PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

czwartek 09 września 2010 r. imieniny obchodzą: Aldona, Piotr, Sergiusz

Pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych matek

Pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych matek

Trzyletnia Mia na razie jest cały prawie dzień z mamą. Katarzyna Reszka niebawem jednak znów spróbuje znaleźć sobie pracę (© fot. Grzegorz Gałasiński)

Dziennik Łódzki Alicja Zboińska

2010-02-27 09:10:05, aktualizacja: 2010-02-28 18:02:18

Miejsce pracy: dom. Wymiar pracy: potrójny pełen etat, czyli 24 godziny. Zakres obowiązków: nieograniczony - pranie, sprzątanie, gotowanie, przewijanie, bieganie do lekarza, wymyślanie zabaw. Zawód: matka Polka. Atuty: ambicja, więc chce jeszcze jeden etat - chce do pracy.

I tu zaczynają się schody. Czasami bardzo strome, czasami wspinaczka bez końca i bez powodzenia.

Nie zamiotę córek pod dywan

Beata Lewandowska, 33 lata. Szczupła, krótko obcięta łodzianka. Technik obsługi ruchu turystycznego, prywatnie mama 12-letniej Jagody i 3-letniej Rozalki. Mieszanka piorunująca, zwłaszcza dla potencjalnego szefa. Dlatego pani Beata siedzi w domu i szuka
pracodawcy, dla którego nie będzie trędowata, ponieważ ma dziecko. Na razie bezskutecznie.

Nie jest debiutantką na trudnym rynku kariery. Zanim urodziła Rozalię, pracowała m.in. w biurze i na produkcji. Dla szefów to nieważne. Liczy się, że w pierwszą ciążę zaszła, gdy jeszcze studiowała.
- Odchowałam Jagódkę, skończyłam szkołę i zaczęłam szukać pracy, gdy córka poszła do przedszkola - wspomina Beata Lewandowska. - Nie chciałam już dłużej być w domu, szukałam wszędzie, ale nie udało mi się znaleźć niczego stałego. Przeważnie lądowałam na umowach zleceniach, najdłuższą podpisałam na dwa lata.

Pani Beata nie boi się ciężkiej pracy, jej pieniądze są potrzebne. Jakoś się do tej pory udawało, choć dokuczał brak etatu. Bo byłyby większe pieniądze. Bo byłaby gwarancja, że pracy nie straci z dnia na dzień. Bo byłoby bezpieczeństwo i możliwość zaciągnięcia kredytu. Te ''bo'' można mnożyć, ale wynik zawsze jest ten sam.

- Gdy podczas rozmowy okazuje się, że mam dzieci, słyszę: oddzwonimy do pani. Nawet się nie łudzę, że to nastąpi, bo skoro nie biorą ode mnie numeru... - zawiesza głos pani Beata.

Rozmowy to też wydarzenie. Bo po urodzeniu Rozalki nie było ich zbyt wiele. Chciała oddać córkę do żłobka, by być bardziej dyspozycyjna, ale dla dziecka niepracującej matki miejsca nie było. Bo niby z jakiej racji, skoro sama może się nim zająć?

I nagle jedna wizyta na forum dla matek zmieniła wiele. Okazało się, że dla kobiet, które są w takiej sytuacji jak ona, organizowane są szkolenia. Cel - ułatwić powrót na rynek pracy. Długo się nie wahała. I słusznie.

- Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jestem nieprzygotowana do tego, by wrócić do pracy - wspomina mama Jagódki i Rozalki. - Zły życiorys, zły list motywacyjny, zła postawa podczas rozmowy. Nauczyłam się, jak mam przygotować dokumenty, jak rozmawiać z potencjalnym szefem, by uznał, że będzie miał ze mnie korzyść. Nagle utwierdziłam się w przekonaniu, że należy mi się praca, że mogę chcieć więcej.

Z tą myślą wystąpiła o dotację z Unii Europejskiej na założenie własnej firmy. Z wyborem profilu działalności nie było problemu. Bo czym może się zająć mama z małymi dziećmi? Pomocą innym mamom. Stąd pomysł na założenie klubu edukacyjnego dla małych dzieci, który robiłby też coś dla mam.

- Chciałam stworzyć miejsce, do którego mama mogłaby przyprowadzić dziecko i mieć czas na załatwienie swoich pilnych spraw - rozmarza się mama Beata. - A maluch miałby tak opracowane zabawy, że uczyłby się czegoś nowego. Ale odrzucili mój projekt.

Najbardziej zabolało, gdy się okazało, że w rubryce doświadczenie widniało ''zero'' przy liczbie punktów. Mama, która wychowuje dwoje dzieci, została uznana za osobę bez doświadczenia. Bo nie pracowała z dziećmi. Poczuła, jakby ostatnie 12 lat spędziła w innej rzeczywistości.

Nie poddała się jednak. Ale drugi projekt też trafił do kosza. I trzeci powędrował jego śladem. Nie szkodzi. Pani Beata przygotowuje właśnie kolejny - już nie chce 40 tys. złotych, wystarczy jej dotacja w wysokości 19 tysięcy. Za to też można otworzyć klub, może nieco skromniejszy.

Już nie chce po raz kolejny, jąkając się, odpowiadać na wyraźną sugestię przyszłego szefa, który znacząco zawiesza głos przy pytaniu o życiu rodzinne. Bo nie umie odpowiedzieć, że jest mężatką z kotem, zamiast z dwójką dzieci. Bo Jagody i Rozalki nie da się zamieść pod dywan, jak pośpiesznie sprzątanych śmieci. Bo ich mama zasługuje na to, by dostać pracę.

Gdybym tylko wiedziała...

Mała Mia ma trzy latka. Jej mama, Kasia Reszka z Łodzi, o 25 lat więcej. Tak naprawdę na rynku pracy jeszcze nie zaistniała. Pytanie: czy rynek pracy jej na to w ogóle pozwoli?

Ciąży nie planowała. Studiowała stosunki międzynarodowe, dotarła do ostatniego roku. Nagle okazało się, że nie będzie już tylko ze swoim chłopakiem. Że będzie ich troje. Zlitował się znajomy taty, który posiada własną firmą. I pani Katarzyna została jego podwładną. Na papierze. Sama opłacała składki na ubezpieczenie. Było o co grać - 0 płatny urlop macierzyński.

Tygodnie i miesiące mijają niepostrzeżenie. Mała Mia rośnie, staje się coraz bardziej rozkoszna. I coraz trudniej się od niej oderwać. I za mała jest, by trafić do przedszkola. Ale młoda mama chce się choć trochę wyrwać z domu.

- Zostałam wolontariuszką w Instytucie Spraw Publicznych w Łodzi, wpadałam tam w wolnej chwili, aż nadarzyła się okazja, by wziąć udział w kursie dla młodych mam, który był przez instytut organizowany - mówi Katarzyna Reszka. - Musiałam wyjść do ludzi. Pomogli mi babcia i tata Mii.
Na stałą pracę było za wcześnie - zdaniem pani Kasi, mama powinna spędzić z dzieckiem w domu trzy lata. Bo to najważniejsze trzy lata w jego życiu.

A tu nagle się okazało, że mamom nie jest tak łatwo, jak się mamie Mii wydawało. Koleżanki biegały z życiorysami, latały z rozmowy na rozmowę i nic. Dla nich ofert nie było.

- Nie miałam o tym pojęcia, żyłam w trochę innym świecie- śmieje się pani Kasia. - Gdybym wiedziała, pewnie zrobiłabym wszystko, by jeszcze nie być matką. Tak jak teraz pilnuję się, by Mia zbyt szybko nie miała rodzeństwa. Nie dziwię się mojej koleżance, której po studiach udało się zrobić karierę, a decyzję o urodzeniu dziecka ciągle odkłada na później. Boi się stracić to, co już osiągnęła.

Pani Kasia także chciała wziąć sprawy w swoje ręce. Tata Mii jest operatorem kamery, wpadli więc na pomysł, by otworzyć wypożyczalnię sprzętu filmowego: kamery, obiektywy itp. Uznania nie zdobyli, pieniędzy też nie, projekt upadł.

Pani Kasia nie siedzi jednak w domu. Zapisała się na kolejny kurs: animatora lalkowego, który organizuje fundacja Se-Ma-For. Oprócz niej zapisało się 59 osób. Połowa już odpadła, reszta się trzyma. Mocno, bo dla najlepszych z najlepszych będzie praca. Rywalizacja jest więc ostra.
- Jasne, że chcę pracować, ale jeśli nie znajdę ciekawego zajęcia, nie zostawię córki w przedszkolu - argumentuje Kasia.- Tak po prostu nie zrezygnuję dla samych pieniędzy z bycia mamą.

Praco, jak mam cię teraz znaleźć?

Beata Kaczmarek-Malec z Łodzi takich historii młodych matek mogłaby przytoczyć dziesiątki. Sama jest młodą, 32-letnią mamą półtorarocznego Olafa, a na dodatek koordynatorką projektu ''Mama kreatywna, mama pracująca'', który zorganizował łódzki Instytut Spraw Obywatelskich. A od czerwca przekona się na własnej skórze, jak to wygląda w praktyce. Bo od czerwca sama będzie szukać pracy. Bo projekt się skończy i skończy się dotychczasowe zajęcie.

Do tej pory zawodowo żyła jak w bajce. Praca w zasadzie szukała jej, działo się to jakby poza nią. Z wykształcenia jest psychopedagogiem. Jeszcze na ostatnim roku studiów zaczęła pracować. Ze stowarzyszeniem ''Słyszę sercem'' zawierała umowy o dzieło, zlecenia. Prowadziła terapię dla maluchów z wadą słuchu. Za pośrednictwem urzędu pracy odbyła tam staż. Potem przytrafił się krótki przestój, aż pani Beata została pedagogiem w jednym z łódzkich gimnazjów.

- Stała pani pedagog akurat urodziła dziecko i potrzebny był ktoś na zastępstwo - wspomina Beata Kaczmarek-Malec. - I tak to moje zastępstwo potrwało cztery lata. Dyrekcja nie była pewna, czy tamta pedagog będzie chciała wrócić. Było mi tam naprawdę dobrze, ale okazało się, że ja też jestem w ciąży. Szefostwu to nie przeszkadzało, jednak osoba, którą zastąpiłam, nie chciała już tylko siedzieć w domu. I nagle zaczął się problem z macierzyńskim.

Pani Beata padła ofiarą przepisów. Termin porodu miała wyznaczony na 10 września 2008 roku, umowę o pracę do końca sierpnia 2008. Zasada była prosta: urodzi w czasie, gdy jeszcze ma pracę - ma płatny urlop macierzyński. Urodzi we wrześniu - musi sobie radzić sama. Na szczęście Olaf nie chciał doprowadzić rodziców do ruiny. Urodził się 31 sierpnia.

- Synek zadbał o finanse rodziców - śmieje się młoda mama. - Wszystko pięknie się ułożyło, mogłam na urlopie zając się Olafem, który początkowo dużo chorował. I wtedy okazało się, że moje wcześniejsze deklaracje, że już po miesiącu wracam do pracy, wzięły w łeb. Bo nie chciałam się od synka oderwać, powrót do pracy przestał mi się uśmiechać. Zmusiły mnie do tego dopiero pieniądze, a raczej ich brak.

Czym, a w zasadzie kim, mogła się zająć młoda mama? Innymi młodymi mamami. Została więc koordynatorką projektu, który współfinansował Europejski Fundusz Społeczny. Wtedy przekonała się, jak kobietom w takiej sytuacji jest trudno. Dziś tłumaczy, że gdzieś w tyle głowy wiedziała, że różowo nie jest, ale nie przypuszczała, że rzeczywistość jest w takich ciemnych barwach.
Dziś niemal jak ekspertka może wyjaśnić, dlaczego mamom jest tak trudno.

- Z jednej strony mamy takie a inne nastawienie pracodawców, ale z drugiej, niestety, negatywne nastawienie samych kobiet - zauważa. - Przeświadczenie, że pracodawca i tak mnie nie zatrudni, gdyż jestem matką, nie ułatwia zdobycia zajęcia. Kobiety się więc ''umamawiają'', nie wierzą w siebie, ich samoocena jest niska. Jeśli do tego dołączymy przeświadczenie, że przyszły szef od razu mnie skreśli, mamy idealną recepturę, jak faktycznie nie znaleźć pracy.

W czerwcu sama takich błędów nie zamierza popełnić. Wie, że jest dobrym fachowcem i to właśnie oznajmi podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Olaf nie jest przeszkodą w robieniu kariery, bo do pomocy jest babcia. Ale układ będzie prosty: przyszły szef dowie się o istnieniu Olafa, a jego mama nie będzie nadużywać zwolnień.

Sonda

Które miasto zasługuje na miano Europejskiej Stolicy Kultury?

Reklama

Dziennik Łódzki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy