetną robotę ©Kino Świat

    Nie tylko my miewamy kłopoty z pomnikami. Jacqueline Kennedy, żona zamordowanego w zamachu prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego, należy do amerykańskich mitów największych. Amerykanie lubią powtarzać, że choć byli tacy, co nie chcieli głosować na JFK, to Jackie kochali wszyscy. Przywołują jej klasę, styl, ujmujący uśmiech i miłość do rodziny. Podkreślają, że doskonale sobie radziła z rolą Pierwszej Damy i ujmowała sposobem bycia. Mit to silnie ukonstytuowany i wielokrotnie przetwarzany przez kulturę popularną. Do tego stopnia, iż nawet wielki dramat tej kobiety, służy dziś głównie ugruntowywaniu mitu.

    Na nieszczęściu koncentruje się w swoim filmie Pablo Larraín, na szczęście celnie omijając niebezpieczeństwa łatwych wzruszeń i nadmiernej emocjonalności. „Jackie” to film zaskakująco nawet zimny, w którym reżyser przyjmuje bardziej postawę obserwatora, niż psychologa wnikającego w rozterki swej bohaterki. Wygrywa na tym konstrukcja obrazu, przesunięcie uwagi widza na mechanizmy funkcjonowania ośrodków władzy, bezdusznych nawet wobec dramatu, pozostawiających swoich niedawnych herosów samych z katastrofą. Gorzej, że niczego nowego o Jacqueline Kennedy się nie dowiadujemy, nie pozwala nam się inaczej na nią spojrzeć, przedrzeć obok mitu do człowieka. A może sama Jackie by tego nie chciała?

    Twórcy filmu opowiadają o dniach i tygodniach tuż po zamachu w Dallas w listopadzie 1963 roku. Przyglądają się jak kobieta, której zadaniem było dobieranie koloru ścian i obić mebli w Białym Domu oraz stanie przy mężu mimo wszystko, przeobraża się (albo raczej ujawnia tę część swojej osobowości) we wdowę, która staje się silną i zdecydowaną strażniczką bohaterskiej narracji o swoim tragicznie zmarłym mężu. Jak z Jackie staje się Jacqueline, świadomie egzekwującą niezapomniane, poczesne miejsce dla JFK w poczcie amerykańskich prezydentów. Razem z reżyserem obserwujemy, jak zamieniając ceremonię pogrzebową w światowy spektakl Jackie wykorzystuje te same media, które wcześniej użyła do ocieplenia wizerunku prezydenta, wprowadzając je do niedostępnych dla obywateli pomieszczeń rezydencji przywódcy narodu. Jak usilnie konstruuje przekaz o podobieństwie losów Johna F. Kennedy’ego i Abrahama Lincolna, dodając do tego sugestię, że oba byli równie wielcy. Larraín stara się od działań pani Kennedy dystansować, ale zarazem wyraźnie im sympatyzuje i robi wszystko, by na wizerunku Jackie nie pojawiła się żadna rysa. Docenia jej samoświadomość, konsekwencję i jasność celu, nawet gdy dążąc do niego zmienia zdanie, umiejętność panowania nad sytuacją. Zamienia swoją bohaterkę w skałę już ubierając film w ramę z wywiadu udzielonego przez wdowę po Kennedym tygodnikowi „Life”. Nie jest to rozmowa wstrząśniętej i rozbitej osobistą tragedią kobiety z dociekliwym dziennikarzem, tylko audiencja u byłej prezydentowej wykonawcy jej poleceń.

    Główny wysiłek w utrwaleniu legendy Jackie spoczywa tu jednak na barkach Natalie Portman. Aktorka doskonale oddaje gesty, mimikę, sposób mówienia Jacqueline Kennedy, znakomicie wygląda w fantastycznych kostiumach, jakie przygotowano na potrzeby filmu. Przyznam, że nie przepadam za tego rodzaju aktorstwem, które polega na pierwszorzędnym naśladownictwie, ale nie da się zaprzeczyć, że w tej kategorii Portman zrobiła świetną robotę.

    A zadaniem widza jest uwierzyć, że JFK budował współczesny Camelot. Przy mniejszym zwracaniu uwagi na to, co u Larraína też się pojawia, jak fascynowało Jackie budowanie atmosfery królewskiego dworu. Najcelniejszym zdaniem, które pojawia się w całym filmie, okazują się pełne goryczy słowa Bobby’ego Kennedyego: „Nasi, rządzący Ameryką, poprzednicy mieli na koncie wielkie osiągnięcia. My jesteśmy tylko ładni”. Dziś politycy już nawet nie są ładni.

    OCENA: 4/6



    Jackie
    USA, dramat,
    reż. Pablo Larraín,
    wyst. Natalie Portman, Peter Sarsgaard, Greta Gerwig



    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo