The Square: Dzikość ludzi spokojnych [RECENZJA]

    The Square: Dzikość ludzi spokojnych [RECENZJA]

    Dariusz Pawłowski

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Mocna sekwencja perfomance’u Terry’ego Notary’ego podkreśla, że z dzikości nie wyprowadzają białe koszule i muszki

    Mocna sekwencja perfomance’u Terry’ego Notary’ego podkreśla, że z dzikości nie wyprowadzają białe koszule i muszki ©Gutek Film

    Na ekrany kin wszedł film „The Square” Rubena Östlunda. Obraz zdobył Złotą Palmę na tegorocznym festiwalu filmowym w Cannes
    Mocna sekwencja perfomance’u Terry’ego Notary’ego podkreśla, że z dzikości nie wyprowadzają białe koszule i muszki

    Mocna sekwencja perfomance’u Terry’ego Notary’ego podkreśla, że z dzikości nie wyprowadzają białe koszule i muszki ©Gutek Film

    Dobrze jest mieć dystans do siebie. Tym bardziej, że kruszą się ramy naszych przyzwyczajeń, strzeżone osiedla nie są już zabezpieczeniem przez zetknięciem się z klasami, których unikamy, stałe oceny okazały się zestawem mylnych stereotypów. W takim zamieszaniu albo odnowie - zależy jak na to spojrzeć - znowu na wszystkie sposoby odmieniamy takie sformułowania, jak tolerancja, społeczny porządek, wspólnota, zaufanie. I ponownie wychodzi nam, że ten świat to jednak dżungla ciągle jest.

    Ruben Östlund w „The Square” zachowuje dystans, ale podgląda przenikliwie, nie zrażając się dyskomfortem widza. Bohaterem czyni Christiana, dyrektora prestiżowego muzeum sztuki nowoczesnej z gestem korzystającego ze swojej pozycji. Poznajemy go budzącego się w ubraniu, na kanapie, po upojnej nocy. Już za chwilę musi udzielić wywiadu młodej dziennikarce na temat muzeum i nowej wystawy. Ledwie doszedł do siebie, ale nie przeszkadza mu to ślizgać się po temacie przy pomocy współczesnej, muzealnej nowomowy. Kolejna sytuacja przyniesie mu moment zachwytu własną siłą. Oto na miejskim placu wraz z przypadkowym przechodniem staje w obronie przerażonej dziewczyny atakowanej przez brutalnego chłopaka. Lecz była to mistyfikacja, w wyniku której Christian stracił portfel i telefon. Namierzywszy aparat mężczyzna wkracza w rzeczywistość blokowiska, świat ludzi, których dotychczas nawet nie zauważał.

    Z nieco surrealistycznym poczuciem humoru reżyser sinusoidalnie prowadzi nas przez kolejne wydarzenia w rozpadającym się doskonałym życiu dyrektora muzeum. A przejść musi on jeszcze m.in. przez poimprezowy seks z konsekwencjami i PR-owski skandal dotyczący jego placówki (jakże po łódzku aktualny). Östlund (także autor scenariusza) świetnie skonstruował swoją opowieść rozsypując wcześniej istnienie Christiana na wiele, często niezależnych elementów (choć szczególnie w drugiej części filmu nie zaszkodziłoby nieco skrótów). Oplata widza irytującymi dialogami, pozornie nic nie wnoszącymi, banalnymi scenami, by za chwilę wytrącić z beztroski. Przez historię błyskotliwie i z napięciem prowadzi też kamera Fredrika Wenzla.



    Film jest fantastycznie zagrany. Od Claesa Banga w roli Christiana po najdrobniejsze epizody są to pierwszorzędne kreacje w wykonaniu aktorów z wyczuciem, precyzyjnie poprowadzonych przez reżysera. Także do granic naszego niepokoju i komfortu, jak w mocnej sekwencji performance’u Terry’ego Notary’ego (wcielał się w King Konga w „Kongu: Wyspie czaszki”), trudnej do wytrzymania, a zarazem rozbijającej podkreśleniem, że z dzikości nie wyprowadzają najbielsze koszule, eleganckie muszki, najdroższe fraki i suknie.

    Twórca z pasją rozprawia się z wszechobecnym terrorem gołowąsów od PR-u

    Szwedzki twórca z klasą i pasją rozprawia się z hipokryzją, pustką uczestników światowego obiegu nowoczesnej sztuki (jednocześnie sankcjonując samą sztukę), katastrofą wszechobecnego terroru gołowąsów od promocji. Bywa zbyt łopatologiczny, ale od razu ratuje się formą i energią obrazu. Obnaża absurdy, ułudę mieszczańskiej stabilizacji i wskazuje na ratunek w zwykłej empatii. Proponuje kino ważne, brawurowo zrealizowane, które ciągnie się za widzem długo po seansie. Moc jest dziś z Östlundem.
    The Square, Szwecja/Dania/Francja/Niemcy, komediodramat, reż. Ruben Östlund, wyst. Claes Bang | Ocena: 5/6

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Nuda

    I'm Your Turbo Lover (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Przecież ten pseudointelektualny belkot jest nieprawdopodobnie nudny. Ledwo wysiedzialem w kinie te 2,5 godziny. Jest tutaj kilka dobrych scen, ale pomiedzy nimi nieprawdopodobne dłużyzny. Aktostwo...rozwiń całość

    Przecież ten pseudointelektualny belkot jest nieprawdopodobnie nudny. Ledwo wysiedzialem w kinie te 2,5 godziny. Jest tutaj kilka dobrych scen, ale pomiedzy nimi nieprawdopodobne dłużyzny. Aktostwo rzeczywiscie fajne, ale filmu nie polecam.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo